Forum ŚWIATOWID Strona Główna ŚWIATOWID
czyli ... obserwator różnych stron życia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Psychologia zamachu elit III RP na nową władzę

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce???
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 19:18, 15 Gru 2015    Temat postu: Psychologia zamachu elit III RP na nową władzę

Psychologia zamachu „elit” III RP na nową władzę

[link widoczny dla zalogowanych]

Trzeba sobie powiedzieć jasno, że to, co się obecnie dzieje w Polsce to nie jest, jak pokrętnie wmawia się Polakom walka nowej opozycji z błędami nowej władzy, lecz frontalny i bezpardonowy atak na rząd PIS-u i Prezydenta Dudę stymulowany przez lewackie media, post-komunistyczny Trybunał Konstytucyjny, a także urażone w swej dumie i bucie uniwersyteckie „elity” podwawelskiego Krakówka i mazowieckiej Warszawki, do których zaczynają dołączać satelickie uczelnie w całym kraju. Chodzi mi o reakcję psychologiczną „elit” III RP na traumę spowodowaną szokującym dla nich wynikiem wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

W tym noszącym znamiona zamachu stanu uderzeniu w nowy rząd i nowego Prezydenta postanowiono wykorzystać uniwersytety, gdzie pod osłoną uczelnianej autonomii opracowuje się mechanizm tego zamachu, a do realizacji tego puczu zdecydowano się także spożytkować etos niezawisłości i niepodważalności orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego.


Otóż moim zdaniem jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą przyczyną tego histerycznego ataku na nową władzę jest trauma „elit” III RP mająca swe psychologiczne podłoże w zabiegu socjotechnicznym, który na swój prywatny użytek zwykłem nazywać „awansem społecznym bis”.

Już tłumaczę, o co chodzi.

Jak starsi pamiętają, a znakomita większość ludzi młodych o tym niestety nie wie, w latach powojennych (lata 40/50) komuniści dokonali bardzo sprytnej socjologicznej sztuczki. Z zacofanej i zabiedzonej prowincji przerzucono wtedy do miast rzesze prostych i niewykształconych ludzi. Brano głównie tych bez charakteru, gdyż prawdziwy chłop ziemi nie chciał opuścić.

W miastach, zazwyczaj w pobliżu zakładów przemysłowych, pobudowano dla nich nowe dzielnice, a w nich bloki z wielkiej płyty, które im się zdały pałacami. Potem im umożliwiono zrobienie zaocznej matury, co oni uznali za awans społeczny. Ci właśnie ludzie, z grubsza okrzesani w hotelach robotniczych i temu podobnych ośrodkach krzewienia kultury masowej przepoczwarzyli się z czasem w coś w rodzaju „przyzakładowych wierchuszek”. Słowem ni pies, ni wydra, albo, jak kto woli zdegenerowany twór bez rodowodu. Jednocześnie komunistyczna propaganda przypominała im bezustannie, że swój awans zawdzięczają dbającej o ich interesy władzy ludowej, co się w ich świadomości zakodowało na trwałe w formie ślepej wdzięczności dla komuny. To ci właśnie ludzie stanowili służący wiernie stalinowskiemu reżimowi pierwszy rzut "ojców resortowych" zasilający szeregi PZPR, milicji i urzędu bezpieczeństwa.

W następnym pokoleniu (lata 60/70), ich dzieci pokończyły już częściowo studia tworząc grupę „nowej inteligencji”, drastycznie odmiennej kulturowo od ideałów inteligencji „starej” wywodzącej się z czasów przedwojennych. Tu skłaniałbym się ku zastąpieniu terminu „nowa inteligencja” określeniem „klasa ludzi wykształconych w pierwszym pokoleniu”. Ta grupa społeczna od inteligencji „starej” różniła się głównie tym, iż nie wyniosła z domu praktycznie żadnych głębszych wartości. I choć nieźle wykształcona zawodowo, nie miała, świadomości, bądź jej nie dopuszczała, iż jest genetycznie skażona piętnem służalczej wdzięczności wobec komunistów, którzy umożliwili ich ojcom społeczny awans. Myślę, że to te właśnie „resortowe dzieci” poparły a jeszcze żyjące nadal popierają wprowadzenie stanu wojennego traktując generała Wojciecha Jaruzelskiego, jako męża stanu. I w pewnym sensie nie można ich za to winić, gdyż tak ich po prostu wychowano.

Po upadku komuny wydawało się przez moment, że nastąpi odrodzenie prawdziwych polskich elit. Niestety proces ten skutecznie storpedowali zbałamuceni przez Gazetę Wyborczą wnukowie tych, których w latach 40/50 przesiedlono do miast. W tym przypadku, ten genetycznie służalczy, tym razem wobec post-komuny, materiał ludzki został wykorzystany przez media post-komunistyczne. Mechanizm był identyczny jak w okresie powojennym, czyli utwierdzenie ludzi w poczuciu awansu społecznego.

Mechanizm psychologiczny tej chytrej sztuczki był stosunkowo prosty. Otóż, jeśli garbatemu powiedzieć, że się prosto trzyma, to, choć wie, że tak nie jest, chętnie w to uwierzy. Jeśli szarej myszce ktoś powie, że wygląda jak hollywoodzka gwiazda też się nie oprze pokusie uwierzenia w tę oczywistą nieprawdę. Podobnych przykładów można mnożyć wiele.

O ile sztuczka z „awansem społecznym prim” (tata 40/50) polegała na utwierdzeniu prostych i niewykształconych ludzi w przekonaniu, że przynależą do lepszej od reszty społeczeństwa awangardy władzy ludowej, to trik z „awansem społecznym bis” (po upadku komuny) polegał na utwierdzeniu ich już z grubsza okrzesanych i lepiej wykształconych wnuków w poczuciu, iż przynależą do grupy światlejszych i bardziej od reszty społeczeństwa postępowych ELIT. W pierwszym przypadku wykorzystano ciemnotę i niedouczenie, w drugim próżność, pychę i kompleksy ludzi, których na swój prywatny użytek nazywam „intelektualnie nowobogackimi”.

Konstruktorzy wspomnianego zabiegu socjotechnicznego doskonale znali odbierającą rozum magiczną moc utwierdzenia „nowobogackiego inteligenta” w przekonaniu o przynależności do krajowej elity. Wiedzieli, że jak takiemu powiedzieć, iż przynależy do crême de la crême III Rzeczypospolitej, to on nie dość, że w to głęboko uwierzy, to jeszcze będzie owego społecznego awansu (bis) bezkrytycznie bronił do ostatniej kropli krwi. Więcej, w obawie przed utratą nowego statusu wyróżniającego go ponad resztę „ciemnego” społeczeństwa, taki delikwent zrobi dosłownie wszystko, byle się świat nie dowiedział, co sobą reprezentuje naprawdę.

I tu moim zdaniem leży przyczyna histerycznego rozwycia się dzisiejszej opozycji złożonej z takich właśnie ludzi panicznie się lękających, że nowa władza przeprowadzi weryfikacją elit. Ludzi, którzy wciąż przeżywają traumę po ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych, które obaliły mit wiekuistości „elit” III RP. I nie ma się, co dziwić gdyż psychologia uczy, że objawami traumy są między innymi: niekontrolowane wybuchy gniewu i agresji; popadanie w przestrach i ataki paniki; lękliwość bez żadnej widocznej przyczyny; obsesyjna podejrzliwość; oskarżanie wszystkich tylko nie siebie; gotowość do czynów nieodpowiedzialnych; i tak dalej.

Tu jednak pragnę dobitnie zaznaczyć, że tych ludzi nie należy, broń Boże społecznie dyskryminować, bowiem jest to grupa niekwestionowanej inteligencji.

Co zatem robić, by uzdrowić sytuację?

Po pierwsze trzeba zreformować media. Powtarzam zreformować, a nie przejąć jak straszą post-komunistyczne demony
.

Zaś naczelną rolą takich zreformowanych mediów powinno być wytłumaczenie nowej inteligencji, że choć jest grupą ludzi całkiem nieźle wykształconych to są jednak inteligencją szeregową, a nie żadną elitą narodu, co im doktrynerzy III RP pokrętnie wmówili
. Więcej, trzeba ich przekonać, że utrata bądź wyrzeczenie się ich nieuprawnionego statusu przynależności do narodowej elity to nie żadna klęska, ale wręcz przeciwnie, powrót na sprawiedliwie im przynależny szczebel w hierarchii społecznej. Że jeśli się z tym pogodzą, staną się bardziej autentyczni, a co za tym idzie bardziej wiarygodni. Że nie będą się już musieli już bać o utratę nienależnego statusu. Że nie będą już musieli brnąć w zakłamanie. No i co najważniejsze, będzie im wtedy łatwiej się porozumieć z resztą społeczeństwa, że staną się znowu częścią narodowej wspólnoty.

Myślę, że to właśnie tędy wiedzie droga do porozumienia się ze sobą śmiertelnie zwaśnionych Polaków. A do jakiego stopnia zwaśnionych pokazały sobotni „Marsz Komitetu Obrony Demokracji” i niedzielny „Marsz Wolności i Solidarności”. I zwracam uwagę, że żarty się kończą i dalsze szczucie Polaków na Polaków przez obłąkanych z nienawiści do nowej władzy i ogarniętych traumą po utracie władzy szaleńców typu: Nowacka, Petru, Neuman, Kosiniak i wolny najmita Kijowski – może się skończyć tym, że krew się poleje.

Rodzi się, więc pytanie, jak temu zapobiec?

Otóż uważam, że kluczowo ważnym zadaniem zreformowanych mediów powinno być uczciwe przedstawienie społeczeństwu rzeczywistej jakości post-komunistycznych „elit” III RP. Trzeba w uczciwy sposób zdemaskować ich prawdziwy rodowód, mierny poziom, zakłamanie, miałkość ideową i bezpardonową hipokryzję. Ale co ważne bez agresji i chęci odwetu, nadmiernego patosu i nut przesadnie martyrologicznych, co bardzo drażni i zniechęca młodych.

Zreformowane media powinny odkłamać fałszywy mit, że to wyłącznie Jarosław Kaczyński dzieli Polaków i uświadomić ludziom, że Polaków podzielili już w roku 1995 Adam Michnik z Włodzimierzem Cimoszewiczem pisząc na łamach Gazety Wyborczej słynną odezwę do narodu, czego efektem był wybór prezydentem Aleksandra Kwaśniewskiego i postawienie post-komunistów u władzy de facto do dnia dzisiejszego. Bo to wtedy Polska pękła na pół, rozpadając się na „lewacko” post-komunistyczną i „prawicowo” patriotyczno-solidarnościową, a resztki prawdziwej inteligencji udały się na emigrację wewnętrzną, na której do dzisiaj pozostają.

Ale jak to praktycznie zrobić? – zapytacie.

Odpowiadam. Trzeba wreszcie zacząć pisać PRAWDĘ! Pisać! Pisać! I jeszcze raz, pisać! Śmiało, dziesiątki, setki artykułów nie bacząc, na wycie i wredną intrygę zdychających post-komuszych elit. Ale, co bardzo ważne zachowując obiektywizm i krytykując błędy i wady zarówno partii rządzącej, jak i partii opozycyjnych.


Wielu komentatorów zastanawia się nad przyczyną szerzącej się w Polsce plagi nienawiści, przybierającej ostatnio formy wręcz wynaturzone. Wciąż lewackie media konsekwentnie oskarżają o ten stan rzeczy obóz prawicowy. A prawda jest taka, że od czasu wyborów tę nienawiść sieją ci, którzy się panicznie boją, że zostaną zdemaskowani. Bowiem zdają sobie sprawę, że Jarosław Kaczyński jest na tyle zdolny i odważny, iż może tego dokonać. Stąd ich patologicznie nienawistna agresja – vide ociekające iście zwierzęcą nienawiścią przemówienia reanimatorów starego porządku post-palikociego Petru, neo-bolszewickiej Nowackiej, pogrobowca Unii Demokratycznej Neumanna i obrotowego Kosiniaka na niedawnym „Marszu Komitetu Obrony Demokracji”, których forma nasuwa najgorsze z najgorszych skojarzenia. Bo oni się tak darli nie z troski o Polskę, lecz ze strachu przed politycznym unicestwieniem. Tego samego strachu, który niegdyś wywołał zaciekły opór przeciwko lustracji i dekomunizacji, a obecnie stymuluje zamach na nową władzę wybraną z demokratycznej woli narodu.

Co zatem robić?

Nowa władza powinna jak najszybciej zreformować media, które ostatecznie odkłamią wylansowany przez propagandzistów III RP stereotyp myślowy, że „lewactwo to cnota, a patriotyzm to obciach”
oraz zakodowane podstępnie w mózgach wielu Polaków oszołomionych upadkiem komuny i wejściem do Europy toksyczne slogany, że: patriota to oszołom; historia to zbytek; duma narodowa to antysemityzm; tradycja to ksenofobia; honor to przeżytek; sprawiedliwość to naiwniactwo; moralność to frajerstwo; wiara to ciemniactwo; normy etyczne to atak na wolności demokratyczne; skromność to nieudaczność; kombinowanie to sposób na życie; uczciwość to frajerstwo; rodzina to anachronizm; i tak dalej.

A to, co się teraz w Polsce dzieje to nie żaden skok nowej władzy na demokrację, tylko misternie zaplanowana przez ogarniętych traumą i gotowych na wszystko siewców starego porządku desperacka próba zamachu na wybraną z woli narodu nową władzę, która przy pomocy zreformowanych mediów jest w stanie raz na zawsze skończyć z hegemonią post-komuny.

Zaś ostatnie wybory pokazały, że większość Polaków zrozumiała, jak się dała zrobić w konia Platformie Obywatelskiej, a tak naprawdę to na sobotnim „Marszu Komitetu Obrony Demokracji” było kilkudziesięciu post-komunistycznych działaczy broniących starego porządku i kilka tysięcy tych, którzy jeszcze nie pojęli, jak są nadal nabijani w butelkę.

Czy nowa władza potrafi wyprowadzić Polskę na prostą?

Nie wiem, bo daleko jej jeszcze do ideału.

Ale trzeba jej dać szansę.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez w51 dnia Wto 19:21, 15 Gru 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pon 12:50, 01 Lut 2016    Temat postu:

Tygodnik „ABC” ujawnia: Byli oficerowie służb specjalnych przygotowują medialne prowokacje wymierzone w rząd

[link widoczny dla zalogowanych]

Kilkanaście dni temu warszawskie redakcje obiegła informacja o tym, że ktoś posiada nagrania, na których ma rzekomo kompromitować się wysoko postawiony członek gabinetu Beaty Szydło. Dlaczego informacja o tych nagraniach pojawiła się teraz? Czy nagranie istotnie istnieje? - pyta tygodnik „ABC”.

Prokuratura: internauta z Nowego Sącza nie znieważył głowy państwa. Usłyszał jednak zarzut kierowania gróźb karalnych - Chodzi o stwarzanie atmosfery nieufności i podejrzeń, media dostają taką informację i zaczynają „grzebać” - tłumaczy jeden z oficerów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. – To większa operacja, element jakiegoś planu – dodaje w rozmowie z dziennikarzami tygodnika „ABC”.

Byli oficerowie służb, część środowisk opozycyjnych oraz kilkunastu dziennikarzy, często nieświadomych swojego udziału w intrydze - to grupa, która od kilku tygodni próbuje zdestabilizować sytuację w kraju - czytamy. Atak na obóz rządzący jest faktem, ale część działań przeciwko rządowi prowadzona jest tajnie. Gra operacyjna wokół kilku ministerstw oraz ważnych postaci Prawa i Sprawiedliwości to element szerszego planu - czytamy na łamach tygodnika „ABC”.

Dziennikarze dotarli do relacji ze spotkania, w którym uczestniczyli ludzie z dawnego kierownictwa CBA i ABW

- Kilku z nich miało plany sprzedania poufnych informacji, dotyczących życia prywatnego polityków PO oraz obecnej władzy. Dlaczego się z tego wycofali? - pyta informator „ABC”. – Ktoś przekonał ich, że poufne informacje mogą przydać się bardziej do celów politycznych, a lojalność b. oficerów służb może być za kilka lat sowicie nagrodzona stołkami lub funkcjami w ważnych spółkach skarbu państwa. Nie wiem tego na 100 proc., ale wiele na to wskazuje – dodaje informator tygodnika.

Przykładem, jak działa medialna prowokacja może być sprawa zatrzymania internauty, który opublikował filmik z prezydentem Dudą. Dziwnym trafem informacja z prowincjonalnej prokuratury w Nowym Sączu błyskawicznie dotarła do jednej z redakcji, która rozpoczęła histeryczny atak na prezydenta, podkreślając, że łamane są prawa obywatelskie.

- Są świetnie zorganizowani i mają sporą wiedzę, która pozwala im planować ataki oraz przygotowywać się do ewentualnego powrotu do służb specjalnych oraz policji – mówi jeden z informatorów tygodnika „ABC”, który kilka lat temu odszedł ze służb specjalnych. – Coraz częściej wykorzystują też swoje znajomości w świecie mediów i polityki. To może być groźne dla obecnej władzy – przestrzega rozmówca dziennikarzy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 12:09, 09 Lut 2016    Temat postu:

Opozycja Specjalnej Troski

[link widoczny dla zalogowanych]

W systemie politycznym wielkobrytyjskim znaczenie roli opozycji oddaje jej oficjalna nazwa „Opozycja Jej Królewskiej Mości”. To zobowiązuje i powoduje, że celem opozycji nie jest za wszelką cenę niszczenie Rządu Jej Królewskiej Mości, ale wskazywanie rozwiązań lepszych, czy też to co można by nazwać rzeczową krytyką. W ustroju politycznym Rzeczypospolitej takiej opozycji się nie doczekaliśmy. Obecna opozycja – Platforma Obywatelska, Nowoczesna, PSL trudno uznać za opozycję względem Rządu Rzeczypospolitej utworzonego przez Prawo i Sprawiedliwość. Partie te bowiem za cel nie wzięły sobie wyszukiwanie lepszych, alternatywnych rozwiązań, ale permanentne kwestionowanie wyniku wyborczego i złośliwe niszczenie jakiejkolwiek propozycji jaka idzie ze strony Rządu.

Przykładem idealnym na to jest chociażby stosunek do rządowego programu 500+. Program ten był od samego początku anonsowany jako program wspierający demografię, nie zaś program socjalny. Dla tej przyczyny finansowanie „rozpoczyna się” od drugiego dziecka, nie zaś od pierwszego. Jak bowiem wskazuje demografia, dopiero dwójka dzieci gwarantuje utrzymanie populacji, wzrost zaś dopiero następuje w rodzinie posiadającej trójkę dzieci. To, że program jest nastawiony na demografię nie zaś na socjal, oznacza także to, że jego celem nie jest dofinansowywanie dla najbiedniejszych rodzin, ale wspieranie tych rodzin, które decydują się na posiadanie więcej niż jednego dziecka. Jak wiemy program ten był od samego początku krytykowany przez PO, który uważał, że program ten zdemoluje stan naszych finansów publicznych… poczym poprawki sygnalizowane przez Platformę żądają aby program ten objął wszystkie dzieci – co finalnie ma podrożyć program jakieś 3-4 razy. To w końcu Platforma chce dbać o stan finansów publicznych, czy po prostu chce pokazać PISowi jak się rządzi?

Tu też można by się zastanowić, jak to jest że Partia która głosi się liberalną, która głosi że to obywatel sam najlepiej decyduje o swoim losie, stwierdza, że nie powinno się obywatelowi dać pieniądze do ręki aby ten sam się zastanowił co chce z nimi zrobić.. gdy przy chodzi co do czego, to stwierdza że jednak nie powinno się dawać pieniędzy bezpośrednio obywatelowi, tylko wybudować mu żłobki czy inne przedszkola. Tak a najlepiej żeby te przedszkola zapewne wybudowali koledzy ze stacji benzynowej a prowadzenia tych przedszkoli zapewnić zaprzyjaźnionej fundacji lub stowarzyszeniowi. Taki to oto liberalizm.

Tytuł Opozycji Specjalnej Troski dla Platformy Obywatelskiej chciałbym jednak przyznać za coś innego. Wysunęła bowiem Platforma dziś, z okazji przybycia do stolicy Naszego Państwa przedstawicieli Komisji Weneckiej żądanie oddzielnego spotkania pomiędzy przedstawicielami tejże Komisji a przedstawicielami PO. Trochę to żądanie dziwne, bo Komisja Wenecka nie jest od sporów partyjnych, politycznych ale za zadanie ma ocenę rozwiązań prawnych konstytucyjnych w krajach członkowskich Rady Europy. Spór konstytucyjny w Polsce nie dotyczy praw działalności politycznych partii, bo na to zdaje się nikt nie skarży, jeno spór co do zasady jest pomiędzy Sejmem i Prezydentem z jednej strony, żądających tego aby Trybunał dostosował się do uchwał z grudnia 2015 r. o wyborze nowych członków Trybunału oraz tego aby w orzekaniu kierował się nowelą z grudnia 2015 roku. Z drugiej strony zaś jest Trybunał Konstytucyjny, który chciałby widzieć w swoim składzie Sędziów wybranych w październiku 2015 roku oraz procedować na podstawie ustawy o TK z czerwca, bez grudniowej noweli.

Komisji Weneckiej nie powinien w ogóle zajmować spór pomiędzy PO a PIS. Komisja Wenecka nie jest od tego aby taki spór rozstrzygać i mówić, że to PO ma rację, a PiS tej racji nie ma. Konsekwencje uznania że Komisja takie prawo posiada mogły by nas doprowadzić do konkluzji, że może nie przeprowadzajmy wyborów w Polsce, tylko po prostu niech główne partie w Polsce napiszą swoje Programy (jakieś ograniczenia w rodzaju: 100 stron maszynopisu, czcionka 12, odstęp 1,5). Następnie Państwowa Komisja Wyborcza takie programy przyjmuje, w kopertę, lakowanie i wysyła do Komisja Weneckiej, a ta następnie punktuje te programy i na podstawie tych punktów przyznaje się mandaty w Polskim parlamencie. Toć przecież absurd.

Platforma nie może żądać dla siebie specjalnego traktowania i jakiegoś oddzielnego spotkania, bo skoro już takie spotkanie zostałoby zorganizowane, to z racji równego traktowania każdej partii politycznej w Polsce, każda partia – zarówno parlamentarna jak i pozaparlamentarna winna mieć swoje spotkanie z przedstawicielami Komisji Weneckiej. Chyba powinniśmy szanować czcigodnych gości, zarówno ich czas, jak i też nie dawać im satysfakcji i autorytetu do rozwiązywania wewnętrznych sporów Polski. Organami równorzędnymi i istotnymi dla Komisji jest Pan Prezydent, Rząd Rzeczypospolitej, Trybunał Konstytucyjny oraz Sejm, w którym zasiadają przedstawiciele PO. To, że odbyło się spotkanie przedstawicieli Komisji z Prezydium Sejmu jest rzeczą wyczerpującą w zakresie zdobywania przez Komisję wiedzy na temat opinii reprezentantów naszego życia politycznego. Zaznaczę, że Platforma jako klub Sejmowy jest także związany grudniowymi uchwałami Sejmu o wygaśnięciu ważności uchwał o wyborze Sędziów TK z października. Można tu zrobić przyrównanie do przepisów prawa spółek handlowych. Jeżeli Zarząd spółki podjął jakąś uchwałę, to rodzi ona odpowiedzialność wszystkich członków Zarządu, nawet z tymi którzy głosowali przeciwko uchwale. Jedyną drogą do zrzucanie takiej odpowiedzialności jest po prostu zrzeczenie się mandatu. A na to zdaje się PO nie ma ochoty, bo przecież krytykować jest fajniej, niż za krytykę brać odpowiedzialność.

Na zakończeniu zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Czytam na interii komentarz odnośnie spotkania przedstawicieli Komisji z Prezydium Sejmu i w artykule mam komentarz Pani Poseł Gasiuk-Pihowicz:

„Kamila Gasiuk-Pihowicz (Nowoczesna) mówiła, że Komisja zaleciła w trakcie spotkania szukanie kompromisu, włącznie ze zmianą konstytucji. Podkreśliła jednak, że dwie propozycje: klubów PiS oraz Kukiz'15 w tej materii są nie do przyjęcia.”

Wiersz wyżej mam komentarz Marszałka Tyszki z Kukiz’15
Jego zdaniem, podczas spotkania członkowie Komisji Weneckiej "poparli" propozycje zmian w konstytucji, którą przygotowali posłowie klubu Kukiz'15. Projekt zakłada wybór sędziów TK kwalifikowaną większością 2/3 głosów, zwiększenie składu TK z 15 do 18 członków oraz badanie zgodności z konstytucją ustawy o TK przez Sąd Najwyższy.

[link widoczny dla zalogowanych]

Przepraszam, ale albo Tyszka albo Gasiuk-Pihowicz kłamie, albo po prostu nie wie co mówi, czy też myli grzeczne kiwanie głową przedstawiciela Komisji za oznakę, tego że nie dość iż przedstawiciel Komisji wszystko zrozumiał, to jeszcze poparł.

Jeżeli tak naszym parlamentarzystom będzie imponować to, że obcy przyjeżdżają ocenić wewnętrzne sprawy Polski, to może trzeba będzie powołać jednak jakaś Radę Ambasadorów w Warszawie, złożoną z dyplomatów najlepiej rozeznanych w sprawach Polski (np. ambasadorowie Rosji, Niemiec i Austrii) do których będziemy się udawać z prośbą o konsultację. Godności to nam nie przysporzy, ale przynajmniej zaoszczędzimy na wydatkach związanych z organizowaniem wizyty Komisji Weneckiej w Warszawie. W końcu jak mamy opozycję specjalnej troski, to możemy być i krajem specjalnej troski.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 22:13, 26 Lut 2016    Temat postu:

Totalna opozycja nadchodzi, PiS drży...

[link widoczny dla zalogowanych]

Każdy dzień dostarcza nam niesamowitych wrażeń z medialnego psychiatryka. Zanim o politycznych "siepaczach", temacie wdzięcznym i aktualnym, słówko o Janku Ordyńskim, czołowym do niedawna publicyście TVP INFO, bezstronnym dziennikarzu, którego pozbawiono pieniędzy na życie! Ordyński komentując sprawę szafy Kiszczaka powiedział w swoim radiu, że gdyby Kiszczak żył to pewnie zastrzeliłby żonę za to co zrobiła. Nie wiem, co zrobiłby generał, ale wiem, że ludzie często używają projekcji własnego zachowania, by opisać czyny innych, nawet już nieżyjących. Ale to jest psychoza.



Tymczasem czeka nas totalna walka totalnej opozycji w sposób totalny z rządem PiS. Wykrzyczał to dziś z siebie, totalny jak nigdy, Grzegorz Schetyna, który już tylko wyrazem twarzy różni się od Borysa Budki. Ten drugi, gdyby mógł (zwróćcie na to uwagę!) przegryzłby krtań Kaczyńskiemu, gdyby szef PiS znalazł się w jego zasięgu, a jednocześnie mówiłby dalej jak gdyby nic się nie stało. Te jego szczęki naprawdę budzą strach niczym krwiożercze piranie. Tacy właśnie ludzie doszli do steru władzy w PO, a "ośmiorniczki" z Sowy "zrezygnowały", odeszły i wyjechały. Wszystko to dzieje się w chwili, gdy III RP jest już politycznym trupem, którego nic nie uratuje, pytanie tylko, czy proces budowy nowego państwa uda się przeprowadzić w sposób ewolucyjny. Na to jak na razie nie ma co liczyć, bo elity upadłego systemu chcą właśnie totalnej wojny z Polską, bo przecież nie o Polskę im chodzi. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że wkrótce wypłyną kolejne nazwiska autorytetów III RP, które biły pokłony Kiszczakowi, albo były jego agentami.



Tym się różnię od Tyma, że moim zdaniem, gdyby Lech Wałęsa siedział cicho, nie zniszczono by "Solidarności", skrzywdzono by na pewno mniej ludzi ze Stoczni Gdańskiej, a zamiast Okrągłego Stołu mielibyśmy szybką rozprawę lustracyjną z konfidentami i zbrodniarzami komunistycznymi. Nie byłoby też z pewnością tysięcy ludzi podziemia - opuszczonych, zdradzonych, wykluczonych praktycznie z "nowej" rzeczywistości, jaką przygotowały im elity bliskie Stanisławowi Tymowi. "My stoimy tam gdzie Europa, a pan, panie Kaczyński tam gdzie Putin" - powiedział wódz Schetyna. Geograficznie, ta wypowiedź prawie bez pudła, bo PO od dawna stoi, a w zasadzie leży tam, gdzie Bruksela i Berlin, ale co do Jarosława Kaczyńskiego, to już jednak lekka przesada. Od razu powtórka z 1612 roku? Najpierw trzeba coś zrobić z politycznym trupem, jakim stała się na naszych oczach III RP.



Na tle Schetyny i szpicy jego politycznych siepaczy (B. Budka, S. Neumann, P. Olszewski), druga połowa opozycji w osobie Ryszarda Petru, jest naprawdę i przewidywalna, i uczciwa, i na swój sposób radosna. Przede wszystkim dlatego, że Nowoczesna sama przyznaje się, że nic nie wie, więc o wszystko pyta. Pokażcie choć jedną konferencję prasową Ryszarda Petru, na której by o coś nie pytał rządu. On nic nie wie, więc o wszystko pyta PiS, bo przecież PiS rządzi i jednak coś wie, w czym mądry ten człowiek sam nas utwierdza. Czy Kaczyński ma układ z ubekami? Czy jutro mogę wyjść na spacer? Czy jestem podsłuchiwany?



On tylko chce to wiedzieć. Nieco więcej opozycyjnej determinacji przejawia druga połowa Petru, czyli posłanka Kamila Gasiuk - Pihowicz. - To były trzy najgorsze miesiące po 1989 roku - powiedziała o stu dniach nowego rządu ze smutkiem w oczach, a na ustach pojawił się spływający w żal. To prawda! Ona wcale się nie myli. To były trzy najgorsze miesiące dla III RP. I żeby uspokoić Panią Gasiuk - Pihowicz, a nieco wzburzyć (o ile to możliwe) jeszcze Tomasza Lisa i Jacka Żakowskiego, kolejne miesiące będą jeszcze gorsze, czego im z całego serca życzę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 21:37, 07 Kwi 2016    Temat postu:

Proszę o cierpliwe przeczytanie do samego końca


Stary kelner, A. Rzepliński, H. Suchocka & F. Timmermans


[link widoczny dla zalogowanych]

Chciałbym przypomnieć pewne zdarzenie, które, co prawda już częściowo opisałem w roku 2012, lecz w świetle „afery trybunalskiej” ten symboliczny, acz autentyczny incydent pozwoli Państwu zrozumieć enigmatyczny tytuł mojej dzisiejszej notki.

Otóż od zarania lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku miałem przyjemność celebrować z ówczesnymi przyjaciółmi piękną świąteczną tradycję. Co roku, przed Bożym Narodzeniem, w wigilię Wigilii, spotykaliśmy się w secesyjnej sali kolumnowej krakowskiego hotelu Pollera by przełamać się opłatkiem. Nasza kompania składała się wówczas z ambasadorów elitarnych sfer Wszechnicy Jagiellońskiej, w znakomitej większości akademików Wydziału Prawa i Administracji UJ. Znaliśmy się głównie z szaleństw narciarskich w Kotle Goryczkowym oraz krakowskich kortów tenisowych.

Były to serdeczne, przyjacielskie spotkania odbywane z rzadko już spotykanym pietyzmem podług nad wyraz wytwornej etykiety. Służba hotelowa ustawiała w podkowę strojnie zastawione stoły zasłane wykrochmalonymi, śnieżnobiałymi obrusami. Na proscenium puszyła się pięknie ubrana choinka. A kapituła naszej grupy miała swoje, od zawsze te same honorowe miejsca przy świątecznym przy stole.

Odświętnie ubrani, po krótkim entrée na stojąco zasiadaliśmy rokrocznie do uroczystego podwieczorku. Wszyscy mówili półszeptem. Czuło się podniosły nastrój oczekiwania na moment podzielenia się opłatkiem, a na sali panowała atmosfera podobna tej w kościele tuż przed podniesieniem. A gdy nadchodziła chwila świętego dla Polaków obrządku wszyscy wstawali od stołu z listkami opłatka w ręku i życzyli sobie najlepiej i najszczerzej.

Usługiwał nam niezmiennie od lat niejaki pan Józef – starej daty kelner, który mi pewnego razu powiedział, że choć dawno już powinien był pójść na emeryturę, to tak naprawdę wciąż pracuje za naszą przyczyną, gdyż jak się wyraził: „ja przez cały rok na was czekam, bo tworzycie państwo towarzystwo, które mi jak żywo przypomina przedwojenne czasy, kiedy dama była damą, a pan rzeczywiście był panem”.

I trwała ta nasza piękna tradycja całymi latami, aż ż nadszedł czas, kiedy Bóg pokarał Polaków wolnością i zaczęła się tak zwana „transformacja”. Starsi zapewne pamiętają hasła, jakie lansowali wówczas beneficjenci okrągłego stołu: „bierzcie sprawy w swoje ręce”, „liczy się tylko przyszłość i pomnażanie kapitału”, „niewidzialna ręka wolnego rynku rozwiąże wam wszystkie problemy”, „liberalna Polska receptą na szczęście…”

Jak się później przekonałem, wielu moich przyjaciół wzięło sobie owe hasła głęboko do serca, a ja jeszcze wtenczas nie miałem pojęcia, co moi przyjaciele prawnicy kombinują. Bowiem ci oddani w przeszłości wyłącznie nauce z dziada pradziada profesorowie prawa wraz z gwiazdorami krakowskiej palestry pozakładali firmy konsultingowo doradcze zajmujące się prawnymi usługami dla raczkującego wówczas „biznesu”.

No i raptem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki bractwo, które od zawsze jeździło rozklekotanymi „maluchami”, a w porywach wartburgami nabytymi za stosowny talon, przesiadło się do luksusowych „audic” i „beemek” z serii 700. I nie byłoby w tym absolutnie nic złego, gdyby nie nieszczęście, że powąchanie pieniędzy wyzwoliło z nich ślepy pęd do zbicia fortuny za tak zwaną „wszelką cenę”.

Nowe realia skłoniły ich do wejścia w zażyłe stosunki ze swoimi klientami, a mówiąc dokładniej byłymi sekretarzami PZPR, wszelkiej maści dyrektorami, prezesami et consortes, a de facto z post-komuszą sitwą geszefciarzy o ubeckich korzeniach, którzy w czasie transformacji przepoczwarzyli się w sektę „nowofalowych biznesmenów”, których historia zapamięta z tego, że do garniturów z Vistuli nosili białe frotowe skarpetki, a z czasem ta szemrana ferajna przeróżnej proweniencji zbirów zaczęła się panoszyć w eleganckim towarzystwie z markowymi cygarami w zębach, choć aromatu Cohiby do dziś nie odróżnia od swądu skisłego ogórka.

Aż nadszedł rok, kiedy moi wieloletni przyjaciele postanowili wyjść naprzeciw „nowym czasom” i zaprosić na opłatek do Pollera swych „nowych znajomych”. Przedstawienie zaczęło się już w hotelowej szatni, gdzie odbył się pokaz, obowiązkowo długich po kostki futer z norek, syberyjskich soboli, ocelotów - reszty wykrzykiwanych na głos nazw kosztownych okryć nie zapamiętałem.

Poprawiwszy makijaże i klapy garniturów od Bossa „elita” polskiego „biznesu” wlała się do hotelowej sali kolumnowej zasiadając bez żenady na honorowych miejscach zwyczajowo przeznaczonych dla kapituły jagiellońskiego salonu. Jeden z „biznesmenów” chciał za wszelką cenę zaistnieć w nowym towarzystwie i ryknął na całe gardło: „Kelner!!!”... Pan Józef, jak zawsze w kremowym smokingu wyrósł obok niego jak spod ziemi ze słowami: „do usług szanownego pana”… Gdzie jest wódka!!! – ryczał nowofalowy bonza… Najmocniej szanownego pana przepraszam, ale myślałem, że jak zwykle podam po opłatku – skłonił się grzecznie pan Józef… Po jakim opłatku!!! – wrzasnął podkręcony parweniusz. Żeby mi tu zaraz było na stole parę flaszek!!! Ja płacę! Zrozumiano???... „Jak szanowny pan sobie życzy” – skłonił się uprzejmie stary kelner.

Z niepomiernym zdumieniem stwierdziłem, że gros moich przyjaciół nie reaguje na to rynsztokowe zachowanie znakomicie się czując w nowym towarzystwie i w przeciwieństwie do zwyczajowych pogaduszek w atmosferze cienkiego dowcipu i frywolnej galicyjskiej plotki głównym tematem dyskusji są chełpliwe opowiastki ile też gwiazdek miał hotel na wyspach, skąd właśnie wrócili i jak wiele kafelków Versace mają ich żony w łazience. Z zażenowaniem patrzyłem jak utytułowani prawnicy mizdrzą do swoich potencjalnych klientów. A gdy spozierałem prześmiewczo w ich kierunku unikali moich spojrzeń udając, że mnie nie widzą. Grupa biznesowa stawała się coraz bardziej hałaśliwa, a niegdysiejsza uroczyście podniosła atmosfera naszych opłatkowych spotkań sczezła jak niegdysiejsze śniegi przemieniwszy się w bazarowy harmider, przez który przebijał się prostacki rechot rozkręconych „biznesmenów” i chichot nadskakujących im prawników.

A gdy nadeszła pora podzielenia się opłatkiem, zbratane towarzystwo poklepując się poufale po plecach w sposób, jaki znamy z salonów brukselskich zaczęło sobie pośpiesznie składać sztampowe życzenia, by, czym prędzej powrócić do rozmów, kto, ile, gdzie i jakim sposobem zarobił, jak można niewygodne przepisy ominąć, jakim mykiem wygrać przetarg, jak sprywatyzować firmę na najkorzystniejszych warunkach dla zagranicznego inwestora i tak dalej.

A ja przypomniałem sobie o naszym kelnerze i jak co roku poszedłem z opłatkiem na zaplecze by złożyć życzenia panu Józefowi. Siedział zafrasowany przy kuchennym stole jakiś taki skulony i w siebie wpełznięty. Panie Józefie! Z życzeniami do pana przychodzę! – krzyknąłem od progu. Pan Józef wstał ciężko od stołu i z gorzkim uśmiechem na twarzy odpowiedział: „Ja też, panie Krzysztofie życzę panu wszystkiego najlepszego, a przy okazji chciałbym się z panem pożegnać”. Widać było, że z trudem opanowuje wzruszenie. Co się stało panie Józefie? – zapytałem. Coś ze zdrowiem nie tak??? Stary kelner przez dłuższą chwilę milczał, aż zebrał się w sobie i wykrztusił przez ściśnięte gardło: „ze zdrowiem dzięki Bogu wszystko dobrze, lecz niech się szanowny pan na mnie nie obrazi, ale wie pan, czas mi już pójść na emeryturę, bo to już nie moje miejsce i nie moi ludzie”.

Choć "prawnicze opłatki" odbywają się do dnia dzisiejszego, więcej już do Pollera nie poszedłem.

W między czasie moi znajomi prawnicy porobili zawrotne kariery nie naukowe bynajmniej, a jeden został nawet ministrem w rządzie Tuska.

A gdy założyłem prawicowy blog w kontrze do rujnujących Polskę rządów Platformy Obywatelskiej salon podwawelskiego Krakówka uznał to za wredną zdradę i wydał na mnie swoisty towarzyski wyrok śmierci, a dawni koledzy prawnicy rzucili na mnie klątwę za sprzeniewierzenie się sakramentowi poprawności politycznej obkładając mnie ostracyzmem i zmową milczenia. Nigdy nie zrozumiecie Państwo, jak wynaturzoną nienawiścią zapałali do mnie moi dawni koledzy prawnicy za to, że opowiedziałem się publicznie po prawej stronie polskiej sceny politycznej. Do dziś, jak mnie widzą na ulicy czerwienieją, jak indory i prychają na mój widok, jak to mają zwyczaj czynić wiejskie baby na widok cudaka, co to po wsi w gaciach łazi. A jakiś czas temu jeden z nich do mnie zadzwonił i zagroził, cytuję: „Krzysiek! Co się z tobą stało? Za dużo wypisujesz na tym twoim blogu? My się musimy za ciebie wstydzić! I pamiętaj, że jak byś kiedyś znalazł się w biedzie, to nie licz, że krakowscy prawnicy ci pomogą”.

No i wszystko jasne.

Bo przecież ci wszyscy moi byli koleżkowie to serdeczni kumple profesora Rzeplińskiego i najbliżsi przyjaciele namazanej przez Unię Demokratyczną byłej pani premier Suchockiej, która jest obecnie pierwszą wiceprzewodniczącą Komisji Weneckiej. Czy teraz rozumiecie Państwo, co to „międzynarodowa mafia opiniotwórczych instytucji prawnych”?

Jeśli mnie, skromnego blogera tak zwierzęco nienawidzą to spróbujcie sobie Państwo wyobrazić, jaki wstręt i odrazę muszą żywić do prezesa Kaczyńskiego i ministra Ziobro, którzy przecież mogą… w tym miejscu lepiej skończę notkę.


Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 21:40, 16 Wrz 2016    Temat postu:

Cytat:
No i co zrobić, jak tu nie wiadomo w co ręce włożyć. W administracji 80
% to trutnie, albo złodzieje. Ale wywalanie jak lecie skończy się wrzaskiem takim, że słusznie PiS się wstrzymuje-trzeba po kolei czyli wolno. W sądach takich Rzeplińskich i Tulejów jak psów. Jak to wywalić, skoro całą aktywność skierowali na zasieki: immunitety i niezawisłość służące tylko ochrony bandyckich interesów i usówaniu ze stanowisk-niby pracują dla Polski, a jak dochodzi co do czego to kraj pracuje dla nich...
U medyków to samo-od zabijania dla skór nic się nie zmieniło. Kradną, zakładają spółdzielnie, strajkują i żyją łapówkami. Do tego wałki na refundach, kumoterstwo i sztama z koncernami, wyłudzenia odszkodowań itd. Jak to ruszyć, skoro wszędzie oblepione jak g@wno muchami. No i kolejka polityków-złodziei których zamykanie nie będzie miało końca.

To cud, że ten kraj jeszcze zipie, bo grupa 5% złodziei okrada na skalę w świecie nie widzianą, poza krajami III świata. I dlatego już nie starcza na anulowanie prenymeraty Intercity, poza tym będzie zaraz że kumoterstwo a poza tym nie zauważył Pan, że PiS brakuje uczciwych fachowców? Pan się zna na prasie, ale Kowalski - poseł nie ma pojęcia o grupach celowych, nakładach, badaniach focusowych i innych cudach. A niech się Pan rozejrzy dookoła: jest 3-4 fachowców jak Pan i reszta zakłamanych złodziei. Mają stanowiska od naczelnych po właściciela bo przez lata kradli lub się podkładali. Więc skąd brać uczciwych ludzi? A nawet jak się znajdzie to zaraz: nie mają wykształcenia, maja ale za młodzie, brak doświadczenia, od Macierewicza to ruska agentura itd.
A ludzie z kręgosłupem nie będą nigdy się pchać łokciami po srebrniki, Ich trzeba znaleźć, poprosić, zachęcić i chronić. A wtedy jeden sprawiedliwy zastąpi np. wszystkich urzędników MF:)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 21:59, 03 Gru 2016    Temat postu:

Solidarność korupcyjna, podsłuchy PO i wina PiSu

[link widoczny dla zalogowanych]

Czy Józef Pinior jest winny czy niewinny okazuje się już powoli czymś zupełnie drugorzędnym (oczywiście nie dla niego samego) - choć oczywiście jeżeli stawiane zarzuty potwierdzą się, to można będzie stwierdzić, że legenda "Solidarności" wyceniła się wyjątkowo nisko. O tym jednak i tak w odpowiednim trybie musi rozstrzygnąć sąd. Dużo ważniejsze okazały się przy okazji zupełnie inne sprawy. Po pierwsze - jak szybko i konsekwentnie PO i cała tzw.totalna opozycja jest gotowa bronić niczym niepodległości tych, którym stawiane są zarzuty korupcyjne. Postronny obserwator może wręcz odnieść wrażenie, że to już nie tylko obrona ale wręcz identyfikowanie się z podejrzanymi o tego rodzaju przestępstwa. Solidarność korupcyjna można powiedzieć.

Jeszcze ciekawszy jest jednak inny aspekt sprawy. Nie ulega już wątpliwości, że "opozycja totalna" zamierzała wykorzystać sprawę Piniora do frontalnego ataku na rząd. Wszystko zapowiadało się od samego początku bardzo pięknie. Oto rząd, który ma likwidować demokrację, Konstytucję, TK, władzę Prezesa Rzeplińskiego i wiele innych elementów niezbędnych polskiemu społeczeństwu do życia, miał dokonać kolejnego antydemokratycznego, wręcz faszystowskiego aktu wrogości. Miał bezprawnie podnieść swą zamordystyczną rękę na człowieka dawniej bardzo zasłużonego.

W tym celu, aby spreparować jakieś dowody, miał metodami totalitarnymi inwigilować dawniej zasłużoną ofiarę. Rzekoma ofiara czuła się zaszczuta, a po zwolnieniu z aresztu poczuła się wręcz jak u Kafki. Za rzekomą ofiarę "totalitarnej władzy" natychmiast zaczęły ręczyć i wstawiać się inne rzekome ofiary "totalitarnej władzy" - politycy PO, KOD a nawet sam Lech Wałęsa. Atmosfera zrobiła się złowroga i zaczęła już wręcz przypominać czasy Stalina czy nawet Hitlera - PiS śledził, obserwował i podsłuchiwał, PiS nasłał służby i zbierał haki. Wszystko, aby wykończyć tego niegdyś zasłużonego, nieszczęsnego działacza "S". Potem miało już pójść gładko - narracja miała brzmieć, że oto PiS otwarcie wystąpił przeciwko etosowi i legendzie Solidarności uosabianych przez Józefa Piniora. A jak PiS wystąpił przeciwko "S" to i przeciwko demokracji, przeciwko Polsce, przeciwko UE i w ogóle ładowi na świecie. To, czym przez lata straszyli (np.że PiS będzie wywlekał ludzi rano z łóżek), miało się teraz właśnie zmaterializować. Wiadomo, w państwie PiS śledzą i podsłuchują porządnych ludzi i w ogóle wszystkich. Żyć się po prostu nie da.

I nic z misternego planu nie wyszło. Mariusz Kamiński jednym wystąpieniem w Sejmie zaorał prymitywną intrygę totalnej opozycji. To prawda - legenda "S" była faktycznie podsłuchiwana i obserwowana (poddana kontroli operacyjnej - tak to się fachowo nazywa) tyle, że nie w państwie PiS a w państwie PO. To pod rządem PO i pod ministrem PO służby Wojtyniuka za zgodą prokuratora generalnego Seremeta zdecydowały się na obserwację senatora PO. Kontrola operacyjna senatora Piniora trwała od wiosny 2015 roku do jesieni 2015 roku i zakończyła się przed wyborami parlamentarnymi. Wychodzi więc na to, że - mówiąc językiem opozycji totalnej - to szczucie i podsłuchiwanie niewinnych i zasłużonych ludzi miało miejsce za PO. Mariusz Kamiński był dużo bardziej rzeczowy niż opozycja totalna i nazwał postępowanie uzasadnioną kontrolą operacyjną. Pięknie - PiSowski Minister musi bronić działań POwskiego rządu i ówczesnych służb przed ignorantami z tegoż PO.

A poza tym nic nowego, wszystko jak zwykle - PO podsłuchuje, PiS winien. Nowością jest jedynie to, że zamiast zaplanowanej sztuki pod tytułem "PiS niszczy Solidarność" widzowie obejrzeli zupełnie inne przedstawienie zatytułowane "Solidarność korupcyjna". I to na tyle o sztukach i sztuczkach opozycji totalnej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 22:17, 23 Gru 2016    Temat postu:

SEJMOWY TEATRZYK ABSURDU I OBŁUDY
Rafał Ziemkiewicz

W całym zachodnim świecie islamscy terroryści szykują się do uderzeń w Boże Narodzenie. To święto ich wkurza, irytuje i za wszelką cenę chcą je zepsuć. U nas islamistów w tym celu nie potrzeba, wystarczyły PO, Nowoczesna i KOD.

W całej tej żenującej chryi, którą urządziły one w Sejmie i pod Sejmem, a którą PiS podgrzewa z wyraźną satysfakcją, żeby się opozycja kompromitowała jeszcze bardziej, biją po oczach dwie rzeczy: straszliwa propagandowa przesada i jeszcze większa obłuda. Inflacja mocnych słów, nadużywanie patetycznych frazesów i wielkich pojęć w sprawach duperelnych zmienia wszystko w groteskę, która samemu Mrożkowi czy Ionesco zaparłaby dech. A widząc, kto owymi frazesami młóci i jak ma się to do słów i czynów tych samych person sprzed zaledwie roku czy dwóch, trudno nie odczuwać mdłości.

Zacznijmy od przywrócenia sprawom normalnego wymiaru. Wykluczenie posła z posiedzenia, nawet jeśli było karą niewspółmierną do jego zachowania na mównicy, jest rzeczą dość banalną. Marszałek ma takie prawo, wielokrotnie z niego w III RP korzystano, i reagowanie na to rzucaniem się hurmem na sejmową mównicę i jej okupowaniem "aż do skutku" jest równie nieusprawiedliwione, jak podpalenie komendy z powodu mandatu za złe parkowanie, choćby i niezasłużonego.

Równie żałosnym pretekstem do takiej zadymy był nowy regulamin pracy w parlamencie dziennikarzy. Bardzo podobne ograniczenia w dostępie mediów do Sejmu zaproponował swego czasu - bodaj w roku 2009 - marszałek Sejmu z ramienia PO, Bronisław Komorowski. Politycy PO pajacujący dziś "w obronie wolnych mediów" w sejmowej sali nie widzieli w tym wówczas niczego zdrożnego. Odwrotnie niż politycy PiS, dziś murem stojący za swym partyjnym lejtnantem von Nogajem, Markiem Kuchcińskim, obecnym marszałkiem Sejmu. Wtedy to oni krzyczeli o tłumieniu wolności słowa i tak dalej. Choć, obiektywnie trzeba przyznać - mając też swoje za uszami w kwestii krzewienia warcholstwa w życiu politycznym, do takiej wiochy i bydła, jak dziś PO z Nowoczesną, jednak się partia Kaczyńskiego nigdy nie posunęła.

W każdym razie - jako pretekst do ogłaszania "końca demokracji" w Polsce, rewolty i blokowania Sejmu - zarządzenie Kuchcińskiego jest raczej słabe. Nigdzie w cywilizowanym świecie dziennikarze nie mają tak nieograniczonego dostępu do parlamentu, jaki mieli dotąd u nas. Gdziekolwiek zajrzymy - do Niemiec, Francji, Ameryki, Włoch - wszędzie obowiązuje ścisła reglamentacja akredytacji i dopuszczenie wyłącznie do wydzielonych stref w budynku parlamentu. Ze zmianami w tej kwestii można się nie zgadzać, można zwłaszcza - i powinno się - protestować przeciwko sposobowi ich wprowadzenia przez nadętego i upartego polityka PiS, ale robienie z tego miary wolności i udawanie, że w całej sprawie chodzi o obronę dziennikarzy - to żałosne.

Szczególnie żałosne, gdy o wolność słowa walczą te same typki, które za swych rządów robiły wszystko, by ją tłumić. Za rządów PO i PSL dokonano w państwowych mediach bezwzględnej czystki personalnej, idącej dalej niż za poprzedników, użyto niejakiego Hajdarowicza, kolesia spod śmietnika pana Grasia, do przejęcia "Rzeczpospolitej" i zniszczenia tygodnika "Uważam Rze" (w chwili tej operacji bijącego poczytnością i "Politykę", i "Newsweeka"); tenże sam Graś "załatwił" przez Kulczyka u władz niemieckich usunięcie redaktora naczelnego "Faktu" Grzegorza Jankowskiego i przeformatowanie najpopularniejszego tabloidu, podobnie jak wcześniej "Rzeczpospolitej", w gazetę stroniącą od "polityki", czyli od krytyki rządu; wreszcie urządzono wtedy bandyckie najście służb na redakcję "Wprost", podczas którego próbowała przerażona ówczesna władza na oślep, przemocą zablokować publikację kelnerskich taśm i położyć łapę na kompromitujących ją nagraniach.

Nie zapominajmy też o aresztowaniu wypełniających swe obowiązki dziennikarzy podczas protestu w PKW. Pamiętam, jak wicirus peowskiej propagandy, redaktor Stasiński, jeden z wicemichników, kibicował wówczas policji, pochwalał jej brutalność i domagał się dla zatrzymanych wysokich wyroków. Dziś oczywiście ramię w ramię z prominentami obalonej władzy gardłuje on o "niszczonej przez PiS wolności mediów", a mnie się na ten widok zwyczajnie jelita skręcają z obrzydzenia.

Jest jeszcze sprawa uchwalenia budżetu państwa w Sali Kolumnowej i wszystkich związanych z tym wątpliwości. Tu oczywiście nasz von Nogaj (czy tylko mnie pan Kuchciński tak kojarzy się z c.k. trepami ze starej komedii?) znowu spaprał sprawę, bo mniejszym złem byłoby odłożyć to głosowanie do stycznia, czy nawet usunąć uniemożliwiających obrady siłą. Ale przecież mówimy tylko o dopełnieniu formalności. Wiadomo, że PiS ma odpowiednią większość i quorum, żeby budżet przegłosować, można urządzić choćby i siedem reasumpcji, każda w innej sali, i za każdym razem wynik będzie ten sam. Więc i tu nie ma za bardzo o co robić histerii.

To wszystko jeszcze mało. Sięgnijcie Państwo do internetu po wypowiedzi liderów i autorytetów dzisiejszej lewicowo-liberalnej opozycji sprzed kilku lat, kiedy to wejścia do Sejmu zablokowali związkowcy z górniczej "Solidarności". Szczególnie polecam specjalne orędzie ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, pełne porywających fraz w rodzaju "blokowanie Sejmu to uderzenie w samo serce demokracji!", różnego rodzaju "absolutnie niedopuszczalne", "haniebne" i tak dalej.

Godne uwagi są także ówczesne pohukiwania Lecha Wałęsy i innych autorytetów, które dziś umierają z oburzenia na widok postawionych przez policję barierek, że takich zbrodniczych aktów nie wolno tolerować, że hołotę blokującą Sejm - pałować, że władza musi być stanowcza i tak dalej. Albo orędzie Ewy Kopacz, że władzę w Polsce można przejmować tylko poprzez zwycięstwo w demokratycznych wyborach, a nigdy na ulicy, i ona wraz z całą PO nigdy nie pozwolą, nie ustąpią, nie popuszczą et cetera, bo wzniecanie ulicznych tumultów to faszyzm. Ta ostatnia teza była zresztą wtedy ulubionym lajtmotiwem każdego peowsko-salonowego autorytetu.

Można by cytować i cytować, ale dam spokój, bo prawa strona internetu aż kipi dziś od linków przypominające dawne wystąpienia wszystkich tych hipokrytów.

Jeśli jakiś zwolennik obalonej "demokracji" a la PO-PSL i "Wyborcza", chcąc za wszelką cenę bronić zbydlęcenia ludzi, którzy zachwalają pomysł blokowania Kaczyńskiemu grobu brata i dają upust gówniarskiej satysfakcji, że posłanka PiS "musiała czmychać" przed agresją podjudzonej przez nich gówniażerii, wydusi teraz z siebie nieśmiertelny argument "a PiS też...", to powiem: nie, od zeszłego piątku nie można już mówić "PiS też".

Powtórzę: t a k i e g o bydła PiS nie robił nigdy i t a k i e j agresji nie przejawiał. Mimo iż ujmował się nie za duperelami, ale za sprawami śmiertelnie ważnymi. Tragedia w Smoleńsku była naprawdę, naprawdę zginął w niej prezydent RP i kilkudziesięciu wspaniałych ludzi, a Tusk ze swą ekipą naprawdę zachowali się jak, w najlepszym razie, banda pętaków, zainteresowanych tylko jak najszybszym wyciszeniem zagrażających utrzymaniu się przy władzy emocji i gorliwie pomagających Putinowi uniknąć rzetelnego zbadania sprawy oraz zwalić bez śledztwa cała winę na polskich pilotów. Parę razy PiS pojechał wtedy po bandzie, ale nie przekroczył granic, do przekroczenie których tracącej wpływy sitwie wystarczyło wirtualne męczeństwo posła Szczerby i pana Diduszko.

PiS nie rządzi dobrze, ale mieści się w demokratycznej normalności. Jest zadaniem sił na prawo od niego zorganizować się, stworzyć sensowną alternatywę dla tych rządów, przejąć za trzy lata władzę i sprawować ją lepiej. Natomiast szeroko rozumiany obóz III RP to dziś już tylko prymitywna agresja oraz rozpaczliwa obrona zagrożonych interesów i popełnionych u władzy nadużyć. Jedna wielka aberracja, infekująca nasze życie publiczne nieustanną awanturą, warcholstwem, kłamstwem i podłością. Odesłanie ich wszystkich przez wyborców w polityczny niebyt to warunek niezbędny przywrócenia Polsce normalności. Ostatni tydzień dowiódł tego niezbicie.

Parafrazując klasyka: PiS to grypa, a PO, Nowoczesna, KOD i reszta - to syfilis.



Czytaj więcej na [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce??? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin