Forum ŚWIATOWID Strona Główna ŚWIATOWID
czyli ... obserwator różnych stron życia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sypie się, sypie III RP

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce???
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 19:47, 04 Paź 2012    Temat postu: Sypie się, sypie III RP

Z Salonu 24

[link widoczny dla zalogowanych]

Tynk spada na chodnik, cegły roztrzaskują na bruku, szyby w oknach pękają z hukiem, chciałoby się powiedzieć „nareszcie” gdyby nie fakt, że sami również biegamy z teczkami nad głowami.

Twór zrodzony w 1989 r. doszedł niczym socjalizm do granic swoich możliwości i ginie na naszych oczach. Mamy tu idealny przykład tzw. uczuć ambiwalentnych, z jednej strony radość bo jak nie cieszyć się z upadku nowotworu toczącego polskie państwo z drugiej świadomość spustoszeń poczynionych przez tenże i kosztów jakie ponieśliśmy by wreszcie do większości dotarło jakim złem była III RP a przede wszystkim lata rządów Tuska i jego kamaryli.

III RP to głównie historia znikania (to dobre słowo) polskiego państwa i polskiej własności, mamy sytuację w której w takich np. Niemczech są niemieckie banki, niemiecki handel i niemieckie media a w Polsce? Też niemiecki handel, niemieckie banki i niemieckie media, dla lemingozy to dowód europejskości Polski i powód do dumy, nie dostrzegają związku swoich najniższych w Unii zarobków z faktem, że głupi młotek mogą kupić tylko w niemieckim sklepie.

Cieszą się, że ich auta nie ślizgają się na błotku z buraczanych pól, bo cukier to cukier a Sudzucker czy Nordzucker jest tak samo słodki.„Sukcesy” III RP w gospodarce można mnożyć, stocznie, cukrownie, cegielnie, banki, alkohole, słodycze, we wszystkich tych gałęziach nie ma już w zasadzie polskiej własności.

Rozpad lokalnych więzi gospodarczych i oparcie się na handlu wielkopowierzchniowym („u nas ponad 80% towarów pochodzi z Polski!”, dla ułatwienia, Nordzucker też jest z Polski) doprowadziło do sytuacji w której dla wielu jedynym możliwym wyjściem jest opuszczenie Polski. Nie mogą pracować w Polsce, nie mają szans jako przedsiębiorcy i producenci. Bariery wejścia na rynek w III RP to nie pomysł i idea tylko żebranie o pieniądze w niemieckim czy portugalskim banku i próba wejścia na rynek detaliczny w portugalskiej czy niemieckiej sieci która ma swoich własnych portugalskich i niemieckich dostawców. To wszystko „dzieło” III RP.

Ostanie lata to rozpad tych idei i zasad które spajają nowoczesne i dostatnie społeczeństwa. Mamy więc trójpodział władz w którym premier jest zwierzchnikiem sędziego, prokuraturę która wsłuchuje się w bijące serce partii by umarzać sprawy niewygodne i by sprawy dot. Premiera prowadził człowiek z którym tenże premier obściskuje się na piłkarskich trybunach. Mamy autonomie uczelni wyższych ale tylko do momentu gdy jakiś magistrant nie dotknie kogoś z kasty niedotykalnych. Wtedy grzmi premier, minister zarządza kontrole a co robią profesorowie i luminarza. Milczą. Mamy wreszcie służby ścigające korupcję, ale tylko do momentu gdy nie dotkną np. sędziowskiej elity, wtedy przestają być przydatne „owoce zatrutego drzewa”, a rękojmią praworządności staje się oświadczenie Prezesa Sądu Najwyższego, że on „sobie nie wyobraża” i już. Nic więcej. III RP w całej krasie. Łukaszenka może się od nich uczyć.

Bilans III RP to również BILION zł długu, niewydolna służba zdrowia, upadająca oświata, nieskuteczna policja (chyba, że chodzi o gościa kpiącego sobie z Komorowskiego), bezbronna armia. Tuskoland w natarciu po którym nie zostaje kamień na kamieniu.

Każdy miesiąc rządów Tuska pogrąża i niszczy Polskę i nie zmienią tego popisy lemingowych najmitów, czy to w mediach czy na blogach.

Tusk swego czasu stwierdził „polskość to nienormalność” jak widać i polskość i Polska pod jego rządami to rzeczywiście nienormalność i jest to jedyna rzecz o jakiej powiedział a słowa dotrzymał.

i cytat z dyskusji

.... Wieszczenie rychłego upadku obecnie nam rządzącej ekipy niestety nietrafione. Większości Polaków tak naprawdę wisi, kto jest u steru władzy. Kto wybrał Niesioła na kolejną kadencję albo Klicha i za co? Klich zdobył sto tysięcy głosów. Nawet się zastanawiałam, czy to nie było szachrajstwo, ale nie chciałabym wpaść w fobię spisków. Powiedzmy więc, że to krakowianie wybrali tego... brakuje słów... na senatora. Ci najaktywniejsi, czyli potencjalny elektorat, to przecież głównie budżetówka i jej rodziny, reszta to margines, błąd statystyczny. A budżetówka, w warunkach biurokratury, zawsze poprze Tuska. Tusk jest przede wszystkim ich premierem, rzecznikiem ich interesów i będą go bronić do ostatniej kropli polskości (przez analogię do "walki o pokój do ostatniej kropli krwi")i ostatniej złotówki w budżecie na premie. Poza tym Tusk ma za sobą służby i media albo media i służby - kolejność nie ma znaczenia, bo to koło (co nie oznacza, że wszyscy dziennikarze są powiązani, czasem wystarczy głupota lub naiwność). Jest wprawdzie jeszcze wieś, ale ta albo się trzyma cały czas PSL-u, albo za chwilę do PSL-u wróci, bo faktycznie PSL wykorzystał ostatnie wydarzenia wzorcowo i trudno mieć do nich o to pretensje. Też niepokoi mnie kierunek, w którym zmierzamy, też uważam rządy Tuska za szkodliwe dla kraju, ale jak na razie podzielona i skłócona prawica nie ma szans. Zwłaszcza że ta prawica musi najpierw zrozumieć, że w jedności siła.
Uff, się rozpisałam.
Greetings from Lublin


MIELENIPRZEZPO


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pon 18:20, 08 Paź 2012    Temat postu:

Z Salonu 24

[link widoczny dla zalogowanych]

Kod Donalda Tuska

Kod Donalda Tuska istnieje. Kiedy czyta się prawdziwe, albo zmyślone informacje o tym, jak premier kryje się niemal pod stołem we własnym gabinecie, jak kontaktuje się z Radkiem Sikorskim przy pomocy wytresowanego borsuka, to włos na głowie się jeży, jak podłe życie ma niedawne bożyszcze Zbigniewa Hołdysa i Tomasza Lisa.

To jak premier rozmawia z Angelą Merkel, w hełmofonie? Podobno Paweł Graś chodzi już na kolanach po gabinecie pierwszego, tak duże jest zagrożenie. Strach w oczach, drżące ręce, czy ktoś taki może zasiąść w Brukseli na głównym stołku za dwa lata? Ależ tak, czemu nie, jemu też należy się....śpiewano kiedyś na obozach. A Herman Van Rompuy to niby co, nie przypomina Tuska z ostatnich dni? Szczęście, że gospodarz pałacu już podobno nie poluje, bo gdyby zaprosił Van Rompuya na ustrzelenie jakiegoś jelenia, to przewodniczący Rady UE, po pierwszym wystrzale prezydenckiej fuzji, trafiłby z ciężkim zawałem serca do szpitala, o ile nasze państwo zdałoby znowu egzamin, a przecież zawsze zdaje, więc nie wiadomo, czy przeżyłby to polowanie. Było jednak na początku o kodzie Donalda Tuska.

Ten kod istnieje, choć nie jest nigdzie zapisany, jak w starych tajnych księgach. Ale jego obecność jest wręcz namacalna.

To nic innego, jak ten wyjątkowy, specyficzny typ osobowości, który nikt inny właśnie tylko sam Donald Tusk przeszczepił setkom tysięcy swoich urzędników i działaczy rozsianych po całym kraju. Jak to zrobił, nie mam pojęcia, niech się zajmie tym specjalista od kodów Dan Brown, a nie ja. Innymi słowy, różnych Tusków w Polsce jest multum, a kod ten sam, niezmienny i przejrzysty: niezdecydowanie, bojaźliwość, lekkość ducha, przyklejony uśmiech, elastyczny kark, niechęć do pracy, czasami oczy wilka, czasami oczy basseta, no i ta wytresowana otwartość – rąsia, rąsia, przejdźmy do salonu, pana żona panie prezydencie znowu w pięknej kreacji, czyli maksimum obłudy i zakłamania, ale tak ogólnie to cukierek jest pięknie opakowany jak Rochery po 12 złotych.

To właśnie cała PO, partia ludzi kopiących piłkę, klepiących kogo trzeba po plecach i wystawiona sama na klepanie innych, budujących autostrady, ale nie dla kierowców, tylko dla kolejnego przekrętu, partia mocnych i bezwzględnych zimnych drani wobec słabszych od siebie i trzęsących portkami chłopców na widok obcych zza miedzy.

Ukłon, ukłonik, buźka z celebrytką, rechocik ze Smoleńska, nieukrywane obrzydzenie do plebsu i ludzkiej biedy, wartka gadka z zaprzyjaźnionym redaktorem, jak to oni się kurna męczą z tym PiS- em i z tą Polską, w której ciągle tyle tych moherów im przeszkadza. Po co oni tak długo żyją?

Po co im te dowody osobiste? To jest ten lansik wielkopański z wystającym spod luźnej marynary kiszonym ogórkiem. Jesteśmy zajebiści – to jest ten kultowy przekaz PO do wykształconych z wielkich miast. A ci im uwierzyli bez dwóch zdań. Poczuli się jak w loży VIP-ów razem z Donaldem Tuskiem. Tylko swoi, żadnych obcych. I interesy. Doimy tu, doimy tam, tu piramida, tam idziemy na chama, byle zdążyć przed krachem, stocznie do piachu, wiertło do dziury i będzie metro.

Kod Tuska jeszcze sprawnie działa. To, że premier kryje się teraz za palmą Leszka Millera i stąpa cicho po dywanie, to wcale nie oznacza jeszcze całkowitego końca Platformy. Na niższych szczeblach partii kod działa jeszcze niezawodnie. A co nam (q....) zrobią? Fachowcy jesteśmy, Unia jest z nami, co nie? Dziesiątki tysięcy wyhodowanych przez system III RP urzędników, dziarskich biznesmenów, armii celebrytów i pismaków uważa, może nie bez racji, że nawet jak ich góra wystawi Tuska na pożarcie, no to co, c'est la vie. Nic im do tego. Oni tu Panie kulturę robią, oni są autorytety i elita.

Gdzieś tam niżej, w województwie, powiecie, lekkie zdenerwowanie jest, bo nas teraz rozszarpią. Niektórzy pocieszają się całkiem słusznie, że jest tyle przekrętów do wykrycia i osądzenia, że nie przerobi tego żadna ekipa, nawet pięć CBA i siedmiu Kamińskich. Nie ma jeszcze jasnego obrazu Polski po Platformie, no i być nie może. Zbyt dużo niewiadomych.

Ale na koniec, pomyślcie tak sobie serio, na poważnie, co by się działo, co pisałyby media III RP i co mówiłyby pumpcie – rumpcie (lemingi), gdyby Jarosław Kaczyński jako premier krył się w gabinecie za palmą przed całym światem? Co pisałaby zagranica? Strach pomyśleć! Coś było na rzeczy z tą zieloną wyspą Donalda Tuska i jego Platformy. Palma Millera to pewnie jego ostatnia zielona wyspa, o ile jeszcze stoi w gabinecie. Bo jeśli nie, to premierowi został tylko Graś, który, co najgorsze, działa w oparciu o zupełnie inne kody.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 19:22, 12 Paź 2012    Temat postu:

Z Salonu 24

[link widoczny dla zalogowanych]

Bez serca, bez wiary i bez rewelacji

Szumnie zapowiadane "nowe otwarcie" rządu Tuska, miało w zamierzeniu zmienić ostatnie, druzgocące dla Platformy i jej lidera, trendy spadku notowań partii w badaniach opinii publicznej i przejęcie inicjatywy medialnej z rąk szarżującej opozycji. Dzisiejsze paraexpose premiera, tylko potwierdziło taką doraźną, sondażową motywację partii rządzącej. Trudno bowiem uznać przedstawione dzisiaj tezy, za poważny i merytoryczny plan dla Polski na najbliższe, kryzysowe lata.

Premier powrócił do retoryki pustych obietnic i złudnych wizji. Obiecał dziś Polakom kilkaset milardów złotych na inwestycje w infrastrukturę, naukę i walkę z problemami demografii. Pytanie skąd wziąć na to środki finansowe, skoro niedawne propozycje opozycji, wycenione przez ministra finansów na kilkadziesiąt milardów złotych rocznie, zostały przez PO wręcz wyśmiane? Otóż środki, jak wyjaśniają politycy drugiej polskiej najpopularniejszej partii, zostaną pozyskane z Unii Europejskiej oraz z udziałów w spółkach skarbu państwa, co jest o tyle niepoważne, że mitycznym 300 miliardom z Unii, zaprzeczał już między innymi komisarz Unii Europejskiej Janusz Lewandowski. Spółki skarbu państwa w reakcji na "expose", zanotowały natomiast gwałtowne spadki.

Jak absurdalnie brzmi deklaracja Tuska, przeznaczenia kilkudziesięciu milardów na polską kolej, skoro za kadencji PO, wykorzystanie środków z UE na ten cel było na poziomie 2%, a rząd sam przedstawiał Polakom alternatywę - albo drogi albo trasy kolejowe?

Obietnica żłobków i przedszkoli nie jest żadną nowością, dlaczego nie udało się zrealizować jej w ciągu ostatnich 5 lat i dlaczego miałoby się to udać tym razem?

Premier Tusk nawet nie zająknął się w swoim przemówieniu o katastrofalnym stanie publicznej służby zdrowia i ewentualnych receptach na jej uzdrowienie. Najlepiej świadczy to o rzeczywistych intencjach, jakie przyświecały kolejnemu "expose" szefa rządu. I nie jest to reakcja na postępującą chorobę państwa, lecz jedynie troska o malejące słupki sondażowe.

Jak wypadło wystąpienie Tuska, pod względem wizerunkowym? Było miałkie i bezbarwne, bez serca i bez wiary, bez rewelacji. Po 5 latach u władzy, premier Tusk jest wypalony i zmęczony, nie potrafi opanować emocji, co doskonale widać na ekranach telewizorów. Jeśli oceniać przemówienie szefa rządu kryteriami redaktora Lisa, który twierdził, że nie ważne co powie Tusk, ale jak to powie, to wypadło ono wyjątkowo kiepsko.

Wątpliwe jest również, by mogło uratować tonącą Platformę, gdyż kolejne obietnice bez pokrycia raczej nie przywrócą już zaufania Polaków do władzy, która kompromituje się na każdym polu już drugą kadencję, przy okazji doprowadzając kraj do ruiny.

i komentarz do tekstu

"Oglądałem. Tuskowa przemowa to zwykły bełkot bez pokrycia. Wystąpienia klubów parlamentarnych beznadzieja. A można było dokonać totalnej masakry. Jedyny wyjątek to Miller. Jego wizja przyszłości Polaka od kołyski po grób, znakomita. Choć ja bym jeszcze ubarwił, choćby wizją 60-latka dogorywającego w kanałach CO bo nie ma prawa do emerytury i stracił wszystko{przez 20 lat pracował na nieozusowanych umowach śmieciowych, a gdy w końcu się załapał to go pracodawca wylał żeby nie mieć kłopotów z okresem ochronnym)"


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 19:43, 22 Sty 2013    Temat postu:

Rząd do likwidacji

[link widoczny dla zalogowanych]

W normalnym kraju coś takiego jak rząd Donalda Tuska nie mogłoby przetrwać nawet roku z oczywistych przyczyn ekonomicznych. Żaden normalny kraj bowiem nie może sobie pozwolić na wyrzucanie pieniędzy w błoto tylko dlatego, że gromadka cwanych politykierów doszła do wielkiej biegłości w politycznej reklamie, a poparta przez biznesmedia zawłaszczyła przekaz medialny,a zwłaszcza telewizyjny.
Kraj normalny, gdzie właściciele mediów nie są beneficjentami ani mianowańcami władzy, gdzie mamy do czynienia ze społeczeństwem otwartym, nie tolerowałby takiego zdziczenia demokracji.

Obecny polski rząd de facto jest wyłącznie gwarantem interesów swoich sponsorów oraz zagranicznych mecenasów bezkrytycznej, uległej polityki wobec możnych tego świata. W kraju, w którym nie ma ograniczeń dostępu do informacji publicznej na taką skalę jak w Polsce, ludzie już dawno zaprotestowaliby na ulicach przeciwko monstrualnemu zadłużeniu obecnego i przyszłych pokoleń, jakie zafundował nam rząd Donalda Tuska. Tu nie ma co nawet komentować, każdy doskonale wie, o co chodzi.

Tym bardziej to oczywiste w sytuacji, gdy władza ogranicza także podstawowe wolności jak organizowanie demonstracji czy zgromadzeń publicznych. Odbywają się spektakle medialne, skoordynowane z rządem pod z góry założoną tezę. Tak jest obecnie ze sprawą Brunona Bombera, która jest ordynarna ustawką, podobnie jest z walką rządu z tak zwanymi kibolami. Tutaj zresztą w grę wchodzi osobista zemsta szefa rządu nad niepokornym przywódcą kibiców, co jest ewenementem w demokratycznym państwie prawa.

Owszem, takie rzeczy zdarzały się jakichś południowo-amerykańskich republikach bananowych, czy afrykańskich krajach orzeszkowych. No tak, pewnie gdzieś w Kosowie na początku, po oderwaniu go od Serbii, takie historie miały miejsce. Za sprawą premiera Tuska takie rzeczy dzieją się jednak u nas, kraju wyznającym zachodnie chrześcijaństwo i przynajmniej oficjalnie pretendującym do europejskiej elity. W tym kontekście postępowanie Tuska jest porażające i chociaż to określenie mocno wyświechtane, to nie znajduję innego.

Dlatego uważam, że Instytut Pamięci Narodowej za sprawą obecnego premiera ma zapewnioną robotę na długie lata. Rzekomy festiwal teczek bowiem wcale nie trwa tak długo, jakby się mogło wydawać, jeśli się go porówna z festiwalem komunistycznych zbrodni, który trwał całe dziesiątki lat. A ostatnie zbrodnie komuniści popełniali już pod rządami pierwszego niekomunistycznego premiera i te w ogóle nie zostały wyjaśnione.

Dlatego ja myślę, że IPN-owi roboty długo nie zabraknie, a przynajmniej kilka ważnych dla polskiej racji stanu spraw wymaga wyjaśnienia i to nawet z kadencji premiera Mazowieckiego, jak choćby gruba kreska, czy zamiar wprowadzenia „demokratycznej cenzury”. Owszem, lwią część roboty dla IPN przysporzył rząd Tuska – katastrofa smoleńska, zbrodnicza dla narodu kwestia zadłużenia państwa, czy choćby prywata obecnej ekipy - ale także działalność rządów postkomunistycznych, w tym różnych ludzi honoru i patriotów spod znaku czerwonej gwiazdy.

Polsce nie szkodzi więc IPN, natomiast niewątpliwie szkodzi interesom przeróżnych biznesmediów, politykierów z sowieckiego jeszcze naboru, szemranym interesom służb specjalnych i zwyczajnych hochsztaplerów we władzy. Likwidacja IPN przysłuży się wyłącznie szujom, to trzeba powiedzieć jasno. A szuje mają to do siebie, że kręcą się w okolicach władzy i pieniądza. Traf chce, ale nie jest to jakiś ślepy traf, że w historii III RP nie było jeszcze rządu tak umoczonego w afery jak rząd Tuska.

Każdy zna listę afer już ponad pięcioletniej kadencji tego skrzyżowania gangu Olsena z postbolszewicką oligarchią finansową, która regułę kradzieży pierwszego miliona twórczo przełożyła na całokształt działalności. Nie mam pojęcia kiedy uporamy się z tą hydrą, ale pewne jest, że szkody, jakie wyrządziła narodowi i zresztą czyni nadal, implikują istnienie czegoś takiego jak Instytut Pamięci Narodowej. Tym bardziej, że eskalują represje wobec społeczeństwa sięgając po metody wręcz faszystowskie, jak na przykład policyjne prowokacje wobec uczestników pokojowej manifestacji.

Pokusa wśród polityków do sięgania po metody totalitarne jest zbyt silna, żeby się jej oparli, to wciąż działa jak straszak na pewne środowiska, z natury swej lękliwe aż do tchórzostwa. Dlatego IPN musi istnieć, może pod inną nazwą i nieco zmienionym profilem ze względu na zwyczajną demografię. W każdym razie historykom pod egidą IPN nie zabraknie zajęcia. Zwłaszcza gdy już zlikwidujemy rząd Tuska i społeczeństwo wróci do stanu normalności po propagandowym ogłupieniu. Rządy spółki politycznych macherów z finansowymi grandziarzami najlepiej zlikwidować całkowicie, żeby pamięć niesławna jeno po nich została.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 17:32, 31 Sty 2013    Temat postu:

Marginalizacja i hierarchia problemów

[link widoczny dla zalogowanych]

Gdybym był posłem, to przed głosowaniem nad wyborem nowego wicemarszałka Sejmu rzekłbym tak:



Pani Marszałek! Panie Posłanki, Panowie Posłowie! Wysoka Izbo!



W Polsce stopa bezrobocia przekroczyła 14% co daje liczbę około 3 milionów osób bezrobotnych. Kandydat na Wicemarszałka Sejmu Pani Anna Grodzka stwierdziła, że kandyduje na ten urząd po to aby zwrócić uwagę społeczeństwa na kwestię osób transseksualnych. Osób, które zmieniły w Polsce płeć – wątpię aby ich liczba przekroczyła 1000. Poddając pod głosowanie kandydatury na wicemarszałka naszego Sejmu, mamy z jednej strony p. Ludwika Dorna – byłego marszałka Sejmu, polityka o długoletnim stażu parlamentarnym. Mamy też p. Andrzeja Derę, prawnika, sędziego – a więc osobę o wysokiej predestynacji do pełnienia tego urzędu. Mamy też p. Anne Grodzką. Psychologa klinicznego, której sukcesem życiowym jest to, że urodziła się jako męzczyzna, a teraz jest kobietą.



Panie posłanki, Panowie posłowie!

Wybierając dziś Wicemarszałka Sejmu odpowiadamy społeczeństwu na pytanie, czym chcemy się zajmować? Czy problemami związanymi z psychiką, które możemy nazwać – urodziłam się jako mężczyzna, a chcę być kobietą – czy też na odwrót. Czy jednak jako Sejm jesteśmy od stanowienia prawa i rozwiązywania poważnych problemów Polaków?



Za ten wybór społeczeństwo i potomni nas kiedyś rozliczą. Dziękuje.



Jako bloger napiszę tak:



Nie można mieć o to co się dzieje w naszym państwie wyłącznych pretensji do rządzącej Platformy Obywatelskiej, do Premiera Tuska, do Palikota. Tak jak nie można mieć pretensji do ludzi lekkomyślnych, upośledzonych z natury o ich czyny, tak samo do tej wesołej ferajny, dla których ważniejsze są problemy transseksualistów niż rozwalająca się gospodarka, nie można mieć o to pretensji.
Moje pretensje po raz kolejny kieruje do tej większości wyborczej, która dała im mandat do ogłupiania naszego społeczeństwa, do rozwalania naszej państwowości, do kolejnego przekreślenia Rzeczypospolitej. Kogoście nam wybrali?! Dlaczego?!


Przeczytajmy to raz jeszcze: „Posłanka Grodzka wyjaśniła, że zdecydowała się przyjąć propozycję kandydowania na wicemarszałka, gdyż chce kontynuować to, co robiła Wanda Nowicka. Chce też pokazać, że osoba transpłciowa jest w stanie podołać trudnym zadaniom. Anna Grodzka podkreśliła, że problemy takich osób są marginalizowane, a w Polsce każdy powinien mieć równe szanse”.



Bezrobotni w Polsce nie są marginalizowani. Oni po prostu nie istnieją. GUS kłamie. Dane ekonomiczne kłamią. Czas aby GUS przeprowadził badania ile osób w Polsce jest transseksualistami. Jakie Polacy dokładnie mają preferencje seksualne. I z tych badań wyjdą problemy, marginalizowane przez Państwo, które będą teraz przez Wicemarszałek Grodzką wyjaśniane, rozwiązywane.



Znowuż ten piękny mechanizm. Zarzuci się Poseł Grodzkiej, że jako psycholog kliniczny, polityk z jednorocznym doświadczeniem Sejmowym, nie ma żadnych predyspozycji do kierowania pracami Sejmu – odpowiedzią oczywiście będzie, że ten zarzut nie jest merytoryczny, ale jest to efekt homofobii czy transeksualofobii. Tudzież spotka się z lekkomyślnym stwierdzeniem, że przecież nie o to chodzi, ale chodzi o to żeby wykazać, że transseksualizm jest zdolny podołać wszystkiemu. Wyjdzie na to, że operacja zmiany płci daje rękojmie fachowości, uczciwości, rzetelności, wysokiej kultury osobistej i wiedzy.



Zmiana płci. Uznajmy jednak, że jest to problem psychiczny. Spróbujmy go gdzieś uszeregować pomiędzy codziennymi problemami Polaków. Podwyżki w sklepach, a zmiana płci. Utrata pracy, a zmiana płci. Kupno własnego mieszkania, a zmiana płci. Stan dróg, a zmiana płci. Gdzie tą zmianę płci szeregujemy, jakiej kwestii przyznajemy priorytet, czego oczekujemy od Państwa. My sami musimy odpowiedzieć sobie na to pytanie. Musimy też pamiętać, że odpowiedzi udzielamy jako całość i udzielamy jej tylko raz na cztery lata. Możemy sobie myśleć co chcemy, ale póki co jesteśmy związani odpowiedzią z października 2011 roku. Ta odpowiedź brzmiała: problemy osób transseksualnych są w Polsce marginalizowane!

Sami się jako społeczeństwo aspirujące do posiadania własnego państwa zmarginalizowaliśmy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 20:57, 16 Lut 2013    Temat postu:

Kto zrekonstruuje szefa rządu?

[link widoczny dla zalogowanych]

Mnożą się scenariusze zapowiedzianej na środę rekonstrukcji rządu. Niektóre są tak fantastycznie odlotowe, że i ja się skusiłem na udział w tym konkursie political fantasy. Większość scenariuszy jednak zaczyna się od dość prostackiego punktu wyjścia, że minister Arabski odchodzi na ambasadora do Madrytu, a reszta zmian jest zwykłą konsekwencją tego ruchu. Na miejsce Arabskiego w kancelarii przyjdzie z rządu jego ziomal Sławomir Nowak, a za Nowaka w rządzie jakiś inny Nowak (w Sejmie jest jeszcze jeden zapasowy poseł Piotr Nowak z PO) i po herbacie. Zresztą konsekwencje odejścia Arabskiego są odłożone w czasie aż do odejścia jego ziomala Tuska. To wiem na pewno.

Otóż są o wiele trudniejsze punkty wyjścia, burzące całą misterną konfigurację uknutą przez premiera Tuska. I to w różnych wymiarach oraz aspektach, także czysto ludzkich. Załóżmy, że odchodzi ze sportu minister Mucha, co jest bardzo prawdopodobne, gdyż jest już mocno wysportowana, zaś premier ma jej także dość. Otóż ten ruch natychmiast wywołuje ogromne turbulencje wizerunkowe w ekipie Tuska, a wiemy skądinąd, że nie ma nic ważniejszego dla premiera. Nikt na to wpadł, ale ja wpadłem i od razu się dzielę – odejście minister Muchy sprawia, że najładniejszym członkiem rządu automatycznie staje się minister Nowak.

I tu jest pies pogrzebany. Dlaczego, zapytacie, parząc się kawą z niecierpliwości? Dlatego, że jak wielokrotnie zapewniał sam premier, w jego drużynie panują stosunki partnerskie(nie mylić ze związkami), jednak uważam, że oni jeszcze nie dojrzeli do tego, żeby najładniejszym członkiem ekipy rządowej był facet. Po prostu nie są jeszcze gotowi, jak to się mówi. Owszem, ta ich lewicowa frakcja namawia innych do związków partnerskich i nawet dalej się posuwa, ale sami jeszcze nie mają tej przysłowiowej odwagi Lenina...tfu, co ja piszę...chodzi o odwagę Biedronia, oczywiście.

Szpanują po mediach, że to tacy są liberalni i nowocześni, jednak gdyby ich zamknąć w jednej komnacie z niektórymi osobnikami z ruchu swojego poparcia, to głowę daję, że nogi by na schodach połamali, żeby się stamtąd wydostać. Cała ta ich nowoczesność i deklarowane otwarcie na tak zwane wynalazki transseksualne są funta kłaków warte. Dlatego ja uważam, że jeśli odejdzie Mucha, to i Nowaka musi premier gdzieś schować. Bo teraz co i rusz konkursy media urządzają, a Nowak nawet z palcem w nosie wygrywa każdy konkurs na Miss Rządu. Nie, na taki numer oni jeszcze nie są gotowi.

Zatem premier chowa gdzieś Nowaka poza publiczny widok i ma już trzy wakaty – w kancelarii, sporcie i w infrastrukturze. Załóżmy, że Nowaka rzuca na kancelarię, niech tam sobie piłuje szpony. Musi jednak kogoś dać także na cholerne drogi, mosty, samoloty, statki oraz koleje i to takiego, kto by się nie kojarzył z przejezdnością ustawową. Jak wspomniałem jest zapasowy poseł Nowak z Konina i ten by się nadał, bo nie kojarzy się z nikim i z niczym, ale musiałby zmienić nazwisko. Dlatego ja myślę, że na infrastrukturę premier może dać ministra Bartoszewskiego, który już był kiedyś prezesem Rady Nadzorczej LOT-u, co oznacza, że w porównaniu z poprzednikami ma niebotyczne kwalifikacje.

Jednak sportu nie można powierzyć komuś w typie Bratoszewskiego z oczywistych względów, chociaż wizerunkowo jak najbardziej pasuje do aktualnego stanu tej dziedziny życia w Polsce. Sport, niby taki drobiazg, ale ten resort ma od dawna niebywałe szczęście do bardzo dziwnych typów. Jak nie mafia lub złodziej, to hochsztapler albo kompletna tabula rasa. Tutaj wbrew pozorom jest być może najcięższy orzech do zgryzienia, gdyż w tym przypadku trzeba kogoś jak żona Cezara, a gdzie tu w Platformie Cezar? Same Donki, Bronki, Grześki, Bartki.

Ale, ale! Po co ja tak głęboko się zagłębiam w te najtajniejsze tajniki? Po to by wykazać na najprostszym przykładzie ile komplikacji stwarza odejście takiej jednej Muchy, jakie się otwierają przepastne kombinacje, ile szans się ukazuje i jednocześnie straconych złudzeń. Jakie lody do kręcenia i jakie schody do pokonania. A cóż dopiero się dzieje, gdy mówimy o takich newralgicznych roszadach jak minister Cichocki do ABW. Albo poseł Schetyna ze spraw zagranicznych na całość. Arłukowicz ze zdrowia z powrotem na wykluczonych. Lub z innej beczki - Boni z cyfryzacji na przemoc domową, a Graś z pomocy domowej na MSW. To są dopiero szarady, rebusy i zagadki szachowe.

Największy zaś ambaras jest z samym szefem rządu, który zawsze zapewniał, że chętnie dźwiga na swoich wątłych barkach odpowiedzialność za wszystkich swoich ministrów i każdego z osobna. Jeśli więc jacyś się nie sprawdzili, to odium błędnych decyzji spada także na naszego szczerego przywódcę. W tym momencie kłania się elementarna logika – Donald Tusk musi być więc również zrekonstruowany. Kto ma to zrobić, przecież nie ma czegoś takiego jak autorekonstrukcja. Nawet zdalnie sterowane roboty muszą mieć jakiegoś serwisanta. Kto nam przerobi lub chociaż podrasuje premiera na lepszy model?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 21:10, 10 Mar 2013    Temat postu:

Jakkolwiek PiS to nie moja bajka ale co prawda to prawda :

W całej Polsce tylko PiS

[link widoczny dla zalogowanych]

Ponieważ w mediach po raz kolejny ogłoszono ostateczny koniec szans Jarosława Kaczyńskiego na objęcie władzy, a premier Tusk wczoraj mówił tylko o Kaczyńskim, więc wypada napisać coś merytorycznego w tym kontekście. O stanie państwa wypowiedział się wyłącznie Kaczyński, reszta głównych graczy skupiła się na prezesie PiS, co już samo w sobie zaprzecza głównej tezie jakoby był skończony.

Donalda Tuska nie stać było nawet na cień rzeczowości, bo wystąpienie szefa PiS było bezbłędne – przez dwie godziny, bez kartki, z głowy sypał danymi i liczbami. Kwintesencja meritum.

Odpowiedź premiera to wyłącznie atak personalny i stare inwektywy, aż ociekające prymitywizmem, jak ta w rodzaju, że Kaczyński nie kocha Polski. W pośpiechu dodał kilka kłamstw, jak rutynowe już przerzucanie winy na śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego za spaprany koncertowo przez siebie pakiet klimatyczno-energetyczny. To warto przypomnieć, bo kłamstwo jest w stylu znanym skądinąd – premier Tusk w 2008 roku podpisał pakiet ogłaszając swój olbrzymi sukces, który to sukces już rok później, również osobiście, zawetował.

Cała reszta wystąpienia premiera to puste pomówienia i w dodatku drugiej świeżości. Szczególnie zabawnie brzmi zarzut o przegrywanych przez PiS wyborach, jakby zapomniał wół, że cielęciem był – kto chce, może sobie policzyć, ile razy partia Tuska wybory przegrała zanim w końcu wygrała. Nie ma bowiem jeszcze w konstytucji zasady, że przegrywający po wielokroć z rzędu odpada z dalszej rozgrywki. Póki co, nie ma, chociaż prezydent Komorowski jest rozgrzany, więc wszystko możliwe.

W całym tym zgiełku umknęło coś ważnego, a mianowicie, że po tym wotum nieufności PiS - chyba nawet bez swojej szczególnej zasługi, oprócz konsekwencji w działaniu - wybił się na jedyną opozycję. Wystarczy tylko przypomnieć wystąpienia pozostałych partii nominalnie opozycyjnych, a które skupiły się nie na krytyce rządu, lecz PiS. Zarówno Miller jak i Palikot oraz Dorn atakowali i szydzili z Kaczyńskiego i jego partii, prawie wcale nie odnosząc się do dwunastu zarzutów wobec rządu.

To jest mocno kuriozalne, zważywszy na deklarowaną opozycyjność wobec Tuska. Całkiem odleciany jak zwykle był szef klubu PO Rafał Grupiński, który wnioskowi o wotum nieufności zarzucił niekonstytucyjność. Może to efekt jego wielomiesięcznej obsesji na temat TS dla Kaczyńskiego, że teraz wszystko kojarzy mu się z niekonstytucyjnością?

Tak więc wychodzi na to, że w całej Polsce tylko PiS, reszta parlamentarnej opozycji chodzi na krótkim sznurku niechęci do PiS i obawy przed Tuskiem. Bo cóż to ma za znaczenie, czy PiS ma zdolność koalicyjną na dwa i pół roku przed wyborami? Jeśli przed samymi wyborami będzie miał swoje 35 procent, to znajdą się koalicjanci i jeszcze kolejka stanie do prezesa, że za kotarkę będzie się musiał chować przed natrętami.

Jednocyfrowe partie i partyjki ugięły się przed Tuskiem ufając, że dzięki temu coś ugrają na słupkach, ale to marna nadzieja. Towarzystwo Millera w rozsypce i w dodatku kopie się z Kwaśniewskim. Zdruzgotany przez lewactwo Palikot i zerojedynkowy Ziobro naprężyli chudziutkie muskuły przed Kaczyńskim, jednocześnie zerkając w stronę Tuska, czy aby zauważa ich gotowość. W ten sposób rozmyli jedynie swoja opozycyjność i prorokuję, że wkrótce poniosą konsekwencje. PiS dzisiaj jest pozornie samotny, a bo to pierwszy raz?

Ale ta samotność w opozycji to kapitał polityczny, gdy wokół partie niczym chorągiewki na wietrze albo plankton na wodzie. W całej Polsce tylko PiS jest w stanie i jest konsekwentny w dążeniu do zmiany oligarchicznego systemu III RP. I ja twierdzę, że to mu zostanie policzone na bardzo duży plus przy wyborach. Wczoraj klamka zapadła i chociaż dzisiaj z tego jeszcze sobie nie do końca zdajemy sprawę, to w 2015 roku (albo i wcześniej) ta świadomość będzie powszechna – w całej Polsce tylko PiS!

Ryży oświadczył, że w ciągu 24 godz jego ministrowie ujawnią kłamstwa Kaczyńskiego.
Mineły już 72 godz. i ... gówno


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pon 21:46, 01 Kwi 2013    Temat postu:

Święta – czas na refleksję

[link widoczny dla zalogowanych]

Czas Świąt powinien skłonić wiele osób do refleksji. Bo mamy wiele sygnałów, bardzo wiele, nadchodzących zmian. I to takich zmian które mogą wywrócić nasze wyobrażenia o świecie do góry nogami. Spójrzmy na niektóre z nich.

Narastające zakłamanie historyczne: z coraz większą intensywnością pojawiają się silne przekazy medialne, które pokazują, że Niemcy nie byli agresorami, nie mordowali w niemieckich obozach zagłady milionów Polaków i Żydów, tylko byli ofiarami tej wojny. Nowe pokolenie młodych Niemców będzie pozbawione traumy zbrodni ich dziadów. A jednocześnie Niemcy stały się potęgą gospodarczą i militarną, są trzecim największym eksporterem broni na świecie.

Postępujące zmiany obyczajowe: do tej pory Lech Wałęsa był bohaterem salonu i był celebrowany na świecie. Wystarczyło, że raz powiedział że sodomia to zboczenie (lub jakoś podobnie) i został natychmiast opluty przez tych, którzy jeszcze chwilę wcześniej śpiewali mu hymny. Traci kontrakty. Symbol upadku komunizmu stał się w pięć minut światowym symbolem homofobii. Ludzie w swoich wypowiedziach i tekstach coraz częściej dokonują autocenzury, bojąc się, że liberalno-obyczajowy terror ich zniszczy. Wróciła cenzura, tylko gorsza niż za komuny, bo ulokowana nie instytucjonalnie, ale w umysłach ludzi.

Dramatyczny spadek bezpieczeństwa: w wielu wymiarach. Film “Układ zamknięty” pokazuje, że urzędnik może zniszczyć każdego. System patologicznych regulacji i sieć wspierających się grup nacisku stwarzają takie możliwości. Masy skubane bezlitośnie podatkami, ZUS-em,opłatami i mandatami, ogłupiane serialami w masowych mediach coraz bardziej przypominają kafirów w czasach Apartheidu. Ale spadek bezpieczeństwa nie dotyczy tylko biednych ludzi (skrajna bieda), lub przedsiębiorców (ściganych przez układ), ale także klasy średniej. Cypr pokazał, że niespodziewanie, z dnia na dzień, można stracić część swoich oszczędności w bankach. Kto wie, kiedy i w jakim kraju w Europie ten manewr zostanie powtórzony. I oszczędności całego życia, zebrane w morderczym korporacyjnym wyścigu szczurów znikną między piątkiem a niedzielą. Tak samo jak w tym roku znikną nasze oszczędności odłożone w OFE.

System stopniowo pozbawia ludzi niezależności. Niezależności korzeni i pochodzenia, wszyscy mamy myśleć kategoriami brukselskiego kisielu, świętować walentynki i halołin. Niezależności myślenia, które ma być zastąpione tolerancją dla wielofunkcyjności odbytu i wyznawaniem nowej prawdy, w której na Polskę napadli tajemniczy naziści, a nie Niemcy. Niezależności finansowej, gdy ludziom brutalnie zabiera się oszczędności całego życia, dając w zamian nic nie warte cypryjskie akcje lub zapisy w komputerach z ZUSie.

Dlatego zachęcam do głębszej refleksji. Dokąd to wszystko zmierza. I jak się skończy.

Życzę Państwu bardzo tradycyjnych Wesołych Świąt. Życzę utrzymania tradycyjnych polskich wartości, niezależności w myśleniu i roztropności w decyzjach dotyczących przyszłości własnej i rodziny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 19:07, 06 Kwi 2013    Temat postu:

Aaaaaby SPRAWIEDLIWEMU powierzę dobro wspólne

[link widoczny dla zalogowanych]

Właściwie już wszystko przesądzone. Tak zwany poliszynel już zorientował się, że System-Ustrój zaserwowany Polsce nie nadaje się do niczego i do tego jest podstępny, a ludzie wymachujący nam przed oczami tą niby-demokracją – są mali, nikczemni, podli i wredni.

Zarządzanie Krajem i Ludnością w ich wykonaniu coraz częściej nadaje się do prokuratury, bo opiera się na łamaniu zasad przyzwoitości, współżycia społecznego, prawa i Konstytucji. Przed linczem ratuje się to towarzystwo już nawet nie siłą aparatu przemocy (to osobna opowieść), ale tym, że najbardziej energiczne pokolenie Polaków nie wie „jak to się robi”, a do tego część z nich zarobkuje za granicą, a może już tam na zawsze układa sobie życie.

Podstawowy przekaz, jaki dociera do coraz bardziej dziadziejącego obywatelstwa, składa się z kilku prostych pomysłów: (1) w Polsce mamy demokrację (w domyśle – wygrałeś los na loterii), a jeśli w to nie wierzysz, toś wichrzyciel, (2) jeśli jest ci biednie i nędznie, toś widocznie mało w siebie inwestował, nie marudź, tylko przyspiesz ruchy, (3) szczytem twojego obywatelstwa niech pozostaną rozmaite głosowania, które ci podsuniemy sami o właściwiej porze, wszystko inne skazane jest na niepowodzenie, (4) twoje konstruktywna postawa to płacenie podatków, opłat, narzutów, akcyz, a jeśli odstąpisz od tego, to pożałujesz, (5) tobie się tylko wydaje, że wiesz czego chcesz, my wiemy lepiej, (6) jeśli dziwi cię, że wąska grupa twoim kosztem przechwytuje większość dóbr, wartości i możliwości, a do tego przywłaszcza dobro wspólne, to naucz się, że to jest odwieczne prawo rynku, ty wszak też możesz, (7) nie jest prawdą, że my, luminaci,, elita elit, nie umiemy rządzić i powodujemy na twoją szkodę szalejące deficyty oraz długi: to ty przecież wybrałeś tak a nie inaczej.

Ten przekaz tak bardzo trąci butą, pychą i bezczelnością, ze nawet apostołowie Systemu-Ustroju, przede wszystkim usłużni „analitycy” i wciąż grający swoje „mediaści” zaczynają ostrożniej dobierać słowa i tematy, bo już nie każdym kitem da się zaklajstrować ludzkie szczere zdumienie, że aż tak w ogóle można.

To, co się dzieje w naszych głowach, sercach, duszach i sumieniach – można od biedy nazwać „kopernikańskim przewrotem pojęciowym”, czyli rewolucją. Od solidarnościowego entuzjazmu (który porwał, paradoksalnie, również nieprzyjaciół tego masowego ruchu), poprzez kolejne zdziwienia, że dzieją się sprawy nie te, które dziać się miały, dalej poprzez rosnącą nieufność do „sterników i zawiadowców” i ich poczynań, aż po konstatację, że ustrój-system nam „zgotowany” jest toksycznym rupieciem – nasze myślenie zaczyna do nas samych przemawiać Coraz Większymi Literami.

Rewolucja potrzebuje kilku drobiazgów: powszechnego ludzkiego wk…enia, trybunów umiejących dobrać słowa ponad gównianymi podziałami, wspólnego ducha straceńczego (gorzej już nie będzie), wizji tego „co ma nastąpić” oraz mężów zdolnych to wszystko uruchomić w mega-zadymę i – co najważniejsze – po niej zaprowadzić nowy ład. Tych pięć prostych warunków jest już prawie dojrzałych. Mężów brakuje.

W Polsce ostatnich kilkudziesięciu lat tacy mężowie pojawiali się z konkretnych środowisk: albo byli to „nowi sekretarze” wygryzający ze stołków „starych sekretarzy” (pomożecie…?), albo związkowcy niezależni aż do przesady (np. umiejący skakać przez płoty), albo duchowni umiejący wezwać Ducha by odmienił kraj, ten kraj (ew. ogłaszający „non possumus”), albo dysydenci, tym bardziej niezłomni, im bardziej im w kazamatach wybijano to z głowy.

Kiedy dziś gorączkowo przeszukuję te środowiska w poszukiwaniu Męża – słabo mi się robi. Oczywiście, takie nazwiska jak Duda, Rydzyk, Schetyna, Kukiz (a może całkiem inne, równie dobre, choć słabiej wypromowane) robią wrażenie i zamieszanie – ale mam przeczucie, że „jeszcze nie czas”, a rycerze drzemiący w oczekiwaniu właściwej pory jeszcze sobie poczekają.

No, i podstawowa słabość: Polacy naprawdę nie wiedzą (mówię o wiedzy wspólnej), jak to ma wyglądać „potem”.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 11:01, 11 Maj 2013    Temat postu:

Konwulsyjny premier Tusk Very Happy Very Happy

[link widoczny dla zalogowanych]

Straszna konfuzja z tymi nominacjami, dymisjami i zegarkami w rządzie, tylko nie ma pewności kto bardziej skonfundowany. Premier Tusk wygląda na najbardziej strutego, ale trzeba przyznać, że i czerscy już nie wiedzą, gdzie najpierw ręce włożyć. Nowo mianowany minister Marek Biernacki miał się pięknie różnić od nowo zdymisjonowanego ministra Jarosława Gowina, ale przecież wyłącznie w zakresie obfitości serca („bowiem z obfitości serca usta mówią”).

Czerscy bardzo naciskali na naszego szczerego przywódcę, żeby zamienił konserwatywnego Gowina na nowszy model. Premier myśląc, że jest sprytny naraił im Biernackiego, który miał dlań tę zaletę, że posiadając ponoć także wyraziste poglądy konserwatywne, niekoniecznie przy każdej okazji dawał im wyraz. A było to dla premiera o tyle cenne, że w ten sposób nie zrażał mitycznego skrzydła konserwatywnego, które w Platformie ma drażliwość porównywalną z księżniczką na ziarnku grochu. Co jest zresztą zrozumiałe, bo jak ludzie nie mają wpływu, jaki by sobie życzyli, to stają się bardzo drażliwi.

Zatem premier słusznie liczył, że za sprawą tej nominacji wilk z Czerskiej będzie syty i Platforma cała. Tymczasem Biernacki niepomny wielkich nadziei, jakie w nim pokładają różni ludzie honoru i prorządowe autorytety moralne, od samego początku zaczął pyskować na modłę swojego poprzednika albo jeszcze gorzej.

Najpierw zabluźnił okropnie przeciwko samemu premierowi, bo jak nazwać inaczej takie dictum, że „wszystkie projekty o związkach partnerskich były niezgodne z konstytucją”? Przecież pamiętamy reakcję premiera sprzed paru miesięcy, który słysząc identyczne słowa ministra Gowina, jak zraniony ryś skoczył na mównicę sejmową, żeby dać odpór tej herezji. A tu proszę, Biernacki słowo w słowo powtarza stwierdzenie poprzednika, który właśnie za niemożność utrzymania języka za zębami został zderegulowany. Jeśli więc Tusk miał zamiar zamienić siekierkę Gowina na kijek Biernackiego, to chyba nie bardzo mu to wyszło.

Ale Biernackiemu nie dość na postponowaniu związków partnerskich faworyzowanych przez szefa rządu i poszedł na całość. Całkiem bezceremonialnie wypalił, że należy się przyjrzeć procederowi ministra Nowaka, ulubieńca samego Cezara i w ogóle bożyszcze kobiet. Konkretnie Biernacki miał na myśli, że CBA powinno się zainteresować zegarkami Nowaka i pobytami w kosztownym klubie, czy aby mistrz infrastruktury i okolic płacił za siebie i za zegarki, najogólniej rzecz ujmując. Ja to bym jeszcze przy okazji zbadał, co ma w głowie dorosły człowiek na poważnym stanowisku państwowym, który lubuje się w noszeniu drogich zegarków pożyczanych od znajomych, jak sam twierdzi. To może być bardzo ciekawe doświadczenie.

W każdym razie jest rzeczą pewną, że przez czerskich Biernacki zostanie potraktowany podobnie jak Gowin, czyli krótko mówiąc, rozpocznie się wkrótce obława z nagonką, charty myśliwskie już drżą z niecierpliwej ochoty, czekając tylko na sygnał. Ale jest pytanie, co chciał przez tę nominację osiągnąć premier Tusk, skoro postawił się w sytuacji przysłowiowego stryjka, co zamienił siekierkę na kijek? Pojęcia nie mam i coś mi się mocno wydaje, że Tusk również nie ma.

Ostatnie ruchy rządu Tuska są bowiem konwulsyjne, co potwierdza historia ze sławetnymi związkami partnerskimi, z powodu których premier co i raz zwołuje partyjne konwentykle. Na ostatnim naczelny aparatczyk klubowy Rafał Grupiński deklarował, że Tusk jest za jednym projektem, ale „skrzydło” zapierało się z całych sił, że premier obiecywał im właśnie dwa projekty, jak się nie dogadają z postępowcami. Jak z tego widać, Platformą targają emocje, każda frakcja walczy o swój postaw czerwonego sukna, zaś pomiędzy nimi niczym spławik na fali tańczy premier .

Niedawno Tusk zażądał raportu w sprawie memorandum gazowego, o którym z rozbrajającą szczerością wyznał, że nic nie wiedział. Po czym rzecznik rządu oświadczył, że memorandum jest czynnością nieistotną, a premier zaraz potem wywalił ministra, który też nic nie wiedział o tym nieistotnym dokumencie. Wygląda, że minister stracił stołek, gdyż nie informował premiera o sprawach nieistotnych.

Coś na kształt magla z wyszynkiem porobiło się ze sprawy finansowania przez ministerkę Muchę koncertu Madonny. NIK zarzucił resortowi sportu nieprawidłowe wykorzystanie rezerwy celowej, a Mucha odpiera, że miała zgodę ministerstwa finansów. Tymczasem ministerstwo finansów zadaje kłam Musze, że nie dawało zgody, a nawet twierdzi, że nie zwracano się do nich o taką zgodę.

W ten kocioł wskoczył z ochotą w sercu i ogniem w oczach wiceprzewodniczący PO Grzegorz Schetyna, który nalega, żeby kancelaria Tuska skontrolowała Muchę, bo według niego niezgodne z prawem przesunięcie środków to „poważne oskarżenie”. Wtedy niczym diabeł z pudełka wyskoczył rzecznik rządu Graś, który z kolei uważa, że Mucha jest czysta i dała przekonujące wyjaśnienie.

Konwulsje targają władzą i państwem Tuska. A przecież wiemy skądinąd, że takie ruchy często poprzedzają agonię
Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 20:32, 29 Cze 2013    Temat postu:

Tęsknota za Kaczyńskim

[link widoczny dla zalogowanych]

Olsenowszczyzna i partyjniactwo w wykonaniu partii rządzącej, żartobliwie zwanej obywatelską, przejadły się wszystkim. Już nawet czerscy tęsknią za przywódcą. Jest to oczywiście mocno irracjonalne z ich strony, zważywszy na umiłowanie kolektywu jako najwyższej instancji, które to przekonanie wyssali z wiadomych korzeni. Jednak mimo wszystko takie publiczne wyrażenie potrzeby prawdziwego przywództwa jest budujące, gdyż zgadza się z diagnozą społeczną Jarosława Kaczyńskiego.

Co prawda, czerscy marzą, żeby to Donald Tusk stał się przywódcą: - „A przecież zwłaszcza w kryzysie duża część Polaków chciałaby zobaczyć w Tusku energicznego przywódcę państwowego. Na rozpoczynającej się konwencji Platformy Tusk powinien dowieść, że jest takim przywódcą. Że będzie naprawiał państwo, by było sprawniejsze i bardziej sprawiedliwe. I rzuci się w walkę z bezrobociem...”.

To jest oczywista utopia, mrzonka, chciejstwo albo bardziej światowo - wishful thinking. Mój Boże – każdy pomyśli - o czym oni mówią?! Wyobrażacie sobie Donalda Tuska jak rzuca się w wir roboty państwowej, wywala na zbitą twarz Ostachowicza tudzież inne kukiełki i w pocie czoła, od świtu do nocy zwalcza bezrobocie oraz angażuje się w pracę organiczną? No przecież to jest czysty surrealizm!

Więcej nawet, bo jeśli weźmiemy pod uwagę naprawdę bogate doświadczenie z 6 lat premierostwa Tuska, czyli jedno nieprzerwane pasmo nicnierobienia i pustych obietnic, to trzeba by uznać, że albo czerscy zupełnie stracili kontakt z rzeczywistością, albo kolejny raz usiłują odgrzać ten stary kotlet, jakim jest legenda o Tusku, Wielkim Reformatorze.

Ja przychylam się do drugiej wersji, bo jakże inaczej zrozumieć takie dictum redaktora Beylina, że Tusk powinien stać się „energicznym przywódcą państwowym” już dzisiaj na kongresie swojej partii? Czyli w zasadzie wszystko ma zostać po staremu - „leadership” Tuska ma się objawić za pomocą słów, a nie czynów. No, ale przecież - na miłość boską! - ten rodzaj piarowskiego „przywództwa” Tuska ćwiczymy już od 6 lat...

Naprawdę zabawna historia z tymi czerskimi sugerującymi, że Wielki Kombinator zamieni się w Wielkiego Przywódcę, bo Polacy takiej zmiany potrzebują. Tym bardziej zabawne, że sami czerscy już dawno oznajmili, że Tusk żadnym reformatorem nie jest i nigdy nie będzie. Już bowiem w styczniu 2010 roku pisali(Rafał Kalukin) o Tusku i PO: - „Nie potrafię jakoś uwierzyć w zapowiedzianą przez premiera ofensywę reformatorską. Dwa lata rządów tej ekipy to dostatecznie wiele, by zorientować się, jak postrzega ona władzę. Kunktatorsko, ostrożnie, wręcz lękliwie(...)To się opłaca. Co więcej, wiele wskazuje, że taka praktyka rządzenia wywodzi się w dużej mierze z charakteru i temperamentu premiera. Tusk zawsze polegał na swojej intuicji w wyczuwaniu nastrojów społecznych. Ale nigdy, w żadnym momencie swej politycznej kariery, nie potrafił postąpić wbrew tym nastrojom. Jako polityk Tusk ma wiele zalet, ale reformatorem nie jest i już nie będzie.”

Jeśli zatem dzisiaj redaktor Beylin sprawia wrażenie, że ufa, iż Tusk stanie się energicznym przywódcą-reformatorem, to jest tylko wrażenie, bo przecież żaden redaktor nie może być aż takim idiotą, żeby po 6 latach wierzyć w przywódcze zdolności człowieka, który ciepłą wodę w kranie i zaniechanie ważnych reform uważa za sukces swojego rządu. Wychodzi więc na to, że mówiąc kolokwialnie (jakbym do tej pory wyrażał się inaczej!), czerscy chcą wcisnąć jeszcze więcej ciemnoty ciemnemu ludowi i brzytwy się chwytają, żeby ponownie wzbudzić w lemingach nadzieję co do Tuska.

Jednak wydaje się, że sprawy zaszły za daleko, co najmniej o jeden most za daleko, a zapewne więcej niż jeden. Przekroczona już bowiem została granica, za którą każda zapowiedź, czy obietnica Tuska traktowana jest jako humor satyra i śmiech na sali. Ba! O przeniewierstwie jego rządu piszą już nawet ambasadorowie Austrii, Niemiec, Francji, Irlandii, Holandii, Portugalii. A że piszą do rządu Tuska, czyli na Berdyczów, to już całkiem inna kwestia.

Daremne więc żale, próżny trud wykreowania przywódcy z obrotnego politykiera. Nie pomogą chęci szczere, macher będzie macherem. Bezsilne, ale w jakiś sposób zrozumiałe są więc złorzeczenia czerskich pod adresem PiS i Kaczyńskiego, bo ten nie tylko jest postrzegany jako przywódca, ale faktycznie nim jest. Nie dziwota zatem, że na tle Donka i Bronka jawi się jako mityczny Salvator Patriae.

Tu nie ma dwóch zdań – Donald Tusk pod żadnym względem nie przypomina żadnego z Wielkich Reformatorów z historii, to raczej dość wierna kopia Ostapa Bendera, Wielkiego Kombinatora z „Dwunastu Krzeseł”. Czerscy nigdy się nie przyznają, bo tego jeszcze nie wiedzą, ale oni faktycznie marzą o Jarosławie Kaczyńskim.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 20:27, 23 Lip 2013    Temat postu:

PRÓG OSTROŻNOŚCIOWY

[link widoczny dla zalogowanych]

Konserwatywno liberalny socjalista wysłał właśnie do Marszałka Sejmu projekt ustawy o zmianie ustawy o finansach publicznych.

W końcu nie jest to żaden gniot legislacyjny. Ustawa jest prosta, króciutka, napisana zrozumiałem językiem. Ma tylko dwa artykuły:


„Art. 1. W ustawie z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz. U. Nr 157, poz. 1240, z późn. zm.) wprowadza się następujące zmiany:

1) po art. 86 dodaje się art. 86a w brzmieniu:

„Art. 86a. Przepisu art. 86 ust. 1 pkt 1 nie stosuje się w roku 2013.”;

2) po art. 112d dodaje się art. 112e w brzmieniu:

„Art. 112e. Przepisów art. 112a i art. 112b nie stosuje się w roku 2013.”.

Art. 2. Ustawa wchodzi w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia.”

Ale za to jakie uzasadnienie! Pokazuje, że wnioskodawca nie zatrzymał się w swojej ewolucji od liberała do socjalisty. Podąża w kierunku komunizmu i to jeszcze „konserwatywnego”, czyli „twardogłowego”. W każdym razie takich argumentów Jerzy Urban by się nie powstydził za czasów gdy pełnił funkcję rzecznika stanu wojennego.

„Obowiązujące dotychczas ograniczenia spełniły swoją funkcję i pozwoliły Polsce na uniknięcie istotnego wzrostu długu publicznego w ostatnim okresie.”!!!!!!!


Za czasów Urbana nie miałem jak się nabijać z jego dialektyki stosowanej. Teraz mogę.

Jakbyśmy „uniknęli istotnego wzrostu długu publicznego”, to nie musielibyśmy „zawieszać” reguły ostrożnościowej, bo byśmy się nie zbliżyli do wyznaczonej granicy.

Pan Bóg nie bez przyczyny grzech pychy umieścił na pierwszym miejscu w katalogu grzechów głównych. Pycha i nonszalancja Najlepszego Ministra Finansów Europy Wschodzącej, który był już przecież Najlepszym Ministrem Finansów w Europie i Prawie Najlepszym Ministrem Finansów w Europie, za które otrzymał awans na Wicepremiera, nie mogły pozostać bez wpływu na stan finansów publicznych. I pycha zastała ukarana.

Rząd, którego ministrowie niedawno pokazywali na konferencji prasowej, jak się wkłada do jednej kieszeni stówkę, a wyjmuje z drugiej cztery i zapowiadał polskie inwestycje rozwojowe na jakieś 800 miliardów, nagle musi oszczędzać. Bo jest kryzys w Europie, bo był kiedyś Balcerowicz, a całkiem niedawno Kaczyński, a koledzy z piaskownicy to się umorusali jeszcze bardziej.

Sam się dziwię, że mi się chciało, ale sięgnąłem do uzasadnienia ustawy o finansach publicznych z 2009 roku – czyli przyjętej przez poprzedni rząd konserwatywno liberalnego socjalisty. I wyczytałem tam, że: „zadaniem procedur ostrożnościowych i sanacyjnych uruchamianych po przekroczeniu kolejnych progów relacji długu publicznego do PKB jest powstrzymanie narastania długu publicznego w sytuacji, gdy relacja długu do PKB zbliża się do konstytucyjnego limitu 60%, a więc stabilizacja finansów publicznych. Ponieważ dług publiczny jest wynikiem skumulowanych deficytów budżetowych i innych potrzeb pożyczkowych państwa do sfinansowania, powstrzymanie jego narastania wymaga odpowiednio wcześniejszego dostosowania dochodów i wydatków państwa, stąd w ustawie o finansach publicznych przewidziany jest system progów, których przekroczenie powoduje uruchomienie określonych procedur, coraz dotkliwszych z każdym kolejnym przekraczanym progiem.”

Okazuje się jednak, że nie powoduje. Bo się ją „zawiesza” i po kłopocie.

Ciekawe tylko dlaczego zawiesza się ją tylko w roku 2013? W 2014 będzie lepiej? Będzie, bo rząd przeksięguje to co teraz jest zaksięgowane jako dług wobec OFE. Przestawi się parę cyferek w Excelu i będzie po kłopocie. Prawdziwe kłopoty zaczną się później. Ale wtedy to już będzie wina następców.

„Obowiązujące obecnie mechanizmy (…) utrudniałyby lub uniemożliwiły skuteczne przeciwdziałanie dalszemu pogłębianiu spowolnienia gospodarczego (...) niemożność zwiększenia deficytu nie będzie służyła ani wyjściu z procedury nadmiernego deficytu, ani stabilizacji polskich finansów publicznych” – czytamy dalej w uzasadnieniu ustawy o zmianie ustawy. Nie mamy się jednak czego obawiać, wszystko jest zgodne „z rekomendacjami Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i dyrektywą Rady 2011/85/UE w sprawie wymogów dla ram budżetowych państw członkowskich w zakresie numerycznych reguł fiskalnych”. Od razu możemy odetchnąć z ulgą.

No i jeszcze to: „Datę wejścia w życie projektowanej ustawy określono na dzień następujący po dniu ogłoszenia, ze względu na ważny interes państwa”. Jak musi być fatalnie, skoro nie mogą poczekać wymagane dwa tygodnie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 8:46, 31 Sie 2013    Temat postu:

Jest dobrze! Powtarzam! Jest dobrze.

[link widoczny dla zalogowanych]

W Polsce trwa jakaś niewypowiedziana wojna statystyczna. Władza twierdzi, że jest dobrze, a ludzie krytycznie do tej władzy nastawieni zaprzeczają temu wyjaśniając, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej.

Pojawiły się właśnie statystyki wzrostu PKB za drugi kwartał 2013, a za nim cała seria zapewnień że strony różnych „głównych ekonomistów” i „naczelnych analityków” twierdzących, że wreszcie widać na horyzoncie zapowiedź poprawy, że ogólnie idzie lepsze. A to dowiadujemy się, że

„Są sygnały ożywienia gospodarczego. Główny Urząd Statystyczny podał, że wzrost gospodarczy w drugim kwartale wyniósł 0,8 procent rok do roku. To więcej niż w pierwszym kwartale, kiedy roczny wzrost PKB wyniósł pół procent.

Główny ekonomista banku Nordea Piotr Bujak wskazuje jednak, że sytuacja ekonomiczna poprawia się powoli. Jak wyjaśnia - za wzrost PKB odpowiada głównie eksport. Ekonomista dodaje, że Polacy powoli zaczynają odczuwać skutki ożywienia gospodarczego. Sytuacja będzie się poprawiała wraz z oczekiwanym, choć powolnym, spadkiem bezrobocia.”

albo na przykład mówi nam się, że

„Nasza gospodarka przyspiesza, ale inwestycje firm jeszcze nie ruszyły. Kolejne dane Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają, że w drugim kwartale rozwijała się ona w tempie 0,8 procent rok do roku. Jednak nadal inwestycje spadały. Tym razem o 3,8 procent. Jest to gorszy wynik niż w I kwartale, bowiem wtedy spadek wyniósł 2 procent.

Szef Pracodawców RP Andrzej Malinowski tłumaczy w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową, że przedsiębiorcy nie decydują się na wiele nowych inwestycji, gdyż cały czas straszyło się ich kryzysem." Te dane należy ocenić mimo wszystko pozytywnie.”

i tym podobne dziwactwa. A wszystko na portalu czysto finansowo-ekonomicznym, który trudno podejrzewać o jakiekolwiek uwielbienie obecnych władz, ale też nie wiadomo nic o jego stosunku do tych władz krytycznym. Po prostu przekazywane są depesze agencyjne, więc to być może agencje informacyjne chciałyby prezentować jak najlepszy obraz naszej gospodarki.

Z drugiej strony, portal mocno finansowo-ekonomiczny ewidentnie krytyczny wobec obecnych władzjasno twierdzi głosem poważnego autorytetu ekonomicznego, że mamy do czynienia z prymitywnymi sztuczkami statystycznymi, ze żadnej poprawy gospodarczo-ekonomicznej w Polsce nie mai ogólnie nie idzie ku lepszemu. Prof Rybiński tu, w Salonie24 również najwyraźniej jest zdania, że jesteśmy daleko od poprawy sytuacji ekonomicznej.

Można by to zakwalifikować do zwyczajnych przepychanek na tle politycznym – władza robi z agencji prasowych swoją tubę propagandy sukcesu, a opozycja swoimi kanałami z tą propagandą walczy, ale jest to jednak dziwne. Po pierwsze dziwi mnie, dlaczego analitycy różnych banków, czy inni specjaliści, których cytują agencje decydują się na firmowanie swoimi nazwiskami rządowej propagandy. NAWET jeśli podawane przez GUS procenty wzrostu (0,8) są prawdziwe, to wysnuwanie z tego wniosków o powrocie rozkwitu gospodarczego, czy nawet o tym, że jesteśmy na dobrej drodze jest zdecydowanie przedwczesne.

Wystarczy popatrzeć wokół siebie nie będąc żadnym specjalistą od gospodarki! W Alejach Jerozolimskich w Warszawie od miesięcy stoją puste lokale handlowe. Takie znaki nie mylą. COFACE sygnalizuje zwiększenie o kilka procent w stosunku do zeszłego roku liczby upadających firm - tak nie dzieje się raczej w idącej ku lepszemu ekonomii.

Oczywiście mamy u nas do czynienia ze zwykła, chamską propagandą rządową. Co mnie dziwi jednak, to to, że taką samą propagandę widzę również we francuskich mediach. Dzieje się tam dokładnie to samo - media głównego nurtu - właściwie bez względu na to z jaką etykietką (lewica czy prawicą) są identyfikowane - podpierając się różnej maści autorytetami wszędzie i każdemu opowiadają o tym, że "coś drgnęło", "bezrobocie nareszcie nie rośnie", "z nadzieją możemy patrzeć na koniec tego i początek przyszłego roku". A gdy się troszkę poszpera, poczyta to tu, to tam, to można się dowiedzieć, że Francja stoi przecież w kolejce do dołączenia do krajów PIGS (Portugalia, Włochy, Grecja i Hiszpania) którym Unia będzie pompowała strumienie euro, by ratować tamtejsze banki i budżety.

Grecja przed katastrofą też podobno zapewniała wszystkich, że jest dobrze i wszystko będzie ok.

Nie ma co wyobrażać sobie, że będzie lepiej, bo nie ma jak być lepiej. Po to, żeby było lepiej musiałoby się zmienić tyle czynników w tylu miejscach na świecie, że nie ma co sobie robić złudzeń.

Póki co należy spodziewać się raczej katastrofy, która nastąpi zapewne w momencie wstrzymania drukarki, za pomocą której FED zalewa świat pustymi dolarami będącymi narkotykiem uzależniającym całość gospodarki światowej. Być może nawet wcześniej, jeśli zaczną pękać giełdowe bańki tymi dolarami napompowane. Wtedy trzeba będzie się mocno trzymać, bo będzie mocno bujało.

Są tacy, którzy mówią, że bomba wybuchnie w przyszłym tygodniu, na spotkaniu G20 w Petersburgu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 20:10, 18 Paź 2013    Temat postu:

Kuracja dla polskiej gospodarki. Nad czym (nie) pracuje rząd?

[link widoczny dla zalogowanych]

Po pierwsze gospodarka!

Polska jest krajem deficytów na rachunku bieżącym (eksport<import), co powoduje stały wypływ pieniędzy za granicę i narzuca konieczność finansowania części działalności państwa (edukacja, opieka zdrowotna, emerytury itd.) za pomocą pożyczek zaciąganych w walucie obcej. Sytuacja ekonomiczna takiego kraju jest niekorzystna: rosnący dług zagraniczny naraża Polskę na niebezpieczeństwo spekulacji ze strony „międzynarodowych rynków finansowych”, co w konsekwencji może zaprowadzić państwo na skraj bankructwa. Z drugiej strony, niski potencjał zasilania krajowego (produkcji), czego odzwierciedleniem jest przewaga importu nad eksportem, oznacza małą ilość miejsc pracy dla Polaków. A skutkiem tej sytuacji jest obserwowany rosnący poziom bezrobocia i dramatycznie wysoki poziom emigracji zarobkowej. Krajobraz jak po bitwie… O ironio! Przecież nie opisuję kraju właśnie doświadczył wojny, tylko podobno państwo odnoszące same sukcesy na arenie międzynarodowej. Przynajmniej tym chwalą się politycy…

Teraz nie potrzeba polityki na rzecz Unii Europejskiej, tylko pracy na rzecz Polski. Jak poprawić stan budżetu i gospodarki kraju? Rząd niestety koncentruje się na działaniach doraźnych i wręcz szkodliwych – po pierwsze - podwyższa podatki. Niestety wzrost stawki podatkowej, w obecnej sytuacji gospodarczej kraju przyniesie… spadek wpływów podatkowych budżetu. Tak było w Japonii i lekcję tę również przerabiała wcześniej Polska. Mądry Polak po szkodzie??? Drugim, sztandarowym kierunkiem działań rządu, zmierzającym do zwiększenia wpływów budżetowych jest „uszczelnianie systemu podatkowego”. Co teoretycznie ma służyć ograniczeniu oszustw i nadużyć, a w rzeczywistości oznacza po prostu wzrost represyjności organów podatkowych. Wobec nas – zwykłych ludzi. I wreszcie trzecia strategia rządu opiera się na wirtuozerskich zapisach księgowych ministra Rostowskiego, który trzeba przyznać, bardzo sprawnie czaruje rzeczywistość. Panowie! Nie tędy droga!
Rozwiązanie jest w zasięgu ręki. W celu zmniejszenia deficytu obrotów bieżących, należy zwiększać konkurencyjność eksportu. Aby osiągnąć wzrost konkurencyjności eksportu należy wzmocnić krajowy potencjał produkcyjny. A wzmocnienie krajowego potencjału produkcyjnego osiągnie się poprzez pielęgnowanie i wzmacnianie krajowego przemysłu.
Od czasu przemian ustrojowych w Polsce obserwuję natomiast zjawisko wręcz odwrotne: krajowe przedsiębiorstwa są z góry uważane za gorsze, a lekiem na całe zło jest przemysł zagraniczny. I to jest obowiązujący od lat, główny nurt polityki gospodarczej Polski. Owszem, poprzez wzrost inwestycji zagranicznych, przy pomocy zagranicznego kapitału, można osiągnąć poprawę krajowego zasilania. Aby przyciągnąć takich inwestorów rząd w sposób konsekwentny forsuje zmiany prawa krajowego eliminujące cła, liberalizujące przepływy kapitału, wprowadza deregulację i na fali euro-hura-optymizmu, całkowicie otwiera rynek krajowy. Owszem, ruchy te przyciągnęły jakieś inwestycje zagraniczne. Niestety prawdą jest także, że w wyniku tych krótkowzrocznych decyzji, Polska stała się łatwym celem dla globalizmu. Globalni akcjonariusze wymagają od zarządu firm zysku, a ten kierując się rachunkiem ekonomicznym przenosi produkcję tam gdzie jest taniej. Cieszymy się, że fabrykę z Włoch przeniesiono do Polski. Bo koszty pracy w Polsce są niższe. A za chwilę powędruje ona na Ukrainę, potem do Bangladeszu, czy gdzieś do Afryki. Czy Polska jest w stanie rywalizować z Bangladeszem na polu kosztów pracy? Do czego więc prowadzi polityka uzależnienia przemysłu krajowego od inwestycji zagranicznych?

Podstawą gospodarki państwa powinien być rozwój przemysłu krajowego. Co więcej, zasadniczo popyt wewnętrzny powinien być zaspokajany właśnie poprzez zdolności zasilania tego kraju. To jest gospodarka narodowa! Rząd ma do dyspozycji wiele narzędzi, które może wykorzystać w celu wzmocnienia, rozwinięcia przemysłu krajowego. Czasem przydatne może być prawo do ustanawiania taryf (cła). Czasem, na pewne produkty, korzystne jest wprowadzanie limitów i ograniczeń przywozowych. Ponadto niektóre przepisy prawne powinny regulować przepływy kapitałowe (inwestycje bezpośrednie, inwestycje portfelowe = akcje). Wystarczy podpatrzeć jak radzą sobie bogate kraje Europy, choćby najbliżsi, zachodni sąsiedzi Polski…
Do zadań rządu należy również przygotowanie i rozwój infrastruktury krajowej (drogi, porty, mosty, kolej) oraz dbałość o bezpieczeństwo i dobrobyt społeczeństwa (edukacja, energetyka, ochrona zdrowia, bezpieczeństwo publiczne, obronność). A także dbałość o bezpieczeństwa prawne ludzi, tak aby każdy czuł się komfortowo rozliczając podatki, prowadząc firmę, itd. To wcale nie oznacza, że rząd powinien w jakiś szczególny sposób dofinansowywać te branże, ani tworzyć specjalne, państwowe firmy. Rząd powinien przygotować miejsce dla działalności prywatnych firm krajowych (infrastruktura) i jasno, jednoznacznie określić reguły ich konkurencji (regulacje).
Kolejnym narzędziem, jakie powinno służyć rozwojowi krajowej zdolności zasilania są tak powszechnie krytykowane inwestycje publiczne. Muszę przyznać, że ta krytyka nie jest bezzasadna. Dlaczego w Polsce inwestycje publiczne są bezużyteczne, a wręcz szkodliwe? Ponieważ rząd zabierając od narodu pieniądze (podatki), wydaje je na rzecz firm zagranicznych. To zagraniczne firmy mają zysk z budowy polskich autostrad, zakupu nowych pociągów, itd. itd. Podobno polskie firmy już nawet nie przystępują do dużych przetargów budowlanych… Ograniczenia tych wydatków nie są idealnym posunięciem. Bo przecież, czy dobrym posunięciem jest rezygnacja z budowy drogi, albo czy mamy tak długo jeździć starymi pociągami, aż te się rozsypią na torach? Rezygnacja z inwestycji publicznych przyniosłaby pogorszenie warunków życia Polaków. Dlatego cięcie wydatków rządowych jest działaniem krótkowzrocznym. Właściwą strategią jest umiejętne użycie tych wydatków, tak, aby zaowocowały poprawą potencjalnej zdolności zasilania kraju i wzrostem dochodu narodowego.

W obecnej, trudnej sytuacji gospodarczej Polski, rząd dążąc do zmniejszenia deficytu na rachunku bieżącym, powinien przede wszystkim skoncentrować się na działaniach zmierzających do poprawy krajowego potencjału produkcyjnego. A to bynajmniej nie jest polityka oszczędności. Strategia ta jest dokładnym przeciwieństwem zachowania gospodarstw domowych w kryzysie. Gdy w rodzinie zmniejsza się dochód, to należy zmniejszyć wydatki. Jeżeli w tej samej rodzinie wzrośnie dochód, to dodatkowe pieniądze można bezpiecznie przeznaczyć na konsumpcję. W makroekonomii jest na odwrót: gdy w państwie maleją wpływy budżetowe, to rząd powinien zadbać o wzrost dochodu narodowego. A nie podwyższać podatki, czy oszczędzać na wydatkach społecznych. Polityka oszczędnościowa rządu powinna natomiast zostać wdrożona w sytuacji wzrostów gospodarczych, czyli w momencie, gdy dochód narodowy rośnie. Ot i cała tajemnica.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Śro 21:01, 20 Lis 2013    Temat postu:

Gdy dziura Szczurka zastąpi dziurę Bauca

[link widoczny dla zalogowanych]

Był już czas kiedy Polskie finanse były najlepsze na świecie. Nie chodzi tu o odległe czasy Królów naszych z dynastii Jagiellonów, ale o te nieodległe czasy koalicji śp Akcji Wyborczej Solidarności z nie mniej śp Unią Wolności. Ministrem Finansów od roku 1997 do roku 2000, do czasu wyjścia z koalicji UW, był Leszek Balcerowicz. Gdy on odszedł w jego miejsce Ministrem Finansów został też raczej niezupełnie szerszej publicite politycznej znany, ale młody i pełen nadziei Jarosław Bauc, który w ciągu kilku miesięcy swojego urzędowania odkrył spory deficyt budżetowy. Deficyt ten na cześć odkrywcy nasz szacowny stan dziennikarski nazwał Dziurą Bauca, nie dochodząc już później kto był jego twórcą.



Historia jak wiemy lubi się powtarzać. Więc wsłuchajmy się w taki wzorowany na pół legendarny komunikat, który być może usłyszymy w niedalekiej przyszłości. Oto gdy w państwie Plemion Polskich na początku XXI wieku władzę sprawował Donald Tusk odwołał on w pewnym momencie najlepszego z możliwych Ministrów Finansów, człowieka dwojga imion i obywatelstw Jana Wincentego Rostowskiego. Odwołał, bo ten najlepszy z możliwych, mający najlepszą wizję polityki finansowej, z przejęciem traktujący swoją służbę publiczną polityk poczuł się zmęczony i zapragnął nagle wrócić do domu czy tam homelandu (na szczęście, że nie vaterlandu). I w jego miejsce powołał nie mniej znakomitszego, młodego ale już wybitnego i najlepszego Mateusza Szczurka. A ten niegodziwiec odkrył, że stan naszych finansów jest katastrofalny.



Oczywiście winnym tego katastrofalnego stanu będzie Mateusz Szczurek, a Jan Wincent będzie z Londynu pouczał nas, jak to w ogóle nie znamy się na finansach, jak to on gdy był Ministrem prowadził nasze sprawy w najlepszym kierunku i on tak właściwie wcale a wcale nie rozumie dlaczego nie mógł swojego dzieła dokończyć do końca.



A może on faktycznie swoje dzieło już dokończył?



Z podziwem oglądajmy jak młody i niedoświadczony Mateusz Szczurek skacze na głowę do pustego basenu, bo może skutki jego skoku otrzeźwią kolejną porcję, tych co to tak od 2007 roku wołają o to żeby ten Kaczyński przestał mąćić. Chociaż dopuścić należy myśl, że Szczurek skoczy, uderzy, ale wstanie i wyprostuje się i powie: wszystko gra, jedziemy dalej. No to jedźmy.

Think Think Think


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 22:08, 13 Lut 2014    Temat postu:

Polska dla bogatych

[link widoczny dla zalogowanych]


W Polsce w której rośnie bezrobocie, emigracja, liczba niedożywionych dzieci, spada dzietność-odbiera się dzieci rodzicom tylko z powodu....biedy.

Co piąte dziecko w Polsce jest odbierane wyłącznie z powodów socjalnych tzn. biedy w rodzinie. I są to oficjalne dane rządowe. To skandal, bo wielu rodziców nie jest winnych takiej sytuacji, a państwo zamiast im pomóc jeszcze ich prześladuje - mówi Judyta Kruk z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, Koordynator Telefonu Wsparcia dla rodzin zagrożonych odebraniem dzieci.[...] W naszej ocenie ma to między innymi związek z ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której nowelizacja przyjęta cztery lata temu, pozwoliła na odbieranie dzieci z domu przez urzędników, nim zadecyduje o tym sąd. wp.pl 12-II-2014

Co dziesiąte dziecko 
w Polsce je ciepły posiłek tylko w szkole. – Skala zjawiska szokuje – mówi ekspert. Najbardziej niedożywione są dzieci między 6. a 12. rokiem życia. To może oznaczać, że w całym kraju głoduje aż 800 tys. dzieci – wynika z raportu „Głód i niedożywienie dzieci w Polsce” opracowanego przez Dom Badawczy Maison. Badanie zleciła Polska Fundacja Pomocy Dzieciom „Maciuś”.rp.pl 25-II-2013

W Polsce bezrobocie wzrosło w styczniu do 14 proc. wyborcza.biz 7-II-2014

"Wynikająca z permanentnej emigracji depopulacja, w połączeniu z niskimi wskaźnikami urodzeń oraz starzeniem się społeczeństwa, powodują znaczące zaburzenia w rozwoju społeczno-gospodarczym i rzutują na przyszły rozwój tych regionów" - napisano w raporcie Komitetu Badań nad Migracjami PAN. pap 17-IX-2013

Dziś jak ponury żart muszą brzmieć słowa Donalda- Dla nas rzeczą kluczową w tym roku 2013, który ogłosiliśmy rokiem rodziny, jest to, aby ten rok zamienić w dekadę rodziny. Dekada rodziny - bo trzeba patrzeć z odważniejszą i głębszą perspektywą - dodał.

Patrząc na dotychczasowe efekty rządowych planów i ich efekt- odwrotny od zamierzonego-musimy zacząć drżeć o przyszłość naszego państwa. Obecne działanie władz względem rodzin można nazwać tylko jednym słowem-SABOTAŻ. W tym samym czasie "elity" zajmują się tak "ważkim" dla kraju problemem jak związki partnerskie.

Donaldzie, czas skończyć z propagandą sukcesu. Czas powstrzymać sabotujące przyszłość Polski działania własne i własnego rządu. Przecież te działania rządu całkowicie odpychają ludzi od chęci posiadania dzieci. Trzeba zapytać dekadę jakiej rodziny nam chce Donald zaserwować? Na dziś wygląda że rząd chce nam zafundować dekadę homo związku partnerskiego, bezdzietnego. Pytanie- gdzie to Polskę zaprowadzi?

Musimy liczyć na obudzenie się ludzi podczas wyborów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez w51 dnia Czw 22:09, 13 Lut 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 9:02, 21 Cze 2014    Temat postu:

Państwo teoretyczne

[link widoczny dla zalogowanych]


W zeszłym roku grupa trzymająca władzę wysłała Sienkiewicza do Belki. Teraz ludzie Tuska starają się sprowadzić krytykę na manowce. Kierują dyskusję w maliny kwestii legalności podsłuchów, samych „taśm”, a nie tego co na nich jest. Wikłają uwagę w problem jakości działania służb.


Wg występującego dziś na konferencji prasowej wiceministra Królikowskiego, „doszło do kilku błędów i uchybień” w sprawie wyrywania laptopa. Wina przerzucana jest między prokuraturą a służbami, natomiast cały świat obarcza nią polskie państwo. Zaś wg ministra Biernackiego „spiskiem przeciw państwu” jest nagrywanie spiskujących przeciw państwu szefa MSW i NBP. „Zapytajcie k.. jego mać Biernaciego i Królikowskiego czy, wg ich opinii Belka i Sienkiewicz złamali konstytucję” zdenerwował się w końcu @10murzynkow na Twitterze.

Jakoś nie wszyscy rozumieją sens tego, co było zarejestrowane na nagraniu rozmowy Belki i Sienkiewicza. Panowie mówili trochę naokoło, ale rozumieli się jak dwaj złodzieje.

MSW odpowiada za bezpieczeństwo i porządek publiczny. Minister od Policji i służb, nie jest kompetentny w sprawach pieniądza, to w rozmowie widać. Powinien być kompetentny w sprawie przeprowadzenia dyskretnej rozmowy w imieniu swojego szefa. Oczywiste jest, że Tusk wysłał tam swojego najpewniejszego człowieka. Ma się on u niego zameldować „jutro o 11.15”

Pierwsza propozycja Sienkiewicza/Tuska, to wydrukowanie 10 mld złotówek „25 dużych baniek da się wyskrobać ale 35 … nie”. Pustych, praktycznie sfałszowanych, bo nie mających pokrycia. To okradzenie wszystkich Polaków na 10 mld złotych, ponad 250 zł od łebka. Podmienienie w portfelu każdego dwóch setek i jednej 50tki, na fałszywe. Belka pokazuje zagrożenie bankructwem kraju w wypadku takich zagrań, przytacza przykład Grecji, Irlandii. Targuje się. Sienkiewicz straszy wygraną PiSu.

Belka daje warunki - „mieć partnera, który nazywa się prezes Rady Ministrów, a nie minister finansów”. Ponieważ w praktyce się to zrealizowało, więc jest to dowód odpowiedzialności Tuska. Rostowskiemu „podziękował” Tusk, prawo zmieniono zgodnie z ustaleniami rozmowy. Dymisja Sienkiewicza, jeśli nastąpi, będzie jedynie dymisją posłańca, nie osoby decydującej w tej sprawie.

Potem Belka zaczyna mówić o BGŻ - to jest kolejny element ceny za współpracę. No bo niby dlaczego ni z gruszki, ni z pietruszki miałby mówić o kupnie przez państwo jakimś banku. Oczywiście amatorzy robią skoki na banki, a zawodowcy banki przejmują. Zyski z tego, to setki stanowisk, miliony dla swoich ludzi w pensjach, pożyczki dla zaprzyjaźnionych.
W domyśle jest, że prezesem miałby być ktoś od Belki. Żeby nie było jakichś wątpliwości, co do intencji, jest tekst o tym, że to nie jest dla niego „problem typu pisowskiego, wiesz suwerenność, srelność”


Belka mówi, że informował Tuska o Amber Gold – że to jest „piramida finansowa”. Ten potem pozwolił kupie ludzi nadal wpłacać tam ciężkie miliony, bo odpalenie afery PRowo by nie pasowało przed Euro2012 . Powinien więc je im osobiście oddać z prywatnych pieniędzy. Są na to też odpowiednie paragrafy.

Wojsko „mamy jakąś kupę pieniędzy do wydania”. Pokazuje to świetnie ich stosunek do obronności kraju. Jak to w praktyce wygląda potem, to na Ukrainie widać. Znaczy się - prowizje? To „mamy” a nie – macie - wypowiedziane przez Belkę, i zaraz potem przejście na „ty”.

„Kultura współpracy instytucji” w państwie istniejącym „tylko teoretycznie” została w tej rozmowie pięknie zaprezentowana. To kultura mafii. „Tłuste misie” poczują „pałę” państwa. Jak Kluska poczuł? Gdy państwo będzie „działało jako całość”.
A podstawa demokratycznej republiki - podział władz, to gdzie się podział?

Szef NBP chce „objechać” „objeżdżać” czyli omijać Radę Polityki Pieniężnej”, której podstawowym zadaniem jest dbanie o stabilność polskiego pieniądza, niską inflację. Ale PiS u bram, więc zaryzykujemy hiperinflacją, powtórką z Grecji. Celem NBP jest „utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu”. Powinien być niezależny wobec organów państwowych i apolityczny - wg wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2000 roku. Belka te wszystkie reguły łamie.

Troszczy się Sienkiewicz o „inwestorów”, którzy mogą uciec. Nie jesteśmy pokrzywdzeni, „ci inwestorzy zachowywali się bardzo przyzwoicie.” „My”- nie chodzi tu o nas, społeczeństwo, bo te banki im sprzedano za parę procent rynkowej wartości, a zarabiają rocznie, u nas paręnaście miliardów.
Ostatnie wSieci przytacza wywiad Vogla – bankiera, który był „odpowiedzialny za rachunki”, TE rachunki w szwajcarskim banku Curtis.
„Jak one były rozłożone pomiędzy prawicę, lewicę i środek, to można by długo dyskutować. Żadna z tych osób nie dorobiłaby się bez zaplecza zarówno politycznego, jak i niestety tzw służb”. Warte razem były te konta skromnie licząc „500 mln dolarów”.
kliknij aby usunąć akapit
Ten mafijny obraz Polski, który nagle wyjrzał spod medialnej dekoracji, uzupełniają inne odkrywki jej politycznego dna. Taśmy senatora Ludwiczaka z Wałbrzycha - haracze na partię. Ten sam język i mentalność.
Mówi Rywin do Michnika „w ustawie będzie to, co będziecie chcieli”. Mówi Belka do Sienkiewicza „jak ja bym miał sygnał od premiera, że mogę wstawić to co trzeba (do ustawy), to wstawimy”. Pocieszające jest jedynie to, że decydującym argumentem teraz jest PiS u bram, a nie „pizzo” jak to określa włoska mafia - 5% od transakcji kupna Polsatu.
Każdy z nich wie, że gdy skończy się republika kolesi. Przyjdzie „suwerenność srelność”, to po nich.

PS.
[b] „Gudzowaty: Mieliście w dupie Polskę....
Oleksy – Moja sitwa i owszem, miała w dupie” odpowiada były premier. Obecna też, jak widać, ma.
[/b]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 21:17, 03 Lip 2014    Temat postu:

Rząd odcina się od władzy

[link widoczny dla zalogowanych]


Nam się wydaje, że ten podział jest oczywisty: kiedy mówimy MY, to mamy na myśli nas, czyli stronę społeczną, nie będącą u władzy, a kiedy ludzie władzy, czyli ONI mówią MY, to mają na myśli siebie, czyli władzę. Nic bardziej mylnego. Partia rządząca posunęła się już tak daleko w pozbywaniu się odpowiedzialności za państwo, że ministrowie na równi z nami pomstują i narzekają na władzę, którą sprawują. Paradoksalna sytuacja, lecz jak najbardziej prawdziwa. To jedna z mało uświadomionych konkluzji, wprost wynikających z podsłuchanych rozmów członków rządu Platformy Obywatelskiej.

Nastąpił więc specyficzny rozdział władzy państwowej od państwa i to jest tak bardzo doniosłe, że blednie przy tym nawet polityka miłości i zaufania, która przecież wydawała się być królową politologii na długi czas. Tymczasem przemija postać platformerskiego świata i to, co wydawało się nam jeszcze wczoraj nowym porządkiem przyszłości, dzisiaj jest tylko nikłym odbiciem przeszłości.

Urzędujący minister spraw zagranicznych twierdzi, że polityka zagraniczna jego rządu to jest „kompletny bullshit”. Dwaj ministrowie rozmawiają o strategicznej inwestycji państwa, porcie gazowym w Świnoujściu – jeden w miażdżący sposób krytykuje działanie państwowej spółki; drugi przyznaje, że „to jest w ogóle jakiś absurd”. Tymczasem obaj są za ten absurd formalnie odpowiedzialni, bo to ich rząd zgotował ów stan rzeczy. Minister spraw wewnętrznych, któremu podlega służba specjalna Biuro Ochrony Rządu, skarży się na jej słabość. Paweł Graś, zausznik premiera i faktyczny szef partii rządzącej, narzeka, że państwo, na które on ma wpływ jak mało kto w tym kraju, nie zostawiło sobie żadnych środków oddziaływania na prokuraturę. A przecież nikt inny jak oni ten wariant przeforsowali i tylko oni są w stanie go zmienić. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać zdroworozsądkowemu obserwatorowi.

Takich przykładów w tych rozmowach jest mnóstwo – rządzący państwem gremialnie narzekają na to państwo, zachowując się jak zwyczajni, rządzeni przez nich samych obywatele. Proszę bowiem zauważyć, że oni nie tłumaczą się ani nie usprawiedliwiają ze swojej polityki. Graś nie mówi: źle zrobiliśmy puszczając prokuraturę samopas, teraz musimy to naprawić. Nic podobnego, Graś narzeka na władzę, na niezidentyfikowany domyślny podmiot, jakichś innych ONYCH. ONI wzięli i uniezależnili prokuraturę i teraz MY nie mamy środków oddziaływania – mówi w gruncie rzeczy Graś. Absurd, szambo, bullshit, ch..., d... i kamieni kupa - w ten sposób oceniają instytucje państwa ministrowie, którzy nad tymi instytucjami mają władzę.

Rząd zatem nie czuje się odpowiedzialny za politykę rządu, ministrowie ją krytykują, odcinają się od niej, potępiają, uznają za absurdalną. To jest dokładnie ten sam rodzaj dezynwoltury, jaką odczuwa społeczeństwo wobec rządzących, ten sam podział na NAS i na ONYCH. Jakie może być wytłumaczenie tego przedziwnego zachowania? Kto nami rządzi? Czy władzę trzyma w Polsce grupa schizofreników, którzy przy oficjalnych okazjach zachowują się jak rząd, a prywatnie jak Polacy szaracy tradycyjnie złorzeczący władzy?

Pierwsze rozwiązanie, jakie się narzuca, to domysł, że musi istnieć jeszcze jeden poziom władzy, o którym nie wiemy oficjalnie – ktoś rządzi ponad głowami rządu. To bardzo ponętna hipoteza spiskowa i tym bardziej prawdopodobna, że nikt o zdrowych zmysłach nie może jednocześnie u władzy być i tę władzę uznawać za nic nie warty absurd, czyli absurdalny bullshit. Ale tak się przecież dzieje i mamy na to twarde dowody z podsłuchanych rozmów ludzi władzy. Jest więc potwierdzenie tezy, że ten rząd ma ukrytych sponsorów, którzy narzucają mu taką, a nie inną politykę, z którą figuranci się nie zgadzają. Wtedy narzekania ministrów na władzę mają sens i są zrozumiałe.

Drugi powód paradoksalnej sytuacji może być zawiniony przez samego premiera Donalda Tuska, którego geniusz dotknął tak mocno, że czuje się on w obowiązku rządzić wszystkim i o wszystkim wiedzieć. I w związku z tym do tego stopnia „pozbadł” (tak się mówiło na wsi za mojej młodości), czyli zdominował swoich ministrów, że oni nie zrobią dosłownie nic bez jego osobistej akceptacji lub przynajmniej niezbitej pewności, iż tę akceptację posiadają. W takim wypadku nie da się rządzić, bo nawet mocno rąbnięty geniuszem osobnik nie jest w stanie ogarnąć wszystkich szczegółów, a diabeł władzy właśnie w szczegółach ponoć tkwi. Również w tym przypadku dezynwoltura ministrów wobec władzy jest zrozumiała – dla nich podmiotem domyślnym i sprawującym faktyczną władzę, czyli ONYMI, jest sam Tusk.

Może być wreszcie tak, że ekipa Tuska i cała Platforma Obywatelska pogubiła się kompletnie w gąszczu władzy, zabłądziła w meandrach rządzenia i w tej chwili są pijani pijarem, jak dziecko we mgle. Oni zatracili się w propagandzie, tak się skoncentrowali na utrzymaniu stołków, wygrywaniu wyborów i niszczeniu opozycji, że stracili kontakt z rzeczywistością każdej władzy, czyli zwyczajnym ludzkim postrzeganiem problemów. Przestali rozwiązywać problemy, skupiając się na ich przykrywaniu, tymczasem przykryte kłopoty nie znikają, lecz rosną. W końcu kołdra okazuje się za krótka, przykrycia spadają i ukazuje się cały las birnamski problemów, który nieubłaganie zbliża się ku rządowi.

I może być tak, że ci ministrowie po prostu odchodzą od zmysłów z przerażenia skalą swojego zaniechania. Doznają rozszczepienia jaźni – kiedy jest źle, to nie przyjmują swojej odpowiedzialności do wiadomości i krytykują władzę, czyli siebie w gruncie rzeczy. A gdy czasem słoneczko im zza chmur na chwilę wyjrzy, to przyznają się do pełnienia władzy. Przecież - na miłość boską! - chyba nie są tacy durni, jak to wynika z tych stenogramów?!

PS. Zapraszam na kolejny odcinek Alfabetu Szczerego Przywódcy na portalach wPolityce i wSumie. Tym razem hasła na literę "P" (część I), a wśród nich Palikot, Podsłuchowa Afera - bardzo na czasie i na miejscu, a także co do osoby naszego szczerego przywódcy: [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 12:46, 09 Sie 2014    Temat postu:

Dlaczego Polska nie będzie w najbliższym czasie potęgą lokalną?

[link widoczny dla zalogowanych]

W pierwszej kolejności – nie mamy takich aspiracji. My – społeczeństwo. Władza jest emanacją nas samych – cokolwiek na ten temat nie myślimy: politycy to nie jest import z Marsa.

W aferach polityków nie jest szczególnie ważne to, że one się zdarzają. Z natury władzy wynika, że korupcja i prywata istniały i będą istnieć. Ważniejsze: reakcja społeczna. W Polsce Rubikon moralności został tyle razy przekroczony bezkarnie, że patologię traktujemy jak normę a przynajmniej wykazujemy się ogromną tolerancją (vide: budowa kosztownych autostrad – koszt nie przeszkadza. Jest wpisany w tradycję przywłaszczania środków publicznych jako niczyich).

Po drugie istnieje kilka istotnych warunków:

- sfera techniki (tworzenie rzeczy nowych, przejmowanie i rozwijanie cudzych pomysłów). To zostało zdegradowane po 1989 roku. Nie istniejemy w świecie technologii. Nie mamy nic czym możemy podbijać świat. Montujemy. Nie możemy konkurować wciąż tanią siłą roboczą. Bo jest jeszcze tańsza. Bo zostały obudzone aspiracje, które trzeba zaspokoić. To wymaga większych pieniędzy lub pogodzenia się z dalszą emigracją. Wreszcie rzecz nie banalna – nasza siła robocza nie jest najtańsza, ale była względnie wykwalifikowana (sieć szkół zawodowych i techników). Obecnie: mniej konkretnych kwalifikacji – więcej ludzi z dyplomem bez znaczenia.

- sztafeta pokoleń. Wiedza i umiejętności są przekazywane młodemu pokoleniu. Młode pokolenie ma pole do wykorzystania tej wiedzy. Nie wymyślamy własnych pojazdów. Samolotów. Śmigłowców. Telefonów komórkowych. O ile następuje przekazanie tej wiedzy przez sieć politechnik i uniwersytetów o tyle nie zostanie ona wykorzystana lokalnie. Najlepsi pójdą do innych.

- najpierw kompetencje. Wybór ludzi do zawodów o ogromnym prestiżu społecznym (np.: sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, kadra dydaktyczna) dyktowany jest ich kompetencjami, wiedzą, osiągnięciami: awans lub degradacja zależy od jakości wykonywania obowiązków nie od powiązań towarzyskich. Jeżeli ktoś myśli jak to zapewnić w drodze ustaw to nic nie rozumie. O tym decyduje kultura, obyczaj – zdolność do odrzucenia najgorszych i najsłabszych ze względu na zasady wyznawane przez ogół.

- państwo tworzy szanse dla rozwoju przedsiębiorczości. Nie tworzy. Wielkość emigracji – to jedno. Tworzenie przedsiębiorstw na nasyconym rynku takim jak brytyjski – to drugie. Ci sami ludzie – tu i tam. Dwa różne światy.

- kultura współpracy. Indywidualizm to ważna rzecz. Jeden z motorów rozwoju cywilizacji. To prawda. Ale oprócz tego potrzebna jest kooperacja. Przekonanie, że sukces grupowy (narodu lub lokalnej społeczności) jest ważniejszy niż sukces indywidualny

- unikanie kombinatorstwa i gromadzenie oszczędności. Przedsiębiorcy nie marnują energii i swoich środków na to by oszukać fiskusa. Pracownicy zarabiają tyle by móc oszczędzać.

To oczywiście takie ogólne warunki. Ale chyba kluczowe. Wynikają z kultury oraz ze strategii państwa (długofalowej) - inna sprawa, że trudno w działaniach rządu zauważyć jakiekolwiek ślady myślenia strategicznego. To rządy wybitnie reaktywne. Nie przejawiające potrzeby kreowania. Nie zainteresowane rywalizacją z kimkolwiek. Skierowane na wewnątrz (interesuje ich lokalna konkurencja polityczna a nie państwo i społeczeństwo jako całość).

Rząd, jaki posiadamy nie spełnia - z mojego punktu widzenia – zbyt wielu warunków, aby mógł nas prowadzić do potęgi lub choćby jej namiastki:

- nie jest odpowiedzialny (co innego mówi a co innego robi – to budzi nieufność)

- nie jest uczciwy (w zasadzie to rząd, który prędzej porzuci zasady aniżeli swoich kumpli)

- nie jest umiarkowany (jest egzaltowany – a to idzie po kiboli a to zajmuje się chemiczną kastracją – wszystko jest doraźne – motywowane potrzebą chwili a nie chęcią zrozumienia, przemyślenia i podjęcia działania)

- jest zachłanny – konfiskata OFE, podwyżka podatku VAT, wydłużenie wieku emerytalnego. A przy tym niegospodarny.

- dzieli naród (narody nadal istnieją i mają się dobrze wbrew temu co się mówi nad Wisłą) – oczywiście podziały w społeczeństwie istnieją i to jest norma. Nie o to jednak chodzi – normalny rząd musi rozumieć, że jest czymś więcej niż emanacją partii. Rząd nie może zajmować się w trosce o utrzymanie władzy podsycaniem konfliktów w społeczeństwie. Odwrotnie. Rząd to wyższy level niż władza partii.

- równomierność – z punktu widzenia rządu rozwój każdej części kraju jest tak samo ważny (efekt synergii). Niema obywateli klasy A i B.

Są oczywiście jeszcze inne kwestie, które nie pozwalają nam myśleć o byciu lokalną potęgą i nie myślę tu o Niemcach i Rosji (dziwne?):

- marnotrawstwo kapitału: uzyskano duże (aczkolwiek niższe niż rzeczywista wartość przedsiębiorstw) przychody z tytułu prywatyzacji. Zostały skonsumowane a nie zainwestowane. Obiad był drogi i smaczny. Ok. Następny będzie tańszy, ale w efekcie droższy.

- środki unijne: ze środków unijnych poprawiliśmy sobie samopoczucie (to miłe), gdyż skróciliśmy dystans cywilizacyjny. Ale takie inwestycje uprzyjemniające (kostka brukowa, aquapark, miejsca wypoczynku) są kosztami w przyszłości a nie zyskami

- my sami. Brak aspiracji to jedno. Brak poczucia wspólnej tożsamości to drugie. Brak lojalności (wobec państwa – wiadomo – ono też gra nie fair; wobec własnych współobywateli). Brak świadomości historycznej. Brak umiejętności wspólnego działania.

Dlatego nie będziemy lokalną potęgą. Bo bycie lokalną potęgą to kwestia nie tylko polityki a może nawet polityka jest tu na samym końcu i pełni rolę służebną. To po prostu kwestia bycia atrakcyjnym – a ponieważ głosuje się nogami to z faktu, że więcej odchodzi niż przychodzi można wyprowadzić taki oto wniosek.

A Rosja? A Niemcy? Świat należy zawsze do odważnych i nie ma czasu na nieśmiałych lub niepewnych. Nikt nie ustąpi nam miejsca tylko dlatego, że byliśmy pod zaborami lub okupacją.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pon 11:56, 25 Maj 2015    Temat postu:

Mój Prezydent. Dalej z pokorą

[link widoczny dla zalogowanych]

Czesław Miłosz

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoja cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny.
Poeta pamięta.
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy. (motto dla rządzących)




Stało się. Marzenie Polaków nieakceptujących tego, co o sobą reprezentował Bronisław Komorowski i jego doradcy spełniło się wczoraj. Swoje zwycięstwo Andrzej Duda zawdzięcza kilku czynnikom. Jest inteligentny, ma niesłychanie dobry kontakt z ludźmi. Słucha ludzi i wyciąga wnioski z tego, co słyszy. Przez cała kampanię opierał się na hasłach wspólnoty narodowej. Był merytoryczny. Niesłychanie pomogły mu nowoczesne media, w tym Internet. Niwelując ewidentne preferowanie przez media głównego nurtu (na czele z GW, TVP i częściowo TVN) Bronisława Komorowskiego. Śmietanką na tym torcie była jego rodzina. Wizerunkowo równie ciepła jak on sam.

Równocześnie sztab Komorowskiego (także on sam w każdym swoim wystąpieniu) opierał cały przekaz do narodu na nienawiści do PiS. W ten sposób sami zniszczyli własne hasła wyborcze. Jak można mówić o zgodzie równocześnie w każdym zdaniu opluwając przeciwnika?

To kolejny czynnik przechylający szalę zwycięstwa na rzecz Andrzeja Dudy: niespójna i agresywna kampania ustępującego Komorowskiego. Jej współtwórcą był Misiek Kamiński. Który nie zrozumiał przyczyn klęski Komorowskiego. O czym świadczy jego wczorajsza rozmowa z Jackiem Kurskim u red. Pochanke. Nie zrozumiał też Komorowski zapowiadając zwycięstwo swojej formacji ( okazało się wczoraj, że jednak utożsamia się z PO, której symbolu tak się wstydził podczas debaty!) i dalej atakując prezydenta elekta słowami o fali nienawiści podobno obudzonego przez konkurenta w kampanii wyborczej.

Nie można nie wspomnieć o znaczącej różnicy w percepcji znaczenia polskiej Konstytucji i zdolności do samodzielnej interpretacji ważnych aspektów życia Polaków. Tu Andrzej Duda był świetny. Komorowskiemu i jego formacji wydawało się, ze stary rutyniarz bez wysiłku powali „młokosa” swoim doświadczeniem i obyciem politycznym. Cóż, ignorowali wyraźnie narastające niezadowolenie społecznie. Nie zauważyli już po pierwszej turze, że idzie Nowe.

Nawet nienawykli do analiz politycznych Polacy czują intuicyjnie, że Polska „świętych krów”, afer i dojenia szarego obywatela prowadzi do niekorzystnych zjawisk. Mających wpływ na postępujący brak nadziei wielu obywateli. Brak owocujący planami wyjazdu z Polski. A Komorowski te niekorzystne zjawiska ignorował i przez swoją bierność je akceptował.

Wygrana Andrzeja Dudy oznacza też wygraną kultury politycznej nad agresją. Kampania Dudy była spokojna, dopiero po bezprzykładnym manewrze marketingowym z jego córką nabrała nieco rumieńców.
Dziwne wydarzenia w Toruniu w ostatnich dniach mogą sugerować, że zostały specjalnie zaaranżowane na użytek kampanii Komorowskiego. Dzięki Internetowi bardzo szybko rozgryziono kulisy wydarzeń. Zamierzony straszak w postaci dowodu na rzekomą agresję przeciwnika i jego zwolenników zamienił się w farsę. Z facetem –zamachowcem, który miał chcieć podobno zabić prezydenta… ulotkami ze zdjęciami aborcjonowanych płodów… Udział w budowaniu poczucia zagrożenia ze strony mohairów mieli mainstreamowi dziennikarze stacji informacyjnych TV.

Andrzej Duda uosabia nadzieję wielu Polaków na dobrą zmianę. Stylu rządzenia i reprezentacji Polski zarówno w kraju jak i za granicami kraju. I to jest ogromny ciężar towarzyszący wyborowi Andrzeja Dudy.
Nie będzie mu łatwo skruszyć pojedynczo beton „starego” mający większość w Sejmie Senacie.
Bardzo wiele zależeć będzie od skonstruowania takiej grupy doradców w Pałacu Prezydenckim, która będzie gwarantować swoją eksperckością realizację racji stanu Państwa zarysowana nie tylko na „tu i teraz” jak to miało miejsce w przypadku Komorowskiego przy współudziale i wyraźnym sprawstwem rządzącej ekipy.
Oczekuję powołania grup eksperckich do realizacji założeń prezydenta- elekta ujawnionych podczas kampanii.
Nie mam wątpliwości, że strona rządząca opierająca wszelki wyjaśnienia o rzekomych przyczynach niedostatków Polaków na obarczaniu winą PiS (po 8 latach rządzenia) &middot;już kilka dni po objęciu władzy przez Andrzej Dudę zacznie go rozliczać za dokonania Komorowskiego. W tym mają niebywałe doświadczenie.
Kolejny ciężar jaki przyjął na siebie Andrzej Duda to zapowiedziana wola prób pojednania narodowego. Wiem, że to jest szczera wola prezydenta- elekta. Podobnie jak wola słuchania woli narodu. Woli pojednania nie można zniszczyć ignorując przeciwnika politycznego, a podziały w polskim społeczeństwie są bardzo silne. Często linia podziału przebiega w polskich rodzinach! Znalezienie remedium na to zjawisko to zadanie trudne, ale wykonalne przy ogromnej empatii Andrzeja Dudy.
trzeba rozmawiać z każdym. To motto przyświeca mi na prowadzonym w salon24 bogu od wielu już lat. Szufladkowanie wiedzie do nienawiści i rozdźwięku. Wsłuchanie się w treść głoszonej tezy może dać szansę na odnalezienie tego, co nas łączy.
Pora na wnioski dla formacji, której reprezentant wygrał wybory. Kampania prezydencka i wyniki wyborów w I turze dowiodły jednego: Polacy są głęboko niezadowoleni ze sposobu rządzenia przez grupy polityczne zasiedziałe w Sejmie. To sygnał na dopuszczenie młodych z wizją. Wyciągnięcie z szeregów partii tych, którzy chcą zmiany Polski na lepsze dla Polaków. Nie brak takich postaci w szeregach PiS a także w licznych grupach wspierających w ruchach obywatelskich. Ostatnie wybory samorządowe dowiodły, że Jarosław Kaczyński wyciągnął wnioski z oczekiwań społecznych dopuszczając na listy wiele mądrych ludzi z Ruchu Społecznego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ten trend trzeba wzmocnić w przyszłości.
W jesiennych wyborach to Paweł Kukiz będzie wiódł zbuntowanych młodych do Sejmu i Senatu. On nie jest powtórką z Leppera – Kukiz to inny poziom percepcji i stoi na czele naturalnego dla młodych buntu.
Andrzej Duda dowiódł swoim zwycięstwem potrzebę Polaków do poczucia własnego wpływu na kształt ich Ojczyzny. O tym trzeba każdego dnia pamiętać. Nie tylko w Pałacu Prezydenckim

PiS będzie miał swój stały elektorat. Tak więc w planach naprawy Polski stworzonych przez pisowskich analityków gospodarczych i politycznych trzeba przygotować dobrą platformę programową do ewentualnej koalicji. Wyniki I i II tury wyborów dowodzą: Polacy maja dość afer i betonowaniu interesu rządzących na swoja Orzyc ponad korzyść zwykłych Obywateli. Mają dość horrendalnej rozrzutności, postępującej fiskalizajcji i czynienia przez to z obywateli żebraków w wielu dziedzinach życia. Karty Dużej Rodziny to kropla w morzu w porównaniu z zabranymi rodzicom pieniędzmi z powodu podwyższeniu VAT na artykuły dziecięce. Niski poziom kosztów uzyskania przychodów i niezmieniony od lat próg opodatkowania dochodów powoduje pauperyzacje najbiedniejszych grup społecznych. Czyniąc z nich klientów MOPS.
Prezydenta czeka ciężka praca. Polityków z ambicjami wejścia do Sejmu i Senatu również. Czy wszyscy zdołają spełnić pokładane w nich nadzieje? Nigdy się to nie uda bez elementu pokory w działaniach.
Pokora wobec oczekiwań innych to nie uległość. To immanentna potrzeba wspólnoty.
Panu Prezydentowi –elektowi Andrzejowi Dudzie składam serdecznie gratulacje z powodu wygranej walki o fortel prezydencki w Polsce. Przekonana o tym, ż e nie zasiądzie Pan w nim bezczynnie życzę dużo siły i determinacji w spełnieniu wszelkich zamierzeń. Polska, nasza i Pana Ojczyzna jest tego wysiłku warta.
P.S.Wierzący wyborcy wczoraj modlili się o Zejście Ducha Św. Agnostycy i niewierzący oczekiwali zmiany. Wszyscy doczekaliśmy się. I to nas łączy.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 21:40, 04 Lip 2015    Temat postu:

Podziękujcie Dudzie

[link widoczny dla zalogowanych]

Od wyborów prezydenckich upłynęło trochę czasu, widać że zwycięstwo Dudy zmieniło całkowicie świat polityki. Za to powinni podziękować Dudzie wszyscy wyborcy. Szczególnie mocno winni mu dziękować wyborcy...PO i PSL. Dlaczego oni?

Zwycięstwo Dudy poprawiło gospodarczą sytuację w Polsce. Nagle okazało się że można obniżyć podatki, skrócić wiek emerytalny. Wyborcy PO-PSL wreszcie przestali być okłamywani że nic się nie da. Gdyby nie sukces Dudy, do dziś polityków PO widywaliby w TV, a prawdy o sytuacji w Polsce dowiadywaliby się z "taśm prawdy".

Dzięki zwycięstwu Dudy, partie rządzące zaczęły słuchać wyborców-co tylko potwierdza tezę gdzie ich miały wcześniej. To zapewne bardzo miła świadomość dla ich elektoratów:). Jak powiedziała Kopacz-wyciągnęła wnioski z kampanii i..jeździ pociągiem. Bez sukcesu Dudy by tego nie robiła, to przyzna każdy.

Wyborcy Komorowskiego też powinni podziękować Dudzie. Dzięki niemu odchodzi z urzędu polityk który upolitycznił swój urząd najbardziej ze wszystkich prezydentów. Człowiek całkowicie oderwany od realnych potrzeb społeczeństwa. Pokazał to dobitnie jego komentarz do propozycji dodania trzech pytań w referendum. Jego bezczelna, chamska odpowiedź dobitnie pokazała jak rozumie on słowo pluralizm. Rozumie go tak samo jak ortografię-na swój specyficzny sposób-sprzeczny z zasadami.

Wszystkie badania pokazują że nowe pytania są dla ogromnej większości wyborców ważniejsze niż aktualne. Swoją wypowiedzią Komorowski obraził też część wyborców która go popierała...Przypomnę że Paweł Kukiz o lektorat którego tak BK zabiegał, poparł propozycje pytań PiS..

Ale Dudzie powinni też podziękować wyborczy lewicy. Lewica do ich problemów podchodziła od tzw. d.py strony- w pewnym momencie dosłownie.. Po zwycięstwie Dudy lewica zaczyna znów zajmować się prawdziwymi problemami a więc wolnością gospodarcza, poglądowa, ale też wolność od wykluczeń jak bieda i ubóstwo - mówił. Jak widać otrzeźwienie przyszło i tam, nawet lewica dostrzegła że dla Polaków problemem nie jest Kościół i krzyż. I teraz oni też chcą jeździć spotykać się z wyborcami i ich słuchać,

Wyborcy PiS oczywiście też muszą mu podziękować za to że nie patrząc na nic robił swoje, robił to co polityk powinien robić. Słuchał ludzi, odwiedzał ich, rozmawiał-niby to nic odkrywczego, a jednak dla polityków innych partii to szok. Szefową jego kampanii była Beata Szydło, ona też wiedziała że Polacy chcą właśnie takiej postawy. Więc teraz wybór jest jasny. Lepiej wybrać oryginał niż imitowane podróbki z innych partii. Podróbki z zasady są oszustwem. Nie dajcie się nabierać. A po wyborach, znów będziecie mieli powody by dziękować tym razem Beacie Szydło. Sprawa wieku emerytalnego jest najjaskrawszym przykładem tego jak koalicja rządowa oszukiwała wyborców. Nagle, dzień po pierwszej turze okazało się że wiek emerytalny można skrócić. Nie dajcie się oszukiwać-wyborcy koalicji rządowej-gdyby nie Duda oszukiwali by dalej.

Podziękujcie Dudzie że politycy znów mówią-da się.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez w51 dnia Sob 21:42, 04 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce??? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin