Forum ŚWIATOWID Strona Główna ŚWIATOWID
czyli ... obserwator różnych stron życia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Raz, dwa, trzy, rozwód bierzesz ty

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> Myśli nieuczesane niegrzecznych chłopczyków i ....nie tylko
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 21:24, 10 Mar 2013    Temat postu: Raz, dwa, trzy, rozwód bierzesz ty

SYPIAJĄC Z WROGIEM

- Są ludzie, którzy po prostu nie nadają się do małżeństwa. W niektórych przypadkach można z dużą dozą pewności przewidzieć, że związek prędzej czy później się zakończy. I to boleśnie - ostrzega socjolog Tomasz Szlendak**.

[SYPIAJĄC Z WROGIEM] to cykl wywiadów, w których szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego rozpadają się nasze osobiste relacje. Co robimy źle, jaki wpływ na nasze zachowania, oczekiwania i wymagania ma wychowanie, rodzina, nasze otoczenie i my sami - świadomie bądź nie. W dzisiejszym odcinku - rozmowa o rozwodach pochodząca z najnowszego numeru magazynu "Wysokie Obcasy Extra" .

Grzegorz Giedrys: Kto się rozwodzi?

Tomasz Szlendak, socjolog**: Jeśli otworzymy kolorową gazetę, pooglądamy plotkarski program w telewizji albo serwis w internecie, zauważymy, że celebryci rozwodzą się niemal cały czas. Prawie nic innego nie robią, tylko się procesują po sądach. Wygląda na to, że w tych sferach panuje istna Sodoma i Gomora.

A to nieprawda?

- Problem w tym, że przez "te sfery" rozumiemy elity. I wnioskujemy, że skoro celebryci rozwodzą się tak często, to najwyższy wskaźnik rozwodów mamy w polskich elitach. Tymczasem to nieprawda. Ludzie z warstw wyższych - bogaci i wpływowi - rozwodzą się rzadziej od tych z warstw niższych. Im małżeństwo jest lepiej sytuowane, a ludzie lepiej wykształceni, tym mniejsze jest ryzyko rozwodu. Najmniejsze jest tam, gdzie dochody żon są bardzo niskie albo żadne, a mężów bardzo wysokie. W klasie wyższej zazwyczaj tak jest: mężowie pracują i sporo zarabiają, żony prowadzą domy. Takie małżeństwa właściwie się nie rozwodzą. Tyle statystyka. Jeśli natomiast chodzi o celebrytów, to na ogół nie należą do elity. Dotknął ich gwałtowny awans społeczny i ekonomiczny, ale nadal żyją wartościami warstwy, z której się wywodzą.

Błotem obrzucają się u nas nie tylko gwiazdki znane z bankietów. Pewna prezenterka telewizyjna w każdym wywiadzie bez końca upokarza byłego małżonka.

- Dobre wykształcenie nie ruguje z ludzi ludowej dzikości serca. Jeśli ktoś pierze rozwodowe brudy w tabloidach i kolorowych pismach, to oznacza, że jego kapitał kulturowy bynajmniej nie jest mieszczański, lecz właściwy niższej klasie.

Dlaczego dziś często rozwodzimy się w tak fatalnym stylu? To całe publiczne pranie brudów, podstawianie świadków.

- Bo nie mamy kulturowych wzorców eleganckiego rozwodzenia się. Do tego na ogół polskie pary nie mają dużego majątku, więc rozstający się muszą toczyć zażartą walkę. Im mniej do podziału, tym częściej ludzie odwołują się do agresji. Te najniższe emocje najczęściej wychodzą z osób, dla których małżeństwo od dłuższego czasu było polem walki.

Co z kliszą: bogata pani porzuca męża dla czyściciela basenów?

- To się w zasadzie nie zdarza. Majętnym paniom nie opłaca się wiązać z czyścicielami basenów. Za dużo mogą stracić. Najwięcej rozwodów jest w klasach niższych. Jeśli pan i pani mają wykształcenie średnie albo pan ma średnie, a pani podstawowe, jest duże ryzyko burzliwego rozstania. Ale już w przypadku ludzi z podstawowym wykształceniem i z bardzo słabymi zarobkami jest odwrotnie - liczba rozwodów maleje. W naszym kraju można to wiązać z większą religijnością.

Czy to oznacza, że małżeństwa profesorskie mają największe szanse świętować złote gody?

- To akurat nietypowe środowisko. Wykładowcy akademiccy, zarówno panie, jak i panowie, mają rozbudowany rynek matrymonialny, na którym mają się przed kim popisywać i rozkładać pawie pióra. Z tych powodów związki akademików mogą być bardziej kruche, niżby wskazywała średnia dla związków osób wykształconych.

Kto częściej wnosi o rozwód - żona czy mąż?

- W Niemczech na pięć rozwodów cztery inicjują kobiety. W Polsce zapewne na pięć rozwodów trzy są na wniosek kobiet. Wszędzie na świecie, gdzie to jest prawnie dopuszczalne, rozstania inicjują kobiety. Mężczyźni często nie znajdują w sobie odpowiedniej motywacji, żeby zakończyć nieudany związek. Częściej są wygodniccy, mają mniejsze oczekiwania wobec małżeństwa.

Mówi się, że facet jest jak małpa: nie puści jednej gałęzi, póki nie trzyma następnej.

- Równie dobrze można to powiedzieć o kobietach. Wie pan, czym dwójka psychologów ewolucyjnych - David Buss i Heidi Greiling - tłumaczy kobiecą skłonność do zdrady? Tym, że zdradzając, kobieta zapewnia sobie dostęp do alternatywnych zasobów na wypadek śmierci stałego partnera. Po ludzku mówiąc, zdradza, żeby spaść na cztery łapy, kiedy mąż padnie na polowaniu.

Co jest najczęstszym powodem rozwodów?

- Nieporozumienia ekonomiczne, poczucie niesprawiedliwości przy podziale pracy w domu albo kompletny rozpad związku wynikający z silnego konfliktu. Poza tym - przemoc, picie, ujawniające się choroby psychiczne.


Mężczyźni nie odchodzą do kochanek?

- Prędzej kobieta odejdzie do kochanka niż mężczyzna do kochanki. Bo zdradzają też panie, które - na ogół w miejscu pracy - mają coraz większy dostęp do mężczyzn ciekawszych niż mąż. Po drugie, pamiętajmy, że znaczna część skoków w bok pozostaje niewykryta. Do kochanek generalnie się nie odchodzi, tylko stara się je mieć na tak zwanym boku. Poza tym jeśli mężczyznę stać na kochankę, to zazwyczaj oznacza, że jego zasoby finansowe pozostają cały czas interesujące dla żony. Jeśli ona do tego nie pracuje, to nawet wykryta zdrada niekoniecznie bywa przyczyną rozwodu. Kobieta wnosząca o rozwód musi mieć ekonomiczny grunt pod nogami.

Czy są ludzie z dużym prawdopodobieństwem z góry skazani na rozwód?

- Tak, na przykład ci ze skłonnością do depresji i wahania nastrojów. Niektórzy po prostu nie powinni wchodzić w związki małżeńskie, bo można z dużą dozą pewności przewidzieć, że one prędzej czy później się zakończą. I to boleśnie. Ryzyko rozwodu podnosi się jednak także, kiedy małżonków mocno różni światopogląd. Może wtedy dojść do konfliktów na przykład przy wychowaniu dzieci. Rozpad grozi też, gdy mężczyzna zaczyna zarabiać mniej albo traci pracę, a kobieta w tym samym czasie edukuje się i robi karierę. W ogóle jest ścisła korelacja między wejściem kobiet na rynek pracy i ich rosnącym wykształceniem a liczbą rozwodów.

Pracujące kobiety rozbiły małżeństwo.

- No, niestety, tak mogłyby wyglądać nagłówki w gazetach. Kiedy kobieta funkcjonowała tylko w domu, jak np. w latach 50. XX wieku, rozwodów nie było zbyt wielu. Dziś panie robią kariery, spotykają wciąż nowych ludzi, a tym samym rosną ich wymagania wobec związku i mężczyzn.

Skąd w Polsce ta determinacja państwa, by za wszelką cenę utrzymać związek?

- Najkrócej mówiąc, dziś to państwu zależy na tym, by obywatele się rozmnażali. Dla samych obywateli bywa to obciążeniem. Dzieci są postrzegane przez wielu ludzi jako ciężar czasowy, energetyczny i ekonomiczny. A dla państwa są one czystym zyskiem - bez nich rozpadnie się np. system ubezpieczeń społecznych. Im dłużej trwają małżeństwa, tym dzieci więcej.

W niektórych krajach po prostu zanosi się papier do prawnika i dalej wszystko idzie gładko. U nas toczy się rozprawa przed sądem, są przesłuchania, świadkowie. Po co?

- Nasze państwo po prostu korzysta ze wszystkich prawnych narzędzi, aby małżeństwa rozpadały się trudniej i rzadziej. Kłopot w tym, że jeśli państwo jest poukładane, neoliberalnie, to wymuszając na swoich obywatelach rodzenie dzieci, nieszczególnie pomaga w opiece nad nimi. Widać to także w braku wsparcia po rozwodzie. A wiadomo przecież, że po rozwodzie najczęściej ekonomicznie cierpią dzieci.

W Polsce największym problemem jest pewnie ściągalność alimentów.

- U nas nie płaci ich aż 1,7 mln mężczyzn. Przez lata państwo przejmowało ten obowiązek, a kiedy zlikwidowało Fundusz Alimentacyjny, spotkało się z ostrą reakcją społeczną.

Ile polskich małżeństw się rozpada?

- Statystycznie na 1000 zawartych małżeństw rozwodem kończy się około 300.

To dużo?

- Nie. W Rosji ten wskaźnik wynosi aż 560, w Wielkiej Brytanii i USA nieodmiennie też osiąga ponad 500. Dlaczego Polacy rozwodzą się rzadziej? Może to zależeć od poziomu konserwatyzmu obyczajowego związanego z religią. Może od problemów prawnych z rozwodem. Nasza procedura rozwodowa jest związana z pewnym upokorzeniem, często z orzekaniem o winie którejś ze stron. Podejrzewam, że wielu małżonków wybiera zamiast rozwodu mentalną izolację - nie rozstają się, ale żyją de facto osobno. Znaczenie mają też finanse. Jak tu się bowiem rozwieść, skoro widoki na osobne mieszkanie są żadne?

A może niepotrzebnie traktujemy małżeństwo jako świętość, sakrament?

- W protestantyzmie małżeństwo nie jest świętością i są kraje, jak np. Szwecja, gdzie rozwieść się jest łatwo. W katolickiej Polsce natomiast wokół małżeństwa zawsze pojawia się aura świętości i nierozerwalności. Stąd Polacy traktują małżeństwo niezwykle serio, co oczywiście rozwód utrudnia.

Na skali stresu rozwód zajmuje drugie miejsce.

- Owszem, zaraz po śmierci małżonka albo dziecka. Wśród Polaków ten stres może być zresztą silniejszy, bo chcemy traktować rozwód jak epizod, a nie dłuższy proces. Tymczasem socjologowie rodziny już dawno temu dowiedli, że rozwód jest sprawą bolesną, która ciągnie się latami. Według badań rozwiedzeni wracają do normalności średnio około półtora roku, nawet jeżeli rozstanie przebiega pokojowo. Lepiej radzą sobie ci, którzy mają wsparcie rodzin, nieźle zarabiają i wspomagają ich rozmaite instytucje państwowe lub samorządowe.

Kto znosi rozwód gorzej - kobieta czy mężczyzna?

- Stres jest podobnie wysoki, choć u panów z wielu przyczyn może on trwać krócej. Około 30 procent mężczyzn po rozwodzie odczuwa znaczną poprawę finansową, nawet jeśli muszą płacić alimenty. Odpowiednio tyle samo pań musi zderzyć się z gorszą sytuacją ekonomiczną. Kobietom z dziećmi trudniej także nawiązać nowe relacje erotyczne. Fatalnie z kolei znoszą rozwód mężczyźni, którym byłe żony "bramkarki" utrudniają dostęp do wspólnych dzieci, mimo wyroku sądu. Stres u aktywnych ojców, którzy angażowali się w wychowanie dzieci, po rozwodzie jest bardzo wysoki. To zresztą powiększająca się z roku na rok kategoria.

Rozwodnik ma szansę zbudować kolejny lepszy związek, czy trauma rozstania mu to utrudnia?

- Jedna czwarta rozwodników z upływem kolejnych lat po rozwodzie czuje się coraz gorzej i nigdy za nikogo nie wyjdzie, nie ożeni się. Rozwód jest zatem pewnego typu narzędziem selekcyjnym - eliminuje z rynku matrymonialnego pewną kategorię ludzi nienadających się do trwałych związków.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> Myśli nieuczesane niegrzecznych chłopczyków i ....nie tylko Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin