Forum ŚWIATOWID Strona Główna ŚWIATOWID
czyli ... obserwator różnych stron życia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Straszliwa wojna wybuchła w Europie!

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce???
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Śro 11:21, 02 Wrz 2015    Temat postu: Straszliwa wojna wybuchła w Europie!

Straszliwa wojna wybuchła w Europie!

[link widoczny dla zalogowanych]

Czytając notki, komentarze politpoprawnych "geniuszy", wtórujących rządowi Niemiec w szantażu krajów Europy Centralnej , o konieczności przyjecia "uchodźców" przez te kraje, to wiem, że mam do czynienia z politrukami, a nie z żadnymi tam komentatorami politycznymi. Politrukami opętanymi lewacką , kretynska nowo-mową, gdzie każdy przybysz jest bóstwem, a swój, który chce spokojnie żyć, jest faszystą, rasistą i ogónie nieczułym i niewrażliwym na krzywdę uchodźców przed wojną.

Niedawno grupki kilku tysięcy migrantów niemal całkowicie zablokowały Calais (to we Francji - info dla lubitza, lchlipa, spocka i innych tego typu towarzyszy). Bo "uchodźcy" chcieli do Brytanii. Jakaś towarzyszka o intelekcie naszych salonowych tolarastów, strasznie narzekała na rząd Camerona, że nie chce tych wszystkich "uchodźców" do siebie przyjąć. Argumentowała, że "przecież ci ludzie uciakają przed wojną". " Że "trzeba tych ludzi przygarnąć, bo oni wiele wycierpieli i uciekają od koszmaru wojny". Ktoś przytomnie spytał perorującą lewuskę : "To jakaś wojna jest we Francji? Ktoś napadł na ten kraj? Kto???". Oczywiście Pani nie raczyła odpowiedzieć takiemu brzydkiemu faszyście, rasiście , a może nawet kaczyście. Wiadomo, że we Francji wojna jest i ludzie ciemnoskórzy uciekają przed tą wojną do Brytanii. Z narażeniem życia. Kilku rzeczywiście zginęło w tunelu. Strasznie musi być w tej Francji, skoro ludzie z narażeniem życia z niej uciekają do Anglii. Jak Hugenoci swego czasu. Jak to mówią. Historia się lubi powtarzać. Niestey, najczęściej jako farsa...

Jakże straszliwa, a nawet straszliwsza musi być wojna w Grecji, z której ludzie nie patrząc na kordony policji i wojska, w szale strachu przed grecką wojną - uciekają do Macedonii. W strachu przed kulami i bombami rozdzierają sobie ubrania i ciała na macedońskich granicznych zasiekach z drutu kolczastego. W strachu bólu się nie czuje. Nawet bulu. A strach przed straszliwą wojną w Grecji pcha dziesiątki tysięcy "uchodźców" do Macedonii. W Macedonii też zapewne jakaś wojna, bo wszyscy uciekają do Serbii. W Serbii chyba wciąż trwa wojna od zawsze, bo ludzie dalej uciekają przez wielki płot na Węgry.

Na Węgrzech to dopiero musi być zawieruch straszliwa. "Uchodźcy" w desperacji okupują dworzec Keleti. Dziesiatki tysięcy uchodźców z Węgier chce uciec byle dalej. Do Austrii, NIemiec czy Skandynawii. Bo tam jeszcze spokojnie. Tam jeszcze wojny nie ma. Zdesperowani , przestraszeni wojną w całej Europie, także we Włoszech, uciekają z narażeniem życia swego i swych bliskich. Byle dalej od wojny w Europie. Do spokojnych Niemiec. Tylko tam nie ma wojny. I w Brytanii. Ale tam wredny Cameron ich nie chce. Zbrodniarz. Ludzie giną na wojnie w Grecji., Włoszech, Francji, Serbii, Węgrzech, a ten nieczuły podlec nie chce ich przyjąć. I dać zasiłku. I mieszkania. I wiktu i opierunku. Rasista.

I te niewrażliwe na krzywdę wojennych tułaczy kraje Europy wschodniej. Nie chcą dawać "uchodźcom" niemieckich zasiłkółw. A oni tacy biedni. Uciekają przed wojna w Europie.

Poważnie. Nie wiem jakim trzeba być kretynem, żeby te tabuny przybyszów z innego świata, ciągnących za wszelką cenę po socjal do Niemiec czy Skandynawii zupełnie poważnie uważać za uciekinierów przed wojną. Z Syrii uciekli przed wojną do Turcji. I tam przecież już byli bezpieczni. Już im wojna, bomby i kule nie groziły.

Tak trudno zrozumieć , że ci wszyscy "uchodźcy" to zgraja cwaniaczków wykorzystujących naiwność euro-kretynów, którzy wierzą w garbate aniołki? Którym ichnia międzynarodówka nakazała robić za pudła rezonansowe. I wciskać naiwnym kit o "uciekinierach przed wojną". A naiwne patałachy, ogłupione telewizornią wierzą w te brednie. Jakim niedorozwojem trzeba być, aby nie rozumieć, że prawdziwi uchodźcy siedzą w obozach w Turcji, Libanie czy Jordanii. I klepia biedę, ale sa bezpieczni. A ta cała roszczeniowa hałastra zmierzająca do wypasionego socjalu na Zachodzie, to żadni uchodźcy wojenni. To tylko głodna benefitów i darmochy roszczeniowa hałastra...


Think


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 21:59, 13 Wrz 2015    Temat postu:


Polacy, nie dajmy się zwariować!




Jeśli teraz nie będziemy bili na alarm, nie będziemy wręcz żądali opamiętania się schodzącego rządu, jeśli teraz nie postawimy tamy niby uchodźcom z północnej Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, znajdziemy się za kilka lat w prawdziwym piekle, razem z szalonymi Niemcami i resztą Zachodu. Porażające jest to, że polscy politycy i publicyści, najczęściej zwykli lewacy, dużo wyżej stawiają swoje chore idee i wyobrażenia o łaknących pracy w Polsce wykształconych Syryjczykach od interesu naszego państwa i nas, Polaków. Stefan Bratkowski, lewak i mądrala, wali prosto w oczy na antenie radia TOK FM. Pyta się swoich gości i słuchaczy, co się stało z mózgami Polaków, innymi słowy, wszyscy ci, którzy boją się lub nie chcą masowej imigracji do Polski wyznawców Islamu, to ludzie chorzy psychicznie, nienormalni i bezduszni. Do znudzenia pokazywane są zwłoki trzyletniego muzułmańskiego chłopca znalezione na plaży (wcześniej przeniesione z innego miejsca), by poruszyć serca wszystkich Europejczyków. Tymczasem, w najlepsze, trwa rzeź Chrześcijan-w Nigerii, Syrii czy w Libii. Państwo Islamskie nie zna tu litości.





W Internecie można obejrzeć wstrząsające zdjęcie małej chrześcijanki bez głowy. Ścięto ją tylko za to, że była niewierną. Na drugim zdjęciu zwłoki dziewczynki z obciętą głową trzyma jej zrozpaczony Ojciec. Cały ten ponury exodus do Europy kontroluje i stymuluje Państwo Islamskie, czyli zwykli zbrodniarze. Niepojęte jest, że tę emigrację islamistów wspiera sobie finansowo francuska konsul.

Jeszcze bardziej niepojęte jest, że uchodźcy znajdują schronienie w byłym obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Zamordowano w nim co najmniej 56 tysięcy więźniów, przez rozstrzelanie, wstrzyknięcie fenolu lub zagazowanie. Mało. Władze Bawarii, coraz bardziej bezradne, chcą kolejną grupę islamistów umieścić w byłym obozie w Dachau. Na naszych oczach dokonuje się totalna barbaryzacja Europy, totalne załamanie demokracji. Po co to wszystko, zadajemy sobie pytanie. Przecież nie chodzi tylko o demografię w Niemczech. Cała akcja jest doskonale zorganizowana, do tego nie wystarczą zbrodniarze z ISIS. Ktoś ich wspiera, nie wiemy kto. Nikt natomiast, nie ujmuje się za chrześcijańskimi emigrantami z Syrii. Czy papież Franciszek ma tu jakieś jasne stanowisko? Czy zabierze głos w sprawie zamordowanych i wyrzuconych do morza przez muzułmanów dwunastu chrześcijan z Syrii? Czekam, myślę, że czekamy wszyscy.



Paranoja udziela się wszystkim lewakom w Polsce. Obrażają Polaków, obrażają naszą tradycję, odmawiają nam poczucia współczucia dla tych matek i dzieci, ciągnących do Europy. Ani słowem nie pisną, że większość uchodźców to młodzi mężczyźni w wieku poborowym. Dlaczego nie walczą o wolność swojego kraju, tylko pędzą na niemiecką, socjalną ziemię jak do Mekki? Dlaczego bez żadnych kłopotów przepustkę do niemieckiego raju dostają bez żadnych pytań żołnierze Wolnej Armii Syrii, a chrześcijanie traktowani są jak potencjalni terroryści?





Można pytać i pytać, ale mainstream i cała lewacka Europa wręcz grozi i straszy Polaków, że zapłacimy za to karami, a może nawet wykluczeniem z tej chorej dziś europejskiej rodziny. Kolejny mądrala, prof. Ireneusz Krzemiński woła do nas, że jak nie chcemy imigrantów w naszym kraju, to zrezygnujmy z unijnych funduszy, tak jakby to był jakiś szczególny podarunek dla Polski, jakby to był wyraz troski Berlina i Brukseli o los Polaków. Niech Krzemiński wyliczy z kuglarzem ekonomicznym Januszem Lewandowskim, ile miliardów dolarów popłynęło na Zachód po otwarciu się naszego rynku na zachodnie koncerny, po prywatyzacji polskich banków, po likwidacji tysięcy polskich firm, które wykupione przez Włochów czy Niemców, zaraz potem padały trupem. Tylko dlatego, żeby nie konkurowały z firmami niemieckimi czy francuskimi. Płacimy na Unię, jak inne kraje, dziś dostajemy więcej, niż wpłacamy, ale za kilka lat będziemy wpłacać więcej, niż dostaniemy.



O solidarności europejskiej truje Juncker, truje Kopacz, a Schulz za jej wydumany brak z naszej strony, grozi użyciem siły. Czy on ma na myśli, że tę „duchową wspólnotę” wymuszą nad Wisłą niemieckie czołgi, czy też sądzi może, że jego chłopcy z Bundeshwery przyjdą ratować gnębionych przez polskich ultranacjonalistów biednych uchodźców? Kto wie, co siedzi w głowie tego lewaka? Ale to już jest szaleństwo.

Nikt normalny nie odżegnuje się od przyjęcia w Polsce matek, dzieci, czy mężczyzn uciekających przed śmiercią i wojną. Można i trzeba im pomóc. Ale nie ma zgody na islamizację Polski.

Jeśli Niemcy czy Francuzi chcą jakiejś nowej, islamskiej Europy, to niech sobie nawet zamkną granice, zlikwidują Schengen, i niech asymilują miliony uchodźców. Nie weszliśmy jeszcze w ten cywilizacyjny obłęd i nie musimy tego robić. I wbrew tym groźbom pod naszym adresem nic złego nam nie grozi. Nie oddzielimy uchodźców od emigracji ekonomicznej, bo nie ma jak, nie rozpoznamy emisariuszy ISIS, nie uszczęśliwimy Syryjczyków, bo większość z tych, która była już u nas czmychnęła do Niemiec.



Jeszcze gorzej, że do tego obłędu islamskiej fali migracyjnej, dochodzi wewnętrzny obłęd i oszustwa polityczne Platformy Obywatelskiej. Wyrafinowana, a przy tym kompletnie niezorientowana w sprawach ekonomii, premier Kopacz, rzuca w tłum hasło, że będziemy płacić jeden podatek: dziesięć procent! Szał, radość, słupki poparcia w górę. Jedno wielkie matactwo, liczenie na to, że Polacy to głupki. Likwidacja składek na ZUS i NFZ to rocznie ubytek 200 miliardów złotych. A Janusz Lewandowski wyliczył, że koszt tej urojonej wizji to tylko 10 miliardów złotych. Jasne jest, że 190 miliardów polskie państwo musi skądś pozyskać. Skąd? Z naszych podatków. A podatek w wysokości 10% zapłacą rodziny żyjące poniżej progu ubóstwa, gdzie przy dwójce dzieci tylko jedna osoba pracuje i otrzymuje minimalne wynagrodzenie. Dotyczyłoby to w takim razie rodzin z dwójką dzieci, w których dochód na osobę nie przekracza 350 złotych. Jaki gest ma ta Platforma, po prostu serce się kroi. Nie dajmy się zwariować. Stanowczo i spokojnie mówmy nie dla islamizacji Europy i socjalnej imigracji Muzułmanów. I stanowczo podziękujmy 25 października straceńcom z PO, kuglarzom i cwaniakom, którzy przez osiem lat nie pamiętali o zwykłych Polakach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 10:41, 18 Wrz 2015    Temat postu:

Oriana Fallaci - refleksja w rocznicę śmierci

[link widoczny dla zalogowanych]

Jakoś tak niezauważona przeszła rocznica śmierci Oriany Fallaci. A szkoda, bo w kontekście tego wszystkiego, co się dzisiaj w Europie dzieje, warto sięgnąć do jej dziennikarskiego dorobku.

Zasłynęła w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku serią wywiadów z najważniejszymi ludźmi tego czasu: Indirą Ghandi, Goldą Meir, Willi’m Brandt’em, Muamarem Kadafim czy Ajatollahem Chomeinim.

Ostatnie lata przed śmiercią upłynęły jej na zmaganiu się z ciężką chorobą, ale także na walce z radykalnym islamem. Jej głos po 11 września 2001 roku był jednym wielkim krzykiem przeciwko defensywnej i asekuranckiej postawie świata Zachodu, sukcesywnie ustępującemu pod naporem muzułmańskim. Jako jedna z nielicznych, miała odwagę publicznie powiedzieć, że cywilizacja zachodnia jest cywilizacją wyższą i doskonalszą, niż świat islamu razem wzięty.

W słynnej “Wściekłości i dumie” potrafiła wyliczyć, kogo cywilizacja zachodnia dała światowej kulturze, literaturze czy nauce i zaraz po tym z rozbrajającą szczerością wyznać, że w tym zestawieniu, islam dał światu jedynie śmierć i zniszczenie. W kontekście Państwa Islamskiego jej słowa były wyjątkowo przenikliwe, by nie rzec prorocze.

Od razu stała się też celem muzułmańskiej nagonki, podchwyconej przez stada zblazowanych i naiwnych Europejczyków, zafascynowanych cywilizacyjnym misz-masz. Potrafiła twardo i po imieniu wskazać zagrożenie, przed którym stanęły kraje zachodnie, nie oglądając się na polityczną poprawność i syki islamskich duchownych, czym doprowadzała ich do szewskiej pasji.

Fallaci była osobą kontrowersyjną, znaną z “niewyparzonego języka”, jak i obcesowości. Nie przejmowała się tym, bo w tym co robiła, była na wskroś autentyczna. Należała do tych nielicznych kobiet, którym ikry pozazdrościć mogłoby wielu facetów parających się dziennikarstwem. Po jej odejściu, nikomu nie udało się już wypełnić luki, jaką po sobie zostawiła.

Oriana Fallaci była współczesną Kasandrą. Nie wieszczyła jednak upadku Troi. Wieszczyła za to upadek Europy. Nie bawiła się w tutaj w żaden dialog międzycywilizacyjny. Uważała go za bezcelowy. Domagała się wytyczenia wyraźnej linii demarkacyjnej pomiędzy nieprzystawalnymi do siebie światami. Broniła - jako "chrześcijańska ateistka" - znaczenia i miejsca kultury chrześcijańskiej w przestrzeni publicznej gorliwiej, niż czyniło to i czyni wielu znanych synów Kościoła.

Brakuje dzisiaj głosu Oriany Fallaci. Zagrożenia, o których tak bezceremonialnie pisała, poczyniły w międzyczasie zatrważające postępy. W ich obliczu Europa stanęła kompletnie bezradna. Fatalizm brukselskiej biuroklracji oraz rządów poszczególnych państw UE już nie tyle zadziwia, co przeraża. Okazuje się, że pęta politycznej poprawności, którymi tak chętnie powiązała się Europa, prowadzą ją dzisiaj nie do wolności, ale w jasyr.

Choć była ateistką, Fallaci chętnie spotkała się z papieżem Benedyktem XVI, do którego żywiła wielki szacunek. Była nim autentycznie zafascynowana jego - jak to ujęła - wrodzoną słodyczą i głębią myśli. Ówczesny biskup pomocniczy diecezji rzymskiej Rino Fisichella, który towarzyszył Fallaci przy końcu jej życia twierdził, że nie było w niej nienawiści do islamu, że jej poglądy na tę sprawę opacznie zrozumiano i że jej krzyk nie był wrogi wobec muzułmanów, lecz głosem skierowanym do Zachodu, aby "nie utracił swej tożsamości, jak Medea, która morduje swe dzieci".

Dodawał, że "Oriana wykorzystywała prowokację wobec islamu także po to, aby powiedzieć Zachodowi, by nie porzucał Kościoła, a Kościołowi, by nie opuszczał Zachodu".

Walka w obronie cywilizacji Zachodu, walka o świat, w którym wzrastaliśmy, o świat naszych wartości, jest przede wszystkim walką duchową. Można rzec dobitniej - jest walką religijną. Dlatego orężem w tej walce nie może być jedynie żelazo i technika. Wiedzą o tym doskonale muzułmanie. Oni walczą o to, w co wierzą. Bezkompromisowo. Brutalnie i bezwględnie, ale i inteligentnie kiedy trzeba, na zasadzie soft power. Stosują wszytkie dostępne środki.

A my?

Maciej Eckardt


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 19:31, 14 Lis 2015    Temat postu:

6 lat temu na innym forum zaproponowałem takie rozwiązanie problemu terroryzmu:


W kwestii rozwiązania problemu terroryzmu, tak se myślę, że najwyższy czas wziąć się za rozwiązanie problemu terroryzmu, ekstremizmu itp. Itd. w skali globalnej.

W tym celu społeczność międzynarodowa winna dogadać się i wyodrębnić na kuli ziemskiej eksterytorialny obszar o względnie trudnych warunkach bytowania po czym, zapewniając na dzień dobry warunki przetrwania na jakiś okres czasu i zacząć … osadzać wszystkich osobników wobec których są uzasadnione podejrzenia co do ich niecnych zamiarów lub stosunku wobec … cywilizacji w ujęciu zachodnim.

W dużym skrócie … prymitywów należy sprowadzić do warunków … prymitywnych ale zapewnić im … pełną demokrację.
Niech się rządzą prawami …. jakie sobie sami stworzą.

A wszystkich tych, którzy ich wspierają w ich działaniach lub zaczęli by kontestować takie środki, należałoby w drugiej kolejności wyprawić .. tamże.

Co do szczegółów … zawsze można przedyskutować


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 13:51, 13 Lis 2016    Temat postu:

TRUMP, CZYLI... NIC SIĘ NIE STAŁO

[link widoczny dla zalogowanych]

Koniec Ameryki! Ba, koniec Zachodu jako takiego... Ciemności zapadają nad światem.

W Nowym Jorku jest dziś tak samo, jak w dniu ataku na WTC. Kobiety i mniejszości płaczą na ulicach. Jolanta Pieńkowska płacze w studio TVN. Amerykańscy celebryci masowo udają się na emigrację do Kanady. .......

Ponad dwadzieścia pięć lat robię w medialnym fachu, ale takiej biegunki zidiocenia i histerii, takiego popuszczenia zwieraczy przyzwoitości u tzw. elit jeszcze nie widziałem. A gdy wydaje mi się, że głupota sięgnęła już granic - wychyla się kolejny posikany z emocji "autorytet" i jedzie jeszcze grubiej: że "chamstwo się zbuntowało przeciwko elitom", że będzie wojna i w ogóle, słońce przestanie dawać mleko.

Oczywiście, celebrycka histeria w Ameryce wygląda dla nas bardzo znajomo - przecież podobnie działo się i u nas, kiedy została przejechana "zakonnica na pasach" i Andrzej Duda został prezydentem, a PiS zdobył samodzielną większość w parlamencie. Słychać te same niemal słowo w słowo poryki - zawistna hołota, przekupiona biedota, wiocha... Takie samo zagubienie, niezdolność zmierzenia się z rzeczywistością, brnięcie w urojenia, agresja. Cóż, dawno już tłumaczyłem kodomitom, usiłującym tresować naród zawstydzaniem go przed Zachodem, że na Zachodzie będzie niebawem to samo, że wbrew stereotypowi to nie my gonimy ich w postępie, ale oni nas w upadku ubiegłowiecznego systemu, nazywanego - zupełnie nietrafnie i szalbierczo - "demokracją liberalną" i "neoliberalizmem". Polska trendsetterem narodów! - niech mi ktoś jeszcze spróbuje wmawiać, że nie!

Ale u nas to była panika mała, prowicjonalna. A teraz shitstorm ogarnął salony i campusy samej centrali lewicowo-liberalnego świata i bryzga po jej delegaturach na całym globie. Niebo spadło na głowy międzynarodówce "lepszych i oświeconych", żyjącej w przekonaniu, że wiedzie ludzkość nieomylną, jedynie słuszną drogą postępu, i że na mocy żelaznych praw historii (która, jak odkrył Fukuyama, z nastaniem liberalnej demokracji osiągnęła swój punkt docelowy i dalej nie ma się już gdzie toczyć) zawsze będą mówić tym gorszym, co powinni myśleć, a ci gorsi, uznając swą gorszość, zawsze pozostaną ulegli.

Lewoliberalne elity zachodniego świata wyją tym głośniej, że we wszystkie te okropności, co to niby by się stało, gdyby utraciły władzę, które wymyślały w ostatnich latach do straszenia wyborców - same uwierzyły. Wyborcy nie uwierzyli, ale one same owszem. Tak długo demonizowały Trumpa, że w końcu uznały jego demoniczność za coś oczywistego i gdy wygrał, po prostu tracą wszelkie hamulce i wszelki rozsądek.

No, ale, jak to mawiała moja śp. mama - pies z nimi tańcował. Można patrzeć z politowaniem, można się szyderczo cieszyć widząc butę upokorzoną i ukarane zarozumialstwo, można "stukać się w czoło i kłuć szpilką". Przynajmniej skończyło się granie na polskich kompleksach i terroryzowanie Polaków argumentem "jaki to wstyd przed światem, ten Kaczyński". Skoro w Ameryce wygrał amerykański Kaczyński, w Austrii za parę tygodni, a w Holandii i Francji za parę miesięcy też wygrają tamtejsi Kaczyńscy, a w końcu szlag trafi międzynarodówkę i w samym Berlinie, to wstydem byłoby właśnie mieć wciąż u władzy Komorowskiego i Palikota.

Chociaż logika logiką, może i będą dalej jechać tym samym grepsem, bo innego nie mają.

Ale dla tych, którzy nie zwariowali, warto odgrzebać spod całej tej histerii fakty i przyjrzeć się rzeczywistości.

Czy w świecie realnym, nie w medialnym matriksie, wygrana "prawicowego populisty" w USA to rzeczywiście dla tego kraju, a więc i dla świata, jakaś niesłychana rewolucja?

Oczywiście, że nie. Owszem, pierwszy raz od czasów niepamiętnych prezydentem USA został człowiek bez doświadczenia politycznego. Dotąd kandydaci rekrutowali się z grona gubernatorów, bardzo rzadko spośród "prostych" kongresmenów lub senatorów. To sprawia, że trudniej o Trumpie niż o którymkolwiek z jego poprzedników wyrokować, co na pewno zrobi, a czego nie.

Ale w Ameryce nie ma - jak można by sądzić po lamentach histeryków - monarchii absolutnej, a jej prezydent nie jest jakimś szachem czy sułtanem, którego kaprys natychmiast się staje prawem. Amerykanie zbudowali cały system prawnych "checks and balances", hamulców i wyważeń, który bardzo ogranicza i spowalnia wszelkie zmiany, uzależniając je od szerokiej i trwałej akceptacji. Kto ciekaw, jak to działa, niech prześledzi ośmioletnie, zakończone klęską boje Clintona o wprowadzenie obowiązkowego ubezpieczenia medycznego.

Oczywiście, że Trump nie rozwiąże NATO, nie wybuduje muru na granicy z Meksykiem i tak dalej. Wcale zresztą - jeśli ktoś pofatyguje się sięgnąć do faktów, a nie do wyborczej propagandy mediów Clinton - niczego podobnego nie zapowiadał. Jego rzekome związki z Putinem też są zupełnie wyssane z palca. Fakt, że powiedział o nim parę ciepłych słów w kampanii nie znaczy nic, każdy kandydat przed nim tak robił, bo Amerykanie lubią myśleć, że ich prezydent do wszystkich wrogów podchodzi z otwartością i chce z nimi pokoju. Prawdę mówiąc, jeśli szukać w amerykańskiej polityce ludzi uzależnionych od Putina (nie od Rosji, ale właśnie od tej post-kagiebowskiej mafii, która dziś Rosją rządzi) to należałoby wskazać przede wszystkim na skorumpowanych Clintonów, i na bliskich im braci Podesta, oficjalnych lobbystów "Gazpromu" w USA, z których jeden był szefem kampanii Hillary.

Jaka będzie polityka Trumpa? Coś będziemy mogli o tym powiedzieć, gdy poznamy jego administrację. Jeśli pojawią się w niej ludzie znikąd, to zacznę się niepokoić. Ale nominacja na wice Mike’a Pence’a pozwala ufać, że Trump, sam polityczny nuworysz, zamierza oprzeć się na ludziach doświadczonych, i tym samym - obliczalnych. Jeśli mówi się o wysokiej funkcji dla Rudiego Gulianiego, a sekretarzem stanu miałby zostać Newt Gingrich, to ja powiadam - daj Boże, zwłaszcza ten drugi to byłaby wspaniała wiadomość dla Polski (i mówię to nie dlatego, że przez kilka miesięcy miałem zaszczyt stażować w jego biurze, bo sam Newt na pewno o tym nie wiedział). Generalnie, dla Polski zawsze jest lepiej, gdy Ameryka rządzą Republikanie, a nie Demokraci.

Podejrzewam, że kadencja Trumpa będzie taka, jak jego pierwsze przemówienie po wyborze - zaskakująco normalna. Dlaczego tak sądzę? Bo trochę znam Amerykę i jej polityczną historię. Prezydent wyciągnięty gdzieś z boku, spoza establishmentu, to nic nowego. Przeciwnie: Amerykanie bardzo chętnie premiują polityków spoza kręgu waszyngtońskich "insajderów". Podobnym zaskoczeniem jak Trump, oczywiście uwzględniając specyfikę tamtych czasów, był kiedyś Kennedy (syn irlandzkiego imigranta o szemranej przeszłości, na dodatek katolik), był nim Carter (gubernator prowincjonalnego Arkansas), był i Reagan, a osiem lat temu - kto pamięta? - Obama. Owszem, nigdy jeszcze nie sięgnięto tak daleko od polityki, choć figura kandydata-milionera już w kilku kampaniach odegrała istotną rolę (Ross Perot w 1992, Michael Bloomberg w 2008). Zawsze jednak jak dotąd wprowadzony do Białego Domu outsider szybko dostosowywał się do obowiązujących reguł gry - i nie ma powodu sądzić, że coś się tu zmieni.

A dlaczego Amerykanie zwykli premiować outsiderów? Bo, tak jak Polacy, generalnie polityków nie lubią i są wobec nich nieufni. A zwłaszcza nie lubią tych, którzy w "beltwayu" spędzili całe życie. Tacy kandydaci (że przypomnę tylko Roberta Dole’a w 1996) mają zawsze małe szanse na zwycięstwo.

I tu dochodzimy do prostego wyjaśnienia całej rzekomej rewolucji. Hillary Clinton była po prostu kandydatką niewybieralną. Uosabia wszystko to, czego Ameryka w polityce nie cierpi. Waszyngtońską partyjną nomenklaturę, kolesiostwo, korupcję, układy, ciągłe zmiany frontu.

Poza tym Clinton jest po prostu odbierana jako osoba antypatyczna. Była bardzo nielubiana (kto chce, niech się upiera, że niesłusznie, ja mówię o faktach) już jako żona lubianego Clintona, i nie zmieniła tego chwilowa fala współczucia po ujawnieniu skoków w bok małżonka.
W skazanej na klęskę kampanii Dole’a, która obserwowałem bardzo blisko, Republikanie właściwie nie atakowali Clintona, tylko ją, przypominając, że wybierając Billa na prezydenta, dostaniesz w pakiecie kręcącą nim Hillary. To było za mało, by wygrać, ale ocaliło przed jeszcze gorszym pogromem.

Osiem lat temu mimo poparcia całego partyjnego establishmentu Clinton została wyrokiem "zarejestrowanych wyborców" partii wysiudana z nominacji przez nikomu wtedy nie znanego senatora z Chicago. I to był ostatni sygnał, po którym powinna była dać sobie spokój. A skoro jej ego osiągnęło tak niebotyczne rozmiary, że uparła się, iż mimo wszystko musi startować do prezydentury - to powinna była powstrzymać ją jej własna formacja. Pycha Hillary i rozkład partii, "rozprowadzonej" przez układ Clintonów, zaszły jednak jak widać tak daleko, że obóz postępu postawił wszystko na najsłabszą kandydatkę, jaka można było wymyślić.

Prawdopodobnie, biorąc pod uwagę wpadki i słabości Trumpa, każdy inny kandydat Demokratów by z nim wygrał. Ale nie ta powszechnie nielubiana baba, która wmówiła sobie - jak nasz Komorowski - że jednak wymęczy wygraną, gdy wyeliminuje wszystkich innych, bo jest kobietą i ma za sobą propagandową potęgę oraz wsparcie elit, które będą straszyć "średniowieczem" i nurzać Republikanina w pomyjach.

Teza, że Trump wygrał głosami "białych niewykształconych mężczyzn" to kolejna propagandowa bzdura, którą przegrani wymyślają w celach terapeutycznych. Owszem, tacy na niego też głosowali. Ale wygrał też wśród kobiet, wygrał wśród Latynosów... Wygrał, bo w grupach, które Clinton uważała za bezdyskusyjnie swoje - właśnie wśród kobiet, wśród Czarnych etc. - frekwencja była niska, dużo niższa, niż cztery lata temu. Zmuszani przez demokratyczną wierchuszkę do poparcia najgorszej możliwej kandydatki, bombardowani propaganda i straszeni, wyborcy ci zwyczajnie się wkurzyli i odmówili współpracy.

Prawdopodobnie, jak napisałem, każdy inny Demokrata - gdyby zdegenerowana lewica była w stanie znaleźć kogoś młodszego, niezgranego, spoza układu - wygrałby z Trumpem w cuglach. I prawdopodobnie każdy inny Republikanin wygrałby z Clinton. Nie prawdopodobnie, na pewno - przecież w odbytych równolegle, a słabo zauważonych wobec prezydenckiej sensacji wyborach parlamentarnych Republikanie zdobyli większość w obu jego izbach. To dowód zdecydowanego przesunięcia nastrojów ku konserwatyzmowi.

Czemu więc w szranki z Clinton stanął akurat Trump? Tu też zadecydowała pycha, w tym wypadku - jego republikańskich kontrkandydatów. Do tego stopnia uważali, że ten nowobogacki klaun nie ma cienia szansy na nominację, że zupełnie go zlekceważyli i długo tępili się zajadle między sobą. Gdy cała szóstka skapowała się, że tak podzieliła głosy, iż klaun wygrywa, i próbowała - dopiero wtedy - skonsolidować antytrumpowy elektorat w prawyborach, było już po ptakach.

Jest w tym jakaś wielka sensacja? Nie widzę. Po prostu nauczka. "Odmienna wojny kolejka". Się popełnia błędy, się za nie płaci. Jeśli dokonała się jakaś rewolucja, to, tak jak to jest z rewolucjami - dlatego, że stary porządek nie był w stanie znaleźć nikogo lepszego niż Ludwik XVI czy Kiereński i jego potencjalni obrońcy w związku z tym zostali w domu. Oczywiście, wkurzenie na elity w USA jest, może dziś większe niż zwykle. Niewątpliwie jest też niezgoda na gender, LGTB i inne szaleństwa "tęczowej rewolucji" - raz jeszcze przywołam jako dowód wynik wyborów do Kongresu i Senatu.

Ale takich przypływów i odpływów ma za sobą amerykańska demokracja już wiele. Gdy stażowałem w podlegającym Gingrichowi republikańskim biurze Kongresu, partia była niesiona falą sukcesu po "kontrakcie z Ameryką" i wydawało się, że Demokratów diabli wzięli już na zawsze. Co starsi Republikanie, którzy pamiętali jeszcze aferę Watergate, po której wydawało się, że diabli wzięli na zawsze Republikanów, i gdy rozpadały się całe struktury stanowe, mieli po zwycięstwie Gingricha łzy w oczach, mówiąc, że wtedy już nie wierzyli, że jeszcze kiedykolwiek... No i co? Przyszedł nomenklaturowy Dole, przyszedł głupkowaty "dabja" Bush i wszystko to roztrwonili. Osiem lat temu lewicy znowu się wydawało, ze zwycięstwo Obamy raz na zawsze zmieniło świat na lewicowy, i innej Ameryki, niż lewicowa już nie będzie. No i co?

Bardzo bym chciał też ulec szaleństwu prawicowej radości po tak spektakularnym upokorzeniu lewicowo-liberalnej zarazy, ale już widać jestem na to za stary. Oczywiście, progresiści dostali takiego kopa w tyłek, jakiego w dziejach nie doświadczyli, i to cieszy. Oczywiście, tym kopem wybita im została z ręki broń, na której zwykli polegać - broń zawstydzania. Bombardowani lewicową propagandą i straszeni prawicą wyborcy w kolejnych krajach łatwiej ją teraz odrzucą, myśląc sobie: jak w USA się nie wstydzili wybrać "faszystę", to i my miejmy tych mędrków gdzieś.

Ale świat się jeszcze nie zmienił. Wyborcy lewicy, którzy zostali w domach, mogą z nich następnym razem wyjść. Nie wiadomo, jak będzie rządził Trump. Co zmieni, czy ku powszechnemu zadowoleniu, czy rozczarowując. Nie wiadomo, czy amerykańska lewica będzie równie głupia i przeciwskuteczna, jak u nas, czy zabrnie w tępy radykalizm i negowanie wszystkiego a la KOD, czy też znajdzie nowe hasła, nowych kandydatów i za kilka lat odzyska, co teraz straciła.

Gra trwa. Ta gra nazywa się demokracją. A komu się nie podoba, ten niech spada na bambus.



Czytaj więcej na [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce??? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin