Forum ŚWIATOWID Strona Główna ŚWIATOWID
czyli ... obserwator różnych stron życia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

To co teraz wiemy na pewno o III RP

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce???
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 18:28, 18 Lut 2016    Temat postu: To co teraz wiemy na pewno o III RP

To co teraz wiemy na pewno o III RP

[link widoczny dla zalogowanych]

Trzeci dzień po wizycie Teresy Kiszczak w IPN z ofertą "nie do odrzucenia", a w obronie Lecha Wałęsy b. szef MSZ Radosław Sikorski powołuje się na losy Świętego Pawła, by przekonać (kogo?), że "Bolek" jest wielki, a wszystkie niecne czyny to tylko słabość symbolu III RP. Współpraca Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa, dla każdego historyka i każdego Polaka, który zapoznał się z naukowymi opracowaniami była niepodważalna co najmniej od 2008 roku. Inni wiedzieli o niej znacznie wcześniej, ale zostali zakrzyczani, zostali praktycznie wykluczeni z życia publicznego, byli szykanowani tak jak choćby Krzysztof Wyszkowski, Anna Walentynowicz czy Andrzej Gwiazda.



Emocji teraz jest tak dużo, że warto choć trochę schłodzić nastroje i przynajmniej w zarysie opisać skutki tego, co stało się w ciągu ostatnich trzech dni dla Polski, a może nie tylko dla naszego kraju. Upadek mitu niezłomnego Wałęsy wcale nie jest dla Polaków aż tak ważny. Najprawdopodobniej i tak nie dowiemy się prędko, jakie gry komuniści i część opozycji demokratycznej prowadziła z dawnym TW "Bolkiem", gdy już oficjalnie odciął się od współpracy z SB, czyli w latach osiemdziesiątych, a potem do jakich działań mógł zostać zmuszony Wałęsa, gdy został już Prezydentem RP. Wiemy dziś na pewno, że początki III RP były oparte na esbeckich teczkach, a nie na jakimś mitycznym wielkim okrągłym stole. Kwity były wręcz aktem założycielskim nowego postkomunistycznego państwa.



Dziś mamy podwójny chichot historii, bo nie tylko chodzi tu o to, że wdowa po gen. Kiszczaku "lustruje" Wałęsę, a może jeszcze inne znane autorytety III RP, ale jest tu jeszcze chichot Kiszczaka wobec Adama Michnika. W końcu to on nazwał oprawcę Polaków walczących o wolność "człowiekiem honoru". Jeśli prawdą jest, że generał uznał w końcu, tuż przed śmiercią, żeby "wydać" te kwity, a nie spalić, to przynajmniej wobec prześladowanych czy zamordowanych w stanie wojennym, okazał minimum poczucia przyzwoitości.



O III RP wiemy też na pewno, że wytworzyła ona narrację bohaterskiego Lecha, mądrych ludzi z KOR-u, samych niezłomnych działaczy opozycji, którzy w imię dobra Polski usiedli do stołu z komunistami, żebyśmy mieli wolność i demokrację. To jest jedno wielkie oszustwo i jeden wielki kit. Nie wiem, co czuli inni działacze podziemia, ale ja 4 czerwca 1989 roku zupełnie nie czułem wielkiego powiewu wolności. Podpisano kontrakt, w którym nie miała prawa się stać najmniejsza krzywda ustępującym oprawcom i komunistom. I się nie stała. Czesław Kiszczak został skazany na dwa lata w zawieszeniu, zupełnie tak jakby ukradł rower, albo wybił zęba koledze.



Niezwykle ważny jest skutek psychologiczny tego, co wiemy od dziś i czego jeszcze się być może się dowiemy w najbliższych dniach i tygodniach. Budzimy się bowiem w Polsce, która po uszy tkwi jeszcze w oparach komunizmu i komunistycznych układów. Mamy dopiero szansę wyjść z tego bagna, które usankcjonował Okrągły Stół i Magdalenka. Ani te niedorobione autostrady, ani demokratyczne wybory, ani nawet ogólny wzrost poziomu życia w Polsce nie dowodzą, że mamy już komunizm za sobą. Wcale nie mam na myśli fałszywej w odniesieniu do Polski teorii "homo sovieticus",którą upowszechnił ks. Józef Tischner, i która najogólniej rzecz biorąc definiowała wielu Polaków, jako uzależnionych mentalnie od "dóbr", które władza komunistyczna oferowała nam do 1989 roku. Co wiemy na pewno o III RP? Wiemy to, że aparat komunistyczny zawarł właśnie porozumienie z wybraną grupą prawdziwych, a nie pozornych "homo sovieticus", którzy nie mogli oderwać się od socjalistycznych utopii i koncepcji finlandyzacji Polski.



A przecież po 1989 roku niemal codziennie mogliśmy przeczytać w "Gazecie Wyborczej", jak to Polacy byli zniewoleni, no i teraz trzeba ich oświecić, trzeba ich nauczyć życia w demokracji. I ta narracja miała nawet swoje sukcesy. Kiedy jednak Unia Wolności przerżnęła wybory parlamentarne, to Tadeusz Mazowiecki mówił, że społeczeństwo nie dorosło do demokracji. A i tak był to chyba najbardziej umiarkowany polityk nowej władzy.



Co wiemy jeszcze o III RP na pewno? To wiemy już nie od dziś, ale o tym się po prostu nie mówi. III RP zabiła "Solidarność", zabiła tę ideę, ten wielki ruch, coś zupełnie wspaniałego w historii całego świata! W zamian wytworzono narrację cudownego kompromisu i wielkiego Wałęsy. To w sumie postać tragiczna. Od początku był manipulowany i wykorzystywany do różnych gier, a jego prezydentura była niezwykle wygodna dla nowych elit III RP. No niechby podskoczył, to Kiszczak miał kwity i po zabawie. Ktoś naprawdę wierzy w to, że te elity nie miały wiedzy, że nie wiedziały o prywatyzacji esbeckich teczek? A na jakich zasadach przed zniszczeniem najcenniejszych z nich, wybrana grupa działaczy dawnej opozycji w 1989 roku przeglądała je sobie przez kilkanaście dni?



Fundamentem III RP była od początku patologia ubrana w barwy wolności i niepodległości. Umknęła mi jednak "Solidarność". Ten ruch nie powstałby bez wyboru Polaka na Papieża, nie powstałby bez ducha wolności jaki mają w sobie Polacy. Duch ten został wykorzystany, zresztą nie pierwszy raz, do budowania nowej odmiany komunizmu, tym razem z ludzką twarzą. Pomimo nafaszerowania NSZZ "Solidarność" agentami, ta wielka polska organizacja wyrwała się spod kontroli, wyszła poza ramy myślowe Adama Michnika i tak zwanej lewicy laickiej. No i wtedy powstał problem, wielki problem dla Jaruzelskiego i Moskwy.



O III RP wiemy już dziś, zaledwie w trzecim dniu po otwarciu szafy Kiszczaka, znacznie więcej niż dotąd. Ale też dużo już, o wielkim szwindlu, wiedzieliśmy wcześniej, tyle tylko, że ta gigantyczna narracja o poprawnej, pięknej i utulonej w ramiona Unii Polsce trwała i trwała. Stara opozycja demokratyczna jest już biologicznie stara i właściwie to co chcieli osiągnęli. Zabezpieczyli swoje interesy osobiste, materialne i polityczne, swoje ambicje, poza nieustającą żądzą władzy. To w nich będzie do śmierci. Młodzi Polacy oczekują prawdy o Polsce, uczciwej polityki, godnej postawy naszego państwa na arenie międzynarodowej. Nadszedł (być może, być może) kres władzy i wpływów prawdziwych homo sovieticus w Polsce. I ten kres to także, a może przede wszystkim, poznanie prawdy o Katastrofie Smoleńskiej. Mamy tak dużo do pozamiatania po III RP, że trzeba wielkiej wytrwałości i konsekwencji, by uporać się do końca z tą zdradą Polaków, z kłamstwem założycielskim III RP.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ahron



Dołączył: 17 Sty 2008
Posty: 149
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Pią 7:44, 19 Lut 2016    Temat postu:

Czy na tym stole "ojców założycieli" stoi Menora , czy mam przewidzenia ?
http://www.youtube.com/watch?v=_SRtVyPsLfc


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 8:58, 19 Lut 2016    Temat postu:

Ahron napisał:
Czy na tym stole "ojców założycieli" stoi Menora , czy mam przewidzenia ?

Nie masz.
Też mi się to wczoraj rzuciło się w oczy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ahron



Dołączył: 17 Sty 2008
Posty: 149
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Pią 23:13, 19 Lut 2016    Temat postu:

Ta Menora pewno znalazła się tam przypadkowo , ot w każdym domu w Polsce jest gdzieś jakaś menora , czasami przydaje się by przybrać stół lub jak światło zgaśnie .
Pamiętam dowcip z tamtych czasów o jednym z rządów "Same żydy tylko jeden Syryjczyk"
Przepraszam za jarmarczność wypowiedzi , ale to jest coraz bardziej przerażające ta menora jest tak samo porażająca jak teczka bolka - może bardziej .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 23:16, 25 Lut 2016    Temat postu:

Wałęsa: od zera do bohatera i z powrotem
[link widoczny dla zalogowanych]

Dla każdego, kto choćby pobieżnie zna sprawę tajnego współpracownika o pseudonimie "Bolek", dokumenty z szafy pani Kiszczakowej są tylko ostatnim, brakującym elementem układanki – która i bez tego ostatniego elementu była od dawna wystarczająco kompletna, żeby odczytać z niej wszystko, co było do odczytania. Obieg papierów w SB był taki, że nie dało się w żaden sposób usunąć z nich śladów po kapusiu, nawet gdy robiono to tak starannie, jak za czasów prezydentury Wałęsy.
To wielkie czyszczenie opisane jest dokładnie w książce Cenckiewicza i Gontarczyka. "Zniknięto" całą dokumentację pracowniczą ze stoczni gdańskiej, wygarnięto i zniszczono 2,5 tysiąca stron dokumentów gdańskiej bezpieki z domu jednego z jej funkcjonariuszy (by mieć pretekst do rewizji, założono lipną operację poszukiwania rzekomo przemyconych materiałów rozszczepialnych), smutni panowie odwiedzili nawet szkołę, do której uczęszczał był Wałęsa jako pacholę i skonfiskowali wszelkie dotyczące go papiery.

Wszystko to, oczywiście, całkowicie bezprawnie.
Wtedy też, tak nawiasem, zniszczono na wiejskim cmentarzu grób nieślubnego synka Wałęsy i zastraszono jego matkę tak skutecznie, że do dziś odmawia ona jakiejkolwiek rozmowy na temat swej młodzieńczej przygody. To oczywiście sprawa z innej zupełnie parafii, ale pomocna dla zrozumienia pokrętnej psychiki Wałęsy. Pomocna do znalezienia odpowiedzi na pytanie, które zadawać sobie dziś muszą tak liczni obrońcy "Bolka", starający się go wybielić, zrelatywizować jego czyny, zanegować winę wbrew wszelkim faktom oraz dowodom, i nawet - co najtrudniejsze - wbrew samemu Wałęsie, który im w tym wybielaniu swoim tępym pójściem w zaparte i zmyślaniem coraz to nowych sprzecznych z poprzednimi wersji, oj, bynajmniej nie pomaga.


Pytanie brzmi: dlaczego on kłamie tak głupio? Dlaczego nie przyzna się częściowo, nie zastosuje jakiejś skuteczniejszej taktyki? Niech powie tylko - tak, dałem się złamać (g... tam złamać - brał przez sześć lat pieniądze za swoje donosy bez żadnej krępacji, a kolegom ze stoczni, zdziwionym, jak dobrze mu się żyje, opowiadał pierdoły - powtarzane do dziś w pamiętnikach pani Wałęsowej - o wygranych w totolotka), ale to wszystko było dawno i nieprawda, potem swe winy odkupiłem etc.

Cała maszyna propagandowa, wciąż jeszcze potężna, pracuje według tych wytycznych: "chwila słabości", "młodzieńczy epizod", "dał się złamać, ale się wyzwolił", "liczą się dokonania całego życia, nie młodzieńczy epizod", pierdu-pierdu, ale nie może to być skuteczne, gdy sam Wałęsa nawet teraz wciąż uparcie twierdzi, że nigdy nic, niczego nie podpisywał, na nikogo nie donosił, to nie jego podpisy, nie jego ręka, to "człowiek-sprawca" (?!), podstawiony przez ubecję sobowtór i tak dalej.
Jeśli był to młodzieńczy epizod, to Wałęsa mógł wyjaśnić go już dawno. Sprawa by mu na pewno została wybaczona, politycznie mu nie zaszkodziła. No, ale przyznanie się do sprawy tak banalnej, jak kawalerskie dziecko, nie zaszkodziłoby mu tym bardziej, może nawet by "ociepliło wizerunek". A on się nawet do tego przyznać nie chce, brnie w krzywoprzysięstwo, w groteskę, w nonsensy...
Jest takie tragikomiczne nagranie z podsłuchu w Arłamowie, gdzie Wałęsa z powagą i przekonaniem tłumaczy bratu, że są potomkami rzymskiego cesarza Walensa. Moim zdaniem ta rozmowa stanowi klucz do zrozumienia pokręconej psychiki człowieka, który bodaj jedyny przeszedł drogę od zera do bohatera i z powrotem.

Wałęsa jest megalomanem po prostu niewiarygodnym - we własnym mniemaniu Bogiem, a co najmniej najwybitniejszym z ludzi w całej historii. Wyziera to z każdego jego zachowania i każdej wypowiedzi. Z dawna już zbudował sobie na własny użytek siebie samego jako świętego bez jakiejkolwiek skazy i wypracował cały systemat, jak to nazywa psychologia, "wyparć" i "racjonalizacji", którymi wytłumaczył sobie, że co było, tego wcale nie było, bo miało inny zupełnie sens, którego "mali ludzie" nie pojmują. Może i podpisał, ale przecież po to, żeby ich oszukać, a więc nie podpisał, był agentem, ale nim nie był, bo grał dla siebie, nie dla nikogo innego, więc i nie dla SB, Kiszczaka czy Jaruzelskiego. "Mali ludzie" nie rozumieją, że wielcy, tacy jak on, by osiągnąć wielkie cele, muszą czasem zrobić coś, co z pozoru może wyglądało na współpracę, ale było tylko kamuflażem, zasługą; czego tego durnie nie rozumieją - zresztą, po co ma się kurduplom opowiadać? Przecież zwyciężył, a zwycięzców się nie sądzi! (Ciekawe, nawiasem, czy Wałęsa zna źródło tego cytatu.)
Ale to tylko - znów fachowy termin - "urojenia wyższościowe", matriks, jaki zbudował sobie starzejący się człowiek, który całe życie łgał i załgał się na amen. Prawda jest inna, dużo ciekawsza i nietrudna do opowiedzenia. Sam, jako pisarz, zrobiłem to już parę razy, w "Zgredzie", w książkach publicystycznych - nie chciałbym cytować siebie samego, bo zawsze brzmi to kabotyńsko, a z drugiej strony nie umiem tego opisać lepiej, niż tam.
Krótko: przyjechał ze wsi cwaniak i chłopek-roztropek z gigantycznym parciem na zrobienie kariery. To cechy u chłopskich potomków częste, w tym sensie mam wrażenie, że łatwiej mi wzlot i upadek Wałęsy zrozumieć, ale on był i cwaniakiem, i karierowiczem do entej potęgi. Chciał stać na czele, kierować i czerpać z tego korzyści, a był nikim. Próbował się załapać na protesty w 1970 i wpadł w ręce bezpieki, a że bezpieka wtedy werbowała na potęgę - to i on się dał zwerbować, bo szybko zrozumiał, że na tym zyska. A gdy przestał zyskiwać, to się wycofał. Heroizmu w tym nie było, bo donosić na prostych roboli i tak miał kto i po spacyfikowaniu stoczni już tak bardzo podobne "bolki" bezpiece potrzebne nie były.

A potem zaczął się na Wybrzeżu niezależny ruch związkowy i bezpieka przypomniała sobie, że ma pod ręką takiego "śpiocha", który świetnie by się przydał, gdyby tam wszedł i, najlepiej, został przywódca, skoro tak go do tego ciągnie. I tak się stało - wielkie rzeczy się zadziały, a bezpieka pomogła, i tak nagle cwaniaczek został przywódcą opozycji, stanął na czele strajku, stał się dla całego świata ikoną.

Czy był powolnym narzędziem w jej rękach? Oczywiście, że nie - gdzieżby tam, on, potomek rzymskiego cesarza? Jak to cwaniak: kombinował - wiedział, do jakiego stopnia jest im niezbędny, ale i wyczuwał, co w danym momencie mu grozi. Jako szef "Solidarności" musiał iść tam, gdzie go fala ludzka niosła, ale niszcząc konkurentów chwalił się bezpiece, że usuwa "radykałów", tłumaczył, że bez niego nie zapanują nad żywiołem - i to był fakt, musieli się z tym pogodzić, więc go nie zabili, czego w pewnych momentach bardzo się bał (i nie bez racji).

Ale po stanie wojennym, w Arłamowie, już go zabić nie mogli, cały świat na nich patrzył. Więc bezczelnie zrobił ich w konia odmawiając udziału w operacji "Renesans", czyli stanięcia na czele odnowionego, "robotniczego", czyli oczyszczonego z "ekstremu" i doradców związku "Solidarność". Cały stan wojenny w tym momencie wziął w łeb i stracił sens, ale czerwony musiał to przełknąć i grać z cwaniakiem dalej. I tak cwaniak wylicytował, że został praktycznie dyktatorem. Na krótką chwilę - ale to już z jego własnej winy. Nie dał rady utrzymać tego, co zdobył, stąd ta zżerająca go od lat frustracja. Największy cwaniak ma swoje ograniczenia.
Prawda o Wałęsie jest taka, że w swym pokręconym życiu okłamał absolutnie wszystkich. I tę kobietę, której zrobił dziecko, i kolegów ze stoczni, na których donosił, by zgarniać swoje "wygrane w totka", i działaczy WZZ z kręgu Wyszkowskiego, Gwiazdy i Borusewicza, po których wspiął się do roli robotniczego herszta, i strajkujących robotników, i doradców z kręgu Geremka i Mazowieckiego, i tych prawicowców z Kaczyńskimi na czele, na których się potem oparł, by wyjść spod kurateli tamtych, i bezpiekę, i Jaruzelskiego i Kiszczaka, i nawet wtedy, kiedy już przegrał i nic nie znaczył, a Tusk i jego ekipa wzięli go sobie za marionetkę do plucia na Kaczyńskich, ich też zdradził natychmiast, gdy poczuł kasę, z jakimś byle "libertasem".

Przez całe życie, przepraszam za dosadność, dymał wszystkich, którzy się do niego zbliżyli, i siebie samego - choć wciąż tego nie zauważa - też w tym całym cwaniactwie wydymał.
Śmiali się Polacy z Hanki Mostowiak i jej śmierci w kartonach. Ale koniec Wielkiego Wałęsy w kartonach wyciągniętych z pawlacza Kiszczaka jest jeszcze śmieszniejszy.


Czytaj więcej na [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce??? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin