Forum ŚWIATOWID Strona Główna ŚWIATOWID
czyli ... obserwator różnych stron życia
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Vivat nasza nacja i za .... a demokracja.
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce???
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 20:33, 24 Maj 2007    Temat postu: Vivat nasza nacja i za .... a demokracja.

Fundamentem przyszłości naszego uroczego kraju na najbliższe 4 lata stały się :, aparat przymusu, euroscepcytyzm To tyle tytułem wstępu

Sytuacja w której znaleźliśmy się w wyniku wyborów, że tak powiem ... częściowych sprawiła, ze chciałbym spróbować reaktywować pewien temat, który prowadziłem kiedyś na o2, który bodajże miał tytuł ... Pomóżmy sobie samym.

Otóż okazało się , że nie wszyscy muszą chodzić do wyborów, aby wybrana w wyniku demokratycznych wyborów/a jakże/ , jakakolwiek przewodnia siła narodu wyłoniona przez mniejszość, mogła reformować kraj na zasadzie ...... hulaj dusza .... piekła nie ma.
I to jest moim zdaniem jądro problemu.

A skoro ilość elektoratu może stanowić o Państwie , to może zastanówmy się nad tym, czy nie zamienić ilości na jakość wprowadzając po prostu czegoś na kształt obywatela z ...cenzusem.

Dzisiejsza rzeczywistość, jej złożoność i uwarunkowania z jednej strony, a wyzwania przed nami stojące z drugiej, nie pozwalają moim skromnym zdaniem zdać się już na przysłowiową mądrość ludową cokolwiek by ona nie znaczyła. Mamy bowiem do czynienia ze zbyt poważnymi sprawami aby ich bieg oddać ludziom /z całym dla nich szacunkiem/ ale nie koniecznie rozumiejących co się wokół nich dzieje, co również nie jest ich winą.
Komunikacja społeczna jak w ruchu drogowym dla zapewnienia wszystkim jego bezpieczeństwa, powinna wymagać aby każdy uczestnik tejże, legitymował się odpowiednim prawem jazdy

Zatem dla wprowadzenia takiego bezpieczeństwa, wyobrażam sobie, że powinno się wprowadziś system wyborczy oparty na .... rejestracji wyborców organów przedstawicielskich kazdego rodzaju i stopnia.

Podstawą wpisu na listę wyborców byłoby zdanie testu z podstawowych wiadomości o państwie, świecie współczesnym, zasad ich funkcjonowania, podstawowych pojeć ekonomicznych, elementów etyki, obiektywnego pojmowania dobra i zła, psychologii itd. itp. /do dowolnego rozwinięcia/

Pytania do takiego testu mogliby opracowywać specjaliści z różnych dziedzin pod egidą Państwowej Komisji Wyborczej a sam egzamin przeprowadzać Gminy, pod kontrolą komisji analogicznych jak przy wyborach.

Test ten metodą komputerową byłby oparty na losowym wyborze zestawów pytań i bezstronnej ocenie wynikającej z odpowiedzi.

Zaletą tego systemu byłoby miedzy innymi:

1. eliminacja leni ......... bo zwyczajnie by się nie pofatygowali
2. eliminacja leni umysłowych ... którzy się niczym nie interesują
3. eliminacja wpływów Radia Maryja .. bo nikomu nic nie podpowie
4. eliminacja wpływów socjotechnicznych massmediów
5. eliminacja oszołomów - bo na testach psychologicznych by to wyszło
6. pewnego rodzaju nobilitacja wynikająca z wpisu na takową listę
7. chęć wzbogacania wiedzy aby równać do ... lepszych

oraz wiele innych, ale podstawową wartością byłoby ... WARTOŚĆ elektoratu a tym samym z dużą dozą prawdopodobieństwa .... poprawa JAKOŚCI organów przedstawicielskich a tym samym poprawa bytu WIĘKSZOŚCI obywateli


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 11:25, 10 Cze 2007    Temat postu:

Kilkunastu górników z kopalni Borynia w Jastrzębiu Zdroju na prośbę przewodniczącego ZZ Kontra, zaciągneło w SKOKu poważne ...kredyty, celem .... wspomożenia kasy Związku.
Forsę przekazali z ręki do ręki bez pokwitowań ...szefowi tegoż Związku.
Kasa jak się zapewne domyślacie ....wsiąkła.
Przewodniczący zwyczajnie ją ...rąbnął i poszedł w ... chorobę.

Komornik ogołocił ...frajerów z majątku, wsiadł im na pensje a... zony kilku z nich...wypieprzyły z domów.
Teraz chodzą , skamlą i szukają.... sprawiedliwości.

A teraz pytanie:

CZY TACY ... BEZMÓZGOWCY MOGĄ MIEĆ .... PRAWA WYBORCZE????? Think d'oh!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 21:39, 28 Sie 2007    Temat postu:

Kretyni, dalej od władzy!


Gdybyśmy byli innym społeczeństwem, nikt nie przejmowałby się opinią biskupów na temat wyborów, a niedouczeni prawnicy nie byliby ministrami sprawiedliwości

W niedawno wydanej książce „Europa w działaniu”, której jesteś redaktorem naukowym, parafrazujesz znaną myśl Ortegi y Gasseta: „Hiszpania jest problemem. Europa rozwiązaniem”. Jeśli dziś Polska jest problemem, to jakim? Czy na plan pierwszy wysuwa się zacofanie?


– Te słowa hiszpańskiego intelektualisty dotyczyły przejścia Hiszpanii od systemu autorytarnego do demokracji i są według mnie aktualne, jeśli chodzi o problemy Polski. Nie ograniczałbym ich jednak tylko do zacofania w wymiarze ekonomicznym i technologicznym – to jest widoczne gołym okiem. I choć popularne głosy o zacofaniu gospodarczym i braku infrastruktury są prawdziwe, wcale nie są to główne i jedyne kwestie, z którymi boryka się nasz kraj.


A jakie są te główne?

– Podstawowy problem leży gdzie indziej i ma raczej charakter kulturowy, mentalny, obyczajowy, świadomościowy. Otóż głównym problemem jest zaściankowość polskiego społeczeństwa. Mówiąc krótko: gdybyśmy byli innym społeczeństwem, nigdy nie mielibyśmy takich polityków, jakich mamy; ład instytucjonalny wyglądałby inaczej, nikt nie przejmowałby się opinią biskupów na temat wyborów, a niedouczeni prawnicy z pewnością nie byliby ministrami sprawiedliwości. To wszystko nie bierze się znikąd i nie funkcjonuje w próżni. To nie jest tylko jakiś żałosny i prostacki serial telewizyjny, ale to się dzieje naprawdę w konkretnym społeczeństwie, które to toleruje i pozwala na realizowanie w życiu publicznym największych kretynizmów. Anxious

Jesteśmy społeczeństwem nieświadomym?

– Myślę, że rzeczywiście biedni ludzie, którzy stanowią większość tego społeczeństwa, nie do końca są świadomi swoich interesów i raczej łatwo kupują ideologiczne bajki elit władzy, sprzedawane przez media, a na pewno się nimi podniecają. Ta oficjalna ideologia jednak nie podejmuje realnych problemów, z którymi możemy się w Polsce zderzyć. Mamy tu bowiem niespotykane nigdzie w Europie na taką skalę nierówności ekonomiczne; nietolerancję; nacjonalizm rodem z XIX w.; strach przed różnego rodzaju nowościami na poziomie idei, myśli i projektów społecznych; zakłamanie obyczajowe, czyli z jednej strony prezentowanie postawy konserwatywnej i represyjnej, z drugiej zaś konsumpcyjne zachłystywanie się papką kultury masowej; represyjność wobec wszelkich odmienności; płytki i ograniczony poziom debat publicznych; brak oddzielenia państwa od Kościoła, co w innych społeczeństwach europejskich zostało już dawno przerobione... Anxious

Wszystko się zgadza, tylko dlaczego tak jest?

– Przede wszystkim nie zgadzam się z powszechnie głoszoną publicystyczną przypowieścią, że to wszystko jest spadkiem po minionych 50 latach, a więc po latach PRL. To jest banał, i do tego nieprawdziwy, ponieważ historia nie zaczęła się 50 lat temu, tylko wcześniej. Moim zdaniem, problem izolacji Polski od nowych idei, nowych sposobów myślenia, brak przeorania skostniałych struktur społecznych mamy przynajmniej od XVIII w., kiedy ominęło nas europejskie Oświecenie i przez to nie dotarły do nas nowe prądy intelektualne i polityczne. Współczesny izolacjonizm, który realizują Kaczyńscy i spółka i na który jest zgoda polskiego społeczeństwa, to nic nowego. Jest to konsekwentne realizowanie pewnego sposobu myślenia o świecie, który w polskich warunkach nie jest niczym nowym od przynajmniej 200 lat. I nawet PRL niewiele tu zmieniła. Anxious Anxious Anxious

Jedni obwiniają PRL, inni twierdzą, że to wina rozbiorów, które nie dopuściły do nas nurtu oświeceniowego. Wygląda na to, że tak czy owak wina leży po stronie historii.

– Ale historia nie jest czymś narzuconym, nie jest bezosobowym bytem. Historię tworzą ludzie, choć nie w wybranych przez siebie okolicznościach, jak mawiał brodaty klasyk. Wzbraniałbym się więc przed takim determinizmem, że jesteśmy biernymi, nieświadomymi atomami, które niewiele mogą zdziałać w swoim życiu, bo tylko unoszą się na falach historii i są jakoś genetycznie uwarunkowane wyłącznie do odgrywania narzuconej im roli. Tak nie jest. Tłumaczenie obecnych porażek trudną i wyjątkową historią to zaledwie kolejny element narodowej mitologii i polskiego męczenniczego mesjanizmu, w którym trupy i przeszłość są ważniejsze od żywych ludzi i współczesnych wyzwań. Przecież inne społeczeństwa też miały bardzo trudną historię, a w tej chwili zupełnie inaczej funkcjonują. Anxious

Np. wspomniana wcześniej Hiszpania. Im się udało.

– No tak, tylko że Hiszpania miała bardzo różne tradycje. Z jednej strony, tę klerykalną, autorytarną, faszyzującą tradycję Franco, z drugiej zaś, w XIX i na początku XX w. były tam bardzo silne ruchy robotnicze, syndykalistyczne, anarchistyczne czy socjalistyczne. W momencie, kiedy Hiszpania przechodziła do modelu demokratycznego, miała żywe i silne tradycje demokracji obywatelskiej, do których mogła się odwoływać. Poza tym w to przejście bardzo duży wkład mieli robotnicy jako zorganizowana klasa społeczna i związki zawodowe. Tymczasem w tej chwili w Polsce poziom uzwiązkowienia jest jednym z najniższych w Europie, a używanie w mediach czy debacie politycznej pojęcia „klasa robotnicza” jest faux pas.

No dobrze, ale zaraz znajdzie się ktoś, kto ci na to odpowie, że przecież była „Solidarność” i że przejście od systemu totalitarnego do demokratycznego dokonało się w ramach robotniczej rewolty.

– Owszem, tylko że w tej chwili główny motor działania tego polskiego przejścia nie ma swojej reprezentacji politycznej, jest kompletnie rozbity, a łamaniem praw pracowniczych nikt się obecnie nie przejmuje. Odwoływanie się polskiej prawicy do mitu robotnika, który wywalczył w Polsce demokrację, jest zwykłym cynizmem i hipokryzją. Podgrzewa się to przy okazji rozmaitych okrągłych rocznic, ale następnego dnia żaden z tych prawicowych moralistów już o robotnikach nie pamięta. Niedawne wydarzenia z pielęgniarkami są tego najlepszym dowodem. Strajki robotnicze mogły być słuszne tylko przed 1989 r. Teraz strajk robotniczy może być tylko przejawem „niedostosowania do gospodarki rynkowej” albo wynikiem „manipulacji układu”. Anxious

Białe miasteczko – poza tym, że władza Kaczyńskich całkowicie zlekceważyła ten protest – było przez niektóre środowiska nazywane iskrą do odnowy idei protestu obywatelskiego.

– Oczywiście z sympatią podchodziłem do tego protestu, ale z drugiej strony z realizmem. Nie wpadłem, jak niektórzy z radykalnej lewicy, w nastrój rewolucyjny, ponieważ uważam, że daleko do takiej atmosfery – istotnym elementem polskiego prowincjonalizmu jest społeczna obojętność i odwracanie się od życia publicznego. Co z tego, że pielęgniarki dosyć twardo walczyły o swoje, skoro w końcu przegrały, a co więcej, nie uzyskały jakiegoś masowego poparcia społecznego.

E, jednak sporo ludzi je poparło...

– Być może w stolicy. Ta atmosfera wsparcia ze strony części radykalnej inteligencji bez wątpienia była obecna, ale w całym kraju, na polskiej prowincji, nikt się tym specjalnie nie interesował. Atmosfera apatii i obojętności na sprawy publiczne panująca w Polsce to w tej chwili główny mechanizm zapewniający władzy spokój.

jesteśmy w momencie przesilenia politycznego, w przeddzień wyborów. Zapytam naiwnie: myślisz, że kampania wyborcza dotknie tych najgłębszych problemów, o których mówimy, czy jak zwykle skończy się na naparzance?

– Obawiam się, że skończy się na kolejnym spektaklu medialnym. Przede wszystkim jednak, jak sądzę, będzie już tradycyjnie niezbyt duża frekwencja wyborcza. I trudno się ludziom dziwić. Przecież potencjalni wyborcy mają świadomość, że będą musieli wybierać znów spośród tych samych polityków, znów z tymi samymi wyborczymi sloganami i że tak naprawdę w ich realnym, codziennym życiu niewiele się zmieni, a po wyborach wszyscy o nich na cztery lata zapomną. Żeby wybierać, trzeba mieć między czym: np. między różnymi wizjami społeczeństwa, gospodarki, edukacji, różnymi modelami stosunków międzyludzkich. Zwykły człowiek nie spotyka się z debatą programową i nie widzi żadnych różnic pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami. Dotyczy to wszystkich klas i środowisk społecznych. Z tym że prosty człowiek zachowuje chyba większy dystans do tego oficjalnego spektaklu.

Uważasz, że polska inteligencja jest bezkrytyczna?

– W polskich warunkach wyższe wykształcenie wcale nie jest elementem krytycznego myślenia, jakiegoś etosu obywatelskiego i nie oznacza większej odpowiedzialności za wspólne sprawy. Z obserwacji i własnych badań wnioskuję, że jest raczej czymś, co pozwala patrzeć na świat i społeczeństwo z punktu widzenia panującej ideologii. Np. w kwestiach przekonań ekonomicznych wyższe wykształcenie w Polsce idzie w parze z akceptacją lansowanych uporczywie od kilkunastu lat w mediach tez o konieczności prywatyzacji, obniżenia podatków dla biznesu i innych sloganów fundamentalistów rynkowych. Odwołując się do Marksa, można więc powiedzieć, że w warunkach polskich ideologia klasy panującej jest ideologią realnie panującą również wśród tych, którzy nie mają żadnego interesu w tym, aby ją uznawać. Bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy młodzi ludzie po studiach, zarabiający 1,3 tys. zł, naprawdę wierzą w mity kapitalizmu i sądzą, że jak będą jeszcze bardziej bezwzględni wobec swoich konkurentów, bardziej wydajni i przedsiębiorczy, to zajmą miejsca swoich prezesów? Inna sprawa, że ci ludzie nie wiedzą, że można żyć inaczej, nie wierzą w możliwość innego urządzenia społeczeństwa i nie widzą nadziei na inne życie.


Kiedy mówimy o inteligencji, trzeba zauważyć, że jeśli z jednej strony jest ona słaba, to z drugiej pogardliwie traktowana przez obecną ekipę braci bliźniaków.


– Ale zarówno wielkomiejska inteligencja, jak i władza pozostają w tym samym dyskursie. To bliźniacy narzucają tematy do dyskusji. Np. lustracja – można być za albo przeciw, ale nie można powiedzieć, że to temat bez znaczenia. Tak samo w przypadku wyboru między III a IV RP. W te pozorne spory wpisuje się różnica między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską, czyli w istocie brak różnicy. PO bowiem nie jest nawet liberalna w sensie politycznym czy kulturowym i niewiele ma wspólnego z europejskimi liberałami. Jeśli nawet jakaś różnica między PiS a PO istnieje, to tylko estetyczna. Taka, jak między surowymi, prostymi kartoflami a wypieczonymi, sprawiającymi lepsze wrażenie i bardziej zjadliwymi frytkami. Ale zawartość jest dokładnie ta sama, zbudowana z tej samej substancji – polskiego prowincjonalizmu. Nie widzę alternatywy, która by odrzucała tę narrację i zastąpiła sporem o sprawy realnie dzielące ludzi – np. ich pensje, warunki życia czy dostęp do edukacji. Niestety, polska lewica, trochę na własne życzenie, wpisuje się w ten klimat, mówiąc, że broni III RP przeciwko IV RP...

Sądzę, że to dobrze, iż lewica odrzuca IV RP.

– Rozumiem te intencje, patrząc na policyjne zapędy PiS. Trzeba jednak jeszcze zająć się problemami, którymi żyje przeciętny mieszkaniec Polski, a hasło obrony konstytucji z pewnością mało go interesuje. Warto w tym miejscu zadać pytanie, jaka była geneza budowy IV RP i dojścia PiS do władzy. Moim zdaniem, PiS było fałszywą odpowiedzią na realne problemy. A tzw. III RP nie była tak idealna, jak przedstawiają ją jej salonowi obrońcy. Tzw. zwykły człowiek z klas niższych, czyli większość polskiego społeczeństwa, po 1989 r. nie czuł się reprezentowany politycznie, nie czuł, by ktoś zabiegał o jego interesy w dzikim polskim kapitalizmie. I nagle pojawili się Kaczyńscy i zaczęli mówić o Polsce solidarnej, która uchroni go przed pustą lodówką – więc wygrali wybory. Jak popatrzymy na wyniki wyborów parlamentarnych, to począwszy od 1993 r., wygrywało je to ugrupowanie, które w danej chwili w mediach miało etykietkę, często negatywną, najbardziej socjalnego ugrupowania i zarazem najbardziej zdystansowanego do reguł rynkowych. Według tej logiki, najbliższe wybory powinno wygrać ugrupowanie, które będzie się wydawało najbardziej socjalne.


Ale wiele wskazuje na to, że jednak wygra PO, chyba że Kaczyńscy mają mocne haki.

– Sondaże z poprzednich wyborów też na to wskazywały, a okazało się coś zupełnie innego. W społeczeństwie tak biednym jak polskie, ugrupowanie, które mówi otwarcie o podatku liniowym, chwali prywatyzację w momencie, kiedy w ciągu kilkunastu lat przeszliśmy wiele kompromitujących decyzji prywatyzacyjnych, po prostu nie może wygrać.


Czyli obstawiasz PiS?

– Myślę, że istnieje groźba wygranej populistycznej prawicy, która odwołuje się do narracji typu naród,
patriotyzm, Bóg, honor, ojczyzna i obiecuje rozładować napięcia ekonomiczne w sferze pozaekonomicznej – obiecuje poprawić los zwykłego człowieka poprzez zwalczanie korupcji, bandytyzmu, wrogów polskości etc. I czy będzie to PiS, czy PO-PiS, niewiele to zmieni. I taka opcja będzie wygrywać dopóty, dopóki nie pojawi się lewica, która jasno i wyraźnie powie, że broni ludzi przed biedą i wykluczeniem, że opowiada się za bardziej egalitarnym ładem społecznym i że prawa obywatelskie to również prawa socjalne, a wzrost gospodarczy systemu wcale nie jest najważniejszy, bo bardziej istotna jest jakość życia zwykłych ludzi.


Na razie zwykły człowiek wciąż wybiera emigrację. I paradoksalnie to ci emigranci łączą nas najsilniej z Europą.


– Emigracja najczęściej dotyczy młodych ludzi, którzy kompletnie nie widzą szans w Polsce, a są zdeterminowani, by żyć na przyzwoitym poziomie – szczególnie jeśli mieszkają w miasteczku na prowincji, w którym nie mają żadnych perspektyw. Jednak sceptycznie podchodzę do tezy, że ta fala 2 mln Polaków, która wyjechała, odmieni Polskę, jak wróci. Po pierwsze, większość nie wróci. Wrócą ci, którym się nie udało, ci zaś, którym się udało, zostaną tam i będą mieć gdzieś sprawy polskie. Po drugie, ci, którzy tam wyjeżdżają, w dużej części siedzą w skupiskach polonijnych i nie integrują się z modelem kultury i zachodnioeuropejskim stylem życia, a raczej pielęgnują polski konserwatyzm, zapełniając puste kościoły na Zachodzie. Po trzecie, ich wyjazd to jeden z głównych wentyli bezpieczeństwa, który chroni polski zaścianek przed wybuchem masowych konfliktów o podłożu socjalno-ekonomicznym.


Rozumiem, że szukając drogi do Europy, pozostaje nam liczyć na cud?


– Pozostaje nam liczyć na to, że narracja klasowa, o której wspomniałem – czyli kierowanie się we własnych wyborach swoimi interesami, swoimi dochodami i położeniem społecznym – zacznie funkcjonować w polskich warunkach i odmieni charakter sporu politycznego. Protest pielęgniarek był jednym z pierwszych tego symptomów, słabym, ale zawsze. Myślę, że takich symptomów będzie więcej – szczególnie w momencie załamania koniunktury gospodarczej – i że w dłuższej perspektywie przyniesie to konkretne konsekwencje polityczne w postaci przemeblowania i odświeżenia polskiej polityki. Mam też nadzieję, że jednak obecność Polski w Unii Europejskiej będzie powoli zmieniała naszą świadomość społeczną i ułatwiała budowanie małymi krokami bardziej racjonalnych praktyk w polskiej codzienności.


Praca u podstaw...


– Dziś znów, kto wie, czy nie bardziej niż kiedyś, aktualne stało się hasło Jacka Kuronia o zakładaniu własnych komitetów. W dzisiejszych warunkach mogłoby ono brzmieć: „Nie podobają wam się partyjne komitety, to nie obrażajcie się na politykę i nie chowajcie głowy w piasek, tylko zakładajcie własne”. Obok apatii społecznej główną barierą dla zmian jest właśnie brak przestrzeni publicznej, gdzie można dyskutować o ważnych sprawach. W takich warunkach dochodzą do władzy kretyni, chcący wpływać na nasze życie. Szkoda czasu na czekanie, że coś się samo zmieni. Cena tego czekania jest zbyt duża dla ludzi żyjących w tym kraju. Społeczeństwo po prostu musi zacząć czuć, że może być twórczym podmiotem, a nie zabawką w rękach beznadziejnych elit politycznych. Inaczej czeka nas dalsza wegetacja w polskim skansenie...


Reasumując: skoro Polska problemem, to jaka Europa rozwiązaniem?


– Laicka i racjonalna jak Czechy, egalitarna jak Szwecja, obywatelsko-republikańska jak Francja, liberalna kulturowo jak Holandia, związkowa i socjalna jak Niemcy, antymilitarna jak Hiszpania, różnorodna i kolorowa jak większość europejskich stolic. Jeśli Polska uszczknie z tego coś dla siebie i przestanie patrzeć na świat z perspektywy klatki narodowej, wówczas naprawdę stanie się bardziej europejska.

Anxious Anxious Anxious


Piotr Żuk, socjolog (ur. w 1972 r.) – doktor socjologii, pracownik naukowy w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Zajmuje się socjologią polityki, kulturą, mediami i problemami międzynarodowymi. Jest autorem i współautorem takich książek jak: „Społeczeństwo w działaniu. Ekolodzy, feministki, skłotersi” (2001), „W poszukiwaniu innych światów. Europa, lewica, socjaldemokracja wobec zmian globalnych” (2003), „Demokracja spektaklu?” (2004), „Dogmatyzm, rozum, emancypacja” (2005), „Media i władza” (2006), „My, wrocławianie. Społeczna przestrzeń miasta” (2006). Ostatnio ukazała się książka pod redakcją naukową i ze wstępem Piotra Żuka „Europa w działaniu. O szansach i zagrożeniach dla projektu europejskiego”. Publikacja ta jako jedna z dwóch z Polski (obok książki Andrzeja Stasiuka) zgłoszona została do Europejskiej Nagrody Książkowej. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi pod koniec tego roku, a wśród autorów kandydujących do nagrody są m.in. Ulrich Beck, Slavoj Żiżek i Vaclav Havel.


[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Śro 7:42, 29 Sie 2007    Temat postu:

A ja z uporem maniaka będę twierdził, że gdyby utworzyć nową siłę polityczną opierającą się na idei którą zaprezentowałem we wstępniaku, czyli odsunięcia od możliwości kształtowania sceny politycznej poprzez wybory, przez ludzi delikatnie mówiąc … nie rozumiejących co się wokół dzieje, d'oh! plus elementy programu rzeczywistego rozdziału Kościoła od Państwa, Brick wall to wśród 30 mln wyborców na pewno znalazło by się ze 2 mln …rozumnych, których reprezentacja w pierwszym etapie załapała się do Sejmu. Anxious
Dalej ….
A dalej cholera wie, może by się nie …sprostytuowali.

PS .
Przypominam, że oszołomy z LPR zgromadziły tylko i aż ok. 1 mln głosów a rozumnych mam nadzieję, że jest …przynajmniej 2x więcej Rolling Eyes


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 9:22, 09 Paź 2007    Temat postu:

Pisowskie i nie tylko, postrzeganie … inteligencji polskiej

TRYBUNA
Jarosław Kaczyński rozmarzył się na wiecu w Kielcach o Noblach dla polskich uczonych. Mówił też coś o jakiejś demokratycznej inteligencji. To proste – kampania się toczy, pora zaczarować „naukę” i „inteligencję”. Jak gdyby nigdy nic – po dwóch latach okazywania inteligencji pogardy nie tylko przy użyciu złotych ust Dorna. Rządy Prawa i Sprawiedliwości Polskę od noblowskiej ligi oddaliły, więc te noblowskie marzenia to rojenia. Premier wyszedł jednak z własnej skóry nie za daleko i na chwilę. Rychło wrócił i zaznaczył dobitnie, że tytuł naukowy nie jest wystarczającą legitymacją do tego, by być autorytetem. O tym, kto jest autorytetem, decyduję ja!... Tak powiedział? On to powiedział? Wszystko nam się na koniec pokićkało – w każdym razie panu premierowi chodziło o to, że na miano „autorytetu” trzeba ciężko zapracować. Przynajmniej tak ciężko, jak dotąd pracował jego rząd i jak nadal ma zamiar pracować. Jak ma zamiar pracować? Do sześcianu!


TVN 24

Mrożek: Polacy boją się samych siebie


Mrożek boi się Polaków, a Polacy samych siebie

Polak lubi silną rękę. Rząd musi być silny i stabilny, a co tam robi - mniejsza z tym.
Ja się Polaków boję - stwierdził w wywiadzie dla "Dziennika" Sławomir Mrożek. Stroniący od prasy wybitny pisarz w typowych dla siebie krótkich odpowiedziach wykłada swoje zdanie o Polsce i Polakach.
Sławomir Mrożek uważa, że nadal, mimu tylu lat kapitalizmu, Polacy nadal są pełni kompleksów wobec Zachodu. - Polski kompleks pozostaje, ale w odwrotnej formie niż przedtem. Mamy poczucie wyższości, ale niższości ciągle też. Polacy się nie zmienili, bo w związku z Zachodem stale maja jakieś problemy - stwierdził pisarz.

Według niego Polacy boją się przede wszystkim jednej rzeczy - samych siebie, a rozumie przez to wewnętrzne dążenie do zniewalania się i terroryzowania. - To jest cecha ogólnonarodowa, polska - dodał.

Mrożek dystansuje się także od polskiej inteligencji, do której sam siebie nie zalicza.

Denerwuje mnie w polskim inteligencie jego prowincjonalność. Kiedy przyjechałem do Polski i naczytałem się różnych pism, moje pierwsze wrażenie było takie, że to przecież nie jest poważne. Cokolwiek oni wydają i piszą, jest to niepoważne. To przekracza podział na PiS i PO.
Autora "Tanga" niepokoi także sytuacja polityczna w naszym kraju, szczególnie radykalizacja poglądów, którą obserwuje u wielu osób. - Coś mi się tu nie podoba. Ja się Polaków boję. Szczególnie Polak lubi silną rękę. I to się czuje. Lepiej, żeby rząd był silny, stabilny, a co on tam robi – mniejsza z tym - dodaje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 10:05, 31 Sty 2008    Temat postu:

Gdy wieczorne zgasną zorze,
zanim głowę do snu złożę,
modlitwę moją zanoszę,
Bogu Ojcu i Synowi,
d... sąsiadowi.
Dla siebie o nic nie wnoszę,
tylko mu dosrajcie proszę.
Kto ja jestem?- Polak mały,
mały, zawistny i podły.
Jaki znak mój? - krwawe gały.
Oto wznoszę swoje modły,
Do Boga, Maryi, Syna,
zniszczcie tego s....
Mego rodaka sąsiada,
tego wroga tego gada.
Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb.
Żeby mu się córka z czarnym,
i w ogóle żeby miał marnie.
Żeby miał AIDS-a i raka
Oto modlitwa Polaka.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ahron



Dołączył: 17 Sty 2008
Posty: 151
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Czw 23:15, 31 Sty 2008    Temat postu:

Nie wszyscy są tacy Sad

Mam przynajmniej taką nadzieję.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 18:41, 01 Lut 2008    Temat postu:

Ahron napisał:
Nie wszyscy są tacy Sad

Mam przynajmniej taką nadzieję.


I rzeczywiście ... nie wszyscy Razz

Szok: księżom ufa... 9 procent "miastowych" Polaków!

Wyniki sondażu Gallupa, które publikuje najnowszy Tygodnik Powszechny, są tak nieoczekiwane, że mało kto odważa się je komentować. Sondaż ten stawia na głowie nasze wyobrażenia o religijności Polaków.
Badania przeprowadzono pod koniec listopada ubiegłego roku w dziesięciu największych miastach Polski. Nasz poziom zaufania do przywódców religijnych (8,8%) okazał się jednym z najniższych w Europie. W Niemczech wyniósł 30 procent, w Irlandii - 42.

Sondaż polegał na wskazaniu grup społecznych, które badani obdarzają największym zaufaniem. Ogólny kryzys autorytetów trwa: największym zaufaniem w Polsce cieszy się grupa żadna z powyższych. Wybrało ją 58,3 procent ankietowanych. W Niemczech - ledwie 8 procent.

Wyniki pokazują więc to samo, co kościelny sondaż z roku 2002 - w Polsce Kościołowi katolickiemu ufa głównie wieś. Ale w miastach zaufanie do niego gwałtownie spada.

Według badań Instytutu Statystki Kościoła Katolickiego, w rzetelność których nie ma powodu wątpić, w roku 2002 zaufanie do swego biskupa deklarowało 45 procent respondentów. Episkopatowi jako całości ufało 42 procent, swemu proboszczowi - 56. Wyniki w Warszawie były podobne do ogólnopolskich.

Jednak Polacy i wówczas nie ufali księdzu w ogóle, tylko swojemu księdzu. Zaufanie do duchownych spoza parafii deklarowało tylko... 5,3 procent badanych. Dominikanin ojciec prof. Andrzej Potocki, socjolog religii, jako jeden z nielicznych miał odwagę wypowiedzieć się na temat sondażu Gallupa.

Te wyniki badań weryfikują nasze wyobrażenia o polskim Kościele. To odłożony w czasie efekt wydarzeń z ostatnich lat, których bohaterami, słusznie czy nie, byli biskupi. Gołym okiem widać, że autorytet księdza nie jest tak duży jak kiedyś.

Świecki socjolog religii, prof. Józef Baniak, mówi wręcz o katastrofie.

Takich wskaźników nigdy nie widziałem, a od lat zajmuję się tą tematyką. Jeszcze w latach 2000-01 moje badania pokazywały niezmiennie wysoki prestiż kleru.

Być może chodzi też o politykę. Według badań CBOS z roku 1988 większego wpływu na władzę w kraju domagało się dla Kościoła 30 proc. badanych. W roku 2007 – już tylko 10 proc. Co więcej, 50 proc. badanych uznało, że Kościół powinien mieć mniej władzy.

Według sondażu Gallupa, dziś zaledwie 4,6 procent badanych sądzi, że przywódcy religijni powinni mieć w Polsce władzy jeszcze więcej.

Owszem, wierzących, według ubiegłorocznych danych CBOS, jest w Polsce 94 procent. Ale aż 39 proc. wierzy "na swój sposób". Może to oznaczać równoczesną wiarę w Jezusa, kosmitów, karty tarota i cuda Jana Pawła II.

A ma być jeszcze gorzej. Dla Kościoła. Z badań prof. Baniaka nad młodym pokoleniem wynika, że 95 procent gimnazjalistów odrzuca naukę Kościoła na temat seksualności.

Czy więc Kościół z twierdzy oblężonej zmieni się w opuszczoną? Jak podsumowują w Tygodniku Michał Kuźmiński i Maciej Müller:

Dzisiejszy stan rzeczy grozi zamknięciem się obu stron w stereotypach na swój temat: między „pazernym klerem” a „zsekularyzowanym społeczeństwem konsumpcyjnym”. Kościół instytucjonalny może to zmienić, nie uchylając się od wniosków z badań opinii publicznej – opinii swoich wiernych. Chodzi o to, żeby obie strony się słuchały, rozumiały swoje oczekiwania i respektowały wymagania. Wzajemnie.

Jednak o jakim wzajemnym zrozumieniu może być mowa, skoro w polskim Kościele dominuje pogląd wyrażony przez pewnego biskupa: W Kościele nie ma nic do zmian, bo Kościół jest święty.

Można i tak. Ale wówczas, prócz świętości, Kościół cechować może również samotność.

[link widoczny dla zalogowanych]

Łapka


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 21:56, 10 Lut 2008    Temat postu:

Kazimierz Marcinkiewicz najlepszym premierem

Najlepszym polskim premierem po 1989 roku był Kazimierz Marcinkiewicz - wynika z sondażu przeprowadzonego dla "Wprost". Najmniej ocen pozytywnych uzyskali Waldemar Pawlak i Józef Oleksy. Donald Tusk zajął trzecie miejsce w rankingu.


Sondaż: Sikorski najlepszym ministrem w rządzie Tuska (10-02-08,


Pierwszy jest Kazimierz Marcinkiewicz a potem długo, długo nic i Tadeusz Mazowiecki. Na pierwszego premiera z PiS wskazało aż 25,3 proc. respondentów. Pierwszy nie komunistyczny premier dostał 10,6 proc. głosów. Zaraz za nim jest Donald Tusk z wynikiem 10,4 proc.

Kolejne miejsca, czwarte i piąte, zajęli z bardzo podobnym wynikiem Jarosław Kaczyński - 7,3 proc. i Włodzimierz Cimoszewicz 7,1 proc.

Najmniej pozytywnych ocen uzyskali premierzy Waldemar Pawlak i Józef Oleksy - po 1,4 proc. Ciut lepiej wypadli Jan Krzysztof Bielecki - 1,9 proc. wskazań i Hanna Suchocka - 2,2. Leszek Miller uzyskał 3,4 proc pozytywnych wskazań.

Środek stawki rankingu premierów to Jerzy Buzek (6) - 5,3 proc., Marek Belka (7) - 4,3 proc. i Jan Olszewski (8) - 3,6 proc. pozytywnych ocen.

15,8 proc respondentów na pytanie o najlepszego premiera odpowiedziało "nie wiem".

Sondaż przeprowadził Pentor na zlecenie "Wprost" w dniach 5-7 lutego na reprezentatywnej grupie 800 osób.

Więcej newsów, więcej źródeł. Zobacz Zoom24.pl

[link widoczny dla zalogowanych]

********************

Całe szczęście, że to informacja z ... "Wprost" bo inaczej bym mógł jeszcze .... uwierzyć


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ahron



Dołączył: 17 Sty 2008
Posty: 151
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Łódź

PostWysłany: Wto 7:25, 12 Lut 2008    Temat postu:

Ja czasami zastanawiam sie czy żyję w tym samym kraju co ci respondenci odpowiadający w ankietach ,mnie czasami martwi pytanie czy oby napewno jestem polakiem.

Ale wracając do sondaży to pamietam czasy kiedy ,gdyby zadano pytanie czy Saba (pies kwaśniewskiego )nadaje się na prezydenta to też wyniki były by zastanawiajace -w żadnym wypadku nie chce obrażać tu Saby .

Myślę że można przeprowadzić każdą ankietę i przeprowadzić ją w taki sposób by wyniki uzyskać jakie się chce ,a że absurdalne -no cóż .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pią 8:13, 12 Cze 2009    Temat postu:

Głupi jak wyborca PO?

Na Śląsku wybrali Marcinkiewicza

Bogdana Kazimierza Marcinkiewicza. Nieznanego "sympatyka PO", który nawet kampanii nie prowadził.
Bogdan Kazimierz Marcinkiewicz zaskoczył śląską Platformę. Zdobył co prawda tylko 10 tysięcy głosów, ale ponieważ Śląsk to region, w którym głosowało najwięcej wyborców, do Parlamentu Europejskiego się dostał. Platforma w szoku, bo oni nie tak to sobie wyobrażali. Marcinkiewicz miał pociągnąć listę ze względu na "znane" nazwisko. Ale mandat miał zdobyć Adam Matusiewicz, wicewojewoda śląski.

Dziś zdziwiony jest sam kandydat, wyborcy pewnie nadal nie wiedzą, o co i o kogo chodzi, a w śląskiej PO ponoć wrze. Przykład wrzenia anonimowego działacza podaje "Rzeczpospolita":

Myślę, że przewodniczący wyciągnie konsekwencje za ten numer z nazwiskiem. To demoralizuje partię od środka. Zdarzyło się nam to nie pierwszy raz.

Bogdana Kazimierza Marcinkiewicza ściągnął do Platformy starosta rybnicki. Nowy europoseł jest przedsiębiorcą, a dokładnie prezesem spółki świadczącej usługi instalacyjne dla gazownictwa. Doświadczenie polityczne? Kibicowałem Platformie. Program? Trudno powiedzieć. Nawet kampanii specjalnie nie było widać.
Marcinkiewicz to Marcinkiewicz - wiadomo. A wyborca to... - też wiadomo. Skoro jednego Marcinkiewicza już wybrali, żeby grzał ławy sejmowe i robił tłum w komisji Przyjazne Państwo, nie było powodu, dla którego drugi miałby nie chwycić. Dziesięciu też by się dostało. O prawdziwym Kaziu nie wspominając. Ale tego to pewnie trzymają w zapasie na jakieś superważne starcie.

To się nazywa strategia.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 18:37, 30 Sty 2010    Temat postu:

Umysł Polaka jest spieniężony


Z prof. Januszem Czapińskim rozmawia Robert Walenciak
– Panie profesorze, jak tam Polacy 2009-2010? Wciąż z siebie zadowoleni?
– Tak. Choć trochę mniej niż na początku roku 2009. Bo co prawda, jak powszechnie słychać, Polska przeszła suchą nogą przez kryzys, jednak były grupy, które zostały przez jego odpryski dotknięte. Niektórzy Polacy mają więc powody, żeby czuć pewien zawód. To nie jest zawód wynikający z pogorszenia się warunków życia, tylko zawód wynikający z niezrealizowania różnych marzeń i aspiracji, bo jednak dochody Polaków rosły w roku 2009 coraz wolniej. Chociaż trzeba od razu zauważyć, że gdy dochody przestały rosnąć, Polacy zaczęli ćwiczyć na potęgę różne nowe sposoby kiwania państwa. Polacy są w tym mistrzami.

– A wciąż są nieufni wobec wszystkich innych?
– Tak. Tutaj nic się nie zmienia. W sumie pozostajemy na poziomie społeczeństwa nieobywatelskiego. A nawet mam wrażenie, zwłaszcza gdy się przyglądam elitom politycznym, że weszliśmy już w etap społeczeństwa antyobywatelskiego. To już jest takie ciągnięcie tej kusej kołderki w swoją stronę, że za chwilę będzie się pruć.

Rodzina – tak, Polska...

– Mieliśmy w ubiegłym roku ciekawą awanturę, kiedy okazało się, że politycy PSL pozatrudniali członków swoich rodzin w podległych im instytucjach. Wówczas jeden z nich tak się tłumaczył: a widział pan kiedyś grabie, co by grabiły od siebie?
– To, co się dzieje w sferze politycznej, jest dla mnie coraz częściej źródłem interesujących badawczo pytań. Kiedy stanęła na porządku dziennym sprawa czegoś, co się w literaturze fachowo nazywa familizmem w polityce, od razu uruchomiłem warsztat badawczy, przeprowadziłem odpowiednie analizy, ale już w przekroju międzynarodowym. Sięgnąłem do bardzo dobrej bazy danych z całkiem niedawnego dużego międzynarodowego badania GLOBE. W tym badaniu, przeprowadzonym w czterdziestu paru krajach, mierzono zarówno familizm, jak i pozytywny kapitał społeczny.

– Czyli...
– Najkrócej mówiąc, familizm to akcentowanie interesu rodziny, nawet gdyby ten interes stał w sprzeczności z interesem wspólnoty. Natomiast dobry kapitał społeczny to akcentowanie znaczenia interesu wspólnego, nawet gdyby to się miało odbyć kosztem prywatnych interesów. I, po pierwsze, jest silna w tym przekroju ujemna korelacja między jednym a drugim. Im więcej familizmu, a Polska tutaj jest na czele, tym niższy kapitał społeczny. A po drugie, o ile kapitał społeczny bardzo silnie koreluje pozytywnie z tempem wzrostu gospodarczego, o tyle familizm koreluje jeszcze silniej, ale negatywnie.

– To bardzo zła zapowiedź dla Polski.
– To jest jedna z przesłanek, która upoważnia mnie do głośnego ostrzegania, żebyśmy za bardzo się nie radowali, że do tej pory tak szybko się rozwijaliśmy, ponieważ nad nami jest szklany sufit. Za chwilę dojdziemy do tego szklanego sufitu i okaże się, że jesteśmy w zamkniętym akwarium. I nie możemy ruszyć do przodu, gdyż nie mamy odpowiednich zawiązków, które pozwoliłyby nam maszerować w zmienionej sytuacji.

– Pamiętam rozmowę z jednym z czytelników. Panie redaktorze – mówił mi – tu wszędzie są układy, sitwy, ręka w rękę. Normalny człowiek się nie przebije. Ale my tu, razem z kolegami, trzymamy się. Mamy zgraną paczkę. I jakoś dajemy sobie radę.
– Sitwa na sitwę. Taki jest niezbywalny element naszej kultury.

Z ojca na syna, czyli szklany sufit

– Który nas zatrzyma.
– Dlaczego rozbijemy sobie głowę o ten szklany sufit, mniej więcej za 10 lat? Paliwem napędzającym rozwój gospodarczy Polski były do tej pory dwa czynniki. Pierwszy – niskie koszty pracy. To była ogromna zachęta dla obcego kapitału, żeby budował u nas fabryki, zwoził linie technologiczne i otwierał montażownie, które zaspokajają potrzeby w zakresie AGD i RTV w całej Europie i jeszcze kawałku świata. Drugi czynnik to niesamowity awans edukacyjny Polaków, co sprawiało, że przy niskich kosztach pracy zachodni inwestorzy mogli liczyć na coraz lepiej wykwalifikowaną siłę roboczą. Trzeba większej zachęty? W środku Europy? A co nam grozi za 10 lat? Grozi, że gdzieś obok nas wyrośnie konkurencja, bo trochę dalej na wschód są jeszcze niższe koszty pracy i też ludzie kształcą się na potęgę.

– Na Ukrainie, Białorusi, a także w nowych państwach Unii – Bułgarii i Rumunii.
– Tam można przenosić całe wielkie linie montażowe. I teraz jest pytanie, czym my się wówczas zajmiemy. Mamy jakiś własny pomysł? Mamy jakąś Nokię?

– Mamy ochotę do działania.
– Scenariusz pozytywny zakłada, że polska gospodarka zacznie być bardziej innowacyjna. I ta rosnąca innowacyjność wyrówna negatywne efekty wzrostu kosztów pracy. W związku z tym dalej będziemy mogli się rozwijać i bogacić. Ale co jest dziś przesłanką innowacyjności? Już nie geniusz jednego Edisona. Dziś tworzone w pojedynkę pomysły niczego znaczącego do gospodarki nie wnoszą. To musi być pomysł zespołowy. To musi być innowacyjność, która wymaga, po pierwsze, łebskich ludzi, a po drugie – ludzi, którzy potrafią ze sobą współpracować. Umieć się porozumieć, nie obrazić jeden drugiego, nie chronić zazdrośnie tajemnicy swoich pomysłów. Dlatego tak ważny jest element kapitału społecznego, umiejętności dogadywania się z zupełnie obcymi sobie ludźmi.

– W polskich firmach najlepiej układa się współpraca brata z bratem albo ojca z synem. To norma.
– Dobór genetyczny nie gwarantuje, że wszyscy będą tryskać mądrością.

– Wynika z tego, że Polacy nie potrafią się dogadywać.
– 11-12% potrafi. Ale to nie pozwala osiągnąć nam masy krytycznej. Masa krytyczna jest w okolicach średniej Unii Europejskiej – 30-35%. Takich otwartych, gotowych do współpracy. To jest ważniejsze niż finansowanie na dużą skalę badań i rozmaitych pomysłów. Bo nawet jeśli te pieniądze trafią do osób bardzo zdolnych, to jeśli one nie będą potrafiły zespołowo działać, niewiele z tego będzie. Będą gadżety typu torebka solarna. To taka torebka z bateriami słonecznymi. W środku ma gniazdka, telefon można ładować, chodząc po słonecznej plaży... To fajny pomysł, ale słaby fundament dla gospodarki opartej na wiedzy.

Kasa, misiu, kasa

– O czym marzą Polacy? Zmieniły się ich marzenia?
– Nie zmieniły się, dlatego że my jeszcze nie odrobiliśmy lekcji ekonomicznej w zakresie standardu materialnego życia. Już, co prawda, wymieniliśmy niemal cały park AGD i RTV, ale ciągle mamy jeszcze złomowe samochody, a chcielibyśmy mieć nowe, z salonu. Jeszcze nie stać nas na fanaberie wakacyjne. Niewielką grupę Polaków stać, żeby w sposób godny obywatela Europy w XXI w. spędzać kilka tygodni w lecie i ze dwa tygodnie zimą gdzieś poza domem. Mamy jeszcze ogromny głód mieszkaniowy. Ciągle więc jesteśmy zaabsorbowani pomysłami, jak wycisnąć więcej pieniędzy z tego, co robimy, albo jak się rozejrzeć za lepszą pracą, lepiej płatną. Wciąż umysł Polaka jest spieniężony.

– Mówi pan: Polak walczy w pojedynkę, uważa, że odnosi sukcesy, że daje sobie radę. A jednocześnie jest ciągle smutny, sprawia wrażenie niezadowolonego. Ma minę poważną. Jest podejrzliwy i widzi wokół siebie spiski. To jest zadowolony czy nie?
– Jest z siebie zadowolony. A jednocześnie istnieją enklawy, w których wyraża złość i frustrację. Te enklawy malkontenctwa polskiego odsunęły się już na stosunkowo duży dystans od jego bezpośredniego otoczenia. Wyszły poza dom. Polak już nie narzeka, a w każdym razie w coraz mniejszym stopniu, na własną kiepską sytuację materialną. Nie narzeka na żonę, na męża, na dzieci. Natomiast jest żywotnie zainteresowany tym, żeby narzekać na polityków, na tych, którzy nami rządzą. Jeśli widzimy Polaka w miejscu publicznym, to nic dziwnego, że on się nie uśmiecha, bo w tym miejscu publicznym bombardują go bodźce frustrujące. Dlaczego ta ulica jest nieodśnieżona? Dlaczego pociąg się spóźnił trzy godziny? Dlaczego ci politycy w studiu prowadzą jakieś wojny podjazdowe? Kłócą się, zamiast się zająć poważnymi sprawami? Ja się nie obawiam o zdrowie psychiczne Polaków, bo takie narzekanie w ich przypadku to rodzaj ozdrowieńczej mikstury.

– To działa na zasadzie: u mnie w domu jest w miarę w porządku, natomiast tam, na górze, to dopiero są skandale?
– Polak mówi: moje życie i życie moich najbliższych całkiem znośnie się układa. Polacy dziś, przeciwnie niż parę lat temu, nie obawiają się przyszłości. A takie medialne strachy, że za chwilę bezrobocie zacznie frunąć w górę, że sięgniemy do 20%, tak jak w Hiszpanii? Polak na to mówi: to mnie nie dotyczy... I całe szczęście! Bo nie ma nic gorszego niż wejście w scenariusz samospełniającego się proroctwa. Gdyby w 2009 r. Polacy uwierzyli w te wszystkie zapowiedzi prasowe, toby spasowali. A oni powiedzieli – to nas nie dotyczy, robimy swoje.

– Nie wierzą mediom Polacy?
– Wierzą, jeśli chodzi o opis świata odległego. Takim światem np. są dla nich instytucje finansowe. W związku z tym, że media mówiły, że banki mogą być niewypłacalne, że mają kłopoty, to Polacy powiedzieli: tracimy do banków zaufanie. I stracili – do funduszy inwestycyjnych, do giełdy, do banków też. Ale do siebie nie stracili zaufania.

Oni się kłócą, a my robimy swoje

– Co Polaków rusza najbardziej? Mówił pan, że nakręcają ich najmocniej aspiracje materialne. Więc jak wytłumaczyć ich uległość wobec różnych uroczystości patriotycznych?
– Na czym ta uległość miałaby polegać?

– Jest rocznica wybuchu wojny, jest rocznica wybuchu powstania warszawskiego... To wszyscy.
– Gdzie wszyscy? Ja sądzę, że w wymiarze emocjonalnego wzruszenia, podniosłości, to obchody tego typu rocznic jak rocznica wybuchu II wojny światowej, jak rocznica powstania warszawskiego mają mniej intensywne barwy niż w okresie PRL. Te święta już takich wzruszeń nie wywołują.

– Więc co Polaków rusza? Tylko kasa?
– Nie tylko kasa. Przez długi czas wzruszała Polaków postać Jana Pawła II. Teraz niewątpliwie wzrusza ich pani Justyna Kowalczyk.

– Jak parę lat temu Małysz?
– Tak. Bo można się nią pochwalić. Można się z nią identyfikować. A życie polityczne...

– Obok?
– Niezależnie od tego, jak bardzo politycy się pożrą przy okazji obchodów nadchodzącej równej rocznicy powstania NSZZ „Solidarność”, to serce Polaków na pewno nie będzie krwawić z tego powodu. Gdyby doszło do żenujących scen, a może dojść nawet do bardziej żenujących niż przy okazji obchodów 4 czerwca, bo tam przynajmniej odbywało się to w jakimś ładzie i porządku, tylko że w dwóch miejscach, gdy będziemy mieli pranie brudów politycznych, walkę o tę symboliczną schedę...

– To dla Polaków nie będzie już to miało większego znaczenia?
– A skąd!

– Czyli Polacy wybrali przyszłość.
– Polacy wybrali przyszłość na początku lat 90. I niezależnie od tego, co im politycy wmawiają, jak bardzo powinni się nurzać w odmętach przeszłości, nie przyjęli tego za wytyczną do własnego życia. Mówią: nurzajcie się sami.

– Więc i sprawy kościelne też ich mało interesują. Taka wojna o krzyże...
– Gdyby Polskę dotknął werdykt trybunału w Strasburgu, to nie sądzę, by tutaj na wielką skalę zaczęły się jakieś pochody, protesty. Oczywiście, w dyskursie publicznym z udziałem hierarchów kościelnych, dziennikarzy itd. byłoby dużo szumu. Ale ludzie by wysłuchali tego i spokojnie wrócili do swoich zajęć.

Mesjaszom dziękujemy

– Jest jedna rzecz, która Polaków rusza na pewno – to przyszłość ich dzieci.
– Oczywiście, że rusza. Gdyby nie ruszała, młodzi ludzie nie byliby w stanie tak masowo sfinansować sobie płatnych studiów. Niemal dwie trzecie studiujących młodych Polaków płaci za swoje studia. To kto ich finansuje? Przynajmniej na początku finansują rodzice. A to jest wskaźnik ich ogromnego zainteresowania przyszłością dzieci.

– Późną wiosną, latem ruszy kampania wyborcza, zaczynając maraton polityczny. I co wówczas? Czy politycy są w stanie ruszyć ludzi tak zapatrzonych we własne sprawy?
– Jeśli chodzi o wybory polityczne, myślę, że w coraz większym stopniu kryterium leżącym u podstaw decyzji tych, którzy zechcą stracić kilkanaście czy kilkadziesiąt minut, aby pofatygować się do urny, a tych, przypominam, jest około połowy uprawnionych do głosowania, będzie kryterium estetyczne. Ale nie w sensie takim, czy ktoś ma ładny krawat, czy ładnie się wysławia, tylko takie głębsze kryterium estetyczne.

– To znaczy?
– Czy to jest oszołom, który nie wiadomo czego się domaga, czy on chce tutaj coś zniszczyć, czego z takim trudem się dopracowaliśmy, czy nam chce zepsuć naszą małą stabilizację. Czy też jest to ktoś, kto mówi: obywatele, naprawdę nie będę wam życia meblował. W tym sensie rozumiem kryterium estetyczne – coś Polakom bardziej się podoba, coś mniej, niezależnie od programu. Bo program – to Polacy wiedzą – można zlecić jakiemuś jajogłowemu i on napisze. W kampanii główną sprawą będzie więc pytanie, na jakie rządy się zanosi. Czy na takie, które nie będą nam się do życia wtrącać, czy też takie, które zaczną nam robić trzęsienie ziemi, przestawiać wszystko z miejsca na miejsce?

– A takich nie chcemy.
– Nie chcemy. Nikt nam nie będzie odświeżał znajomości dekalogu. Bo cóż to za mesjasz?

– Więc, z drugiej strony, Polacy nie zgodzą się również na feministki, na pomysły radykalnej lewicy.
– Oczywiście. Polacy pozostali konserwatywni jak diabli. Jesteśmy najbardziej konserwatywnym społeczeństwem w Europie. Bardziej konserwatywnym od Niemców, Włochów, Irlandczyków i Hiszpanów.

– Ale zaleceń Kościoła też zbytnio nie słuchają. Jego wpływy również maleją.
– Kościół ma wpływ, ale nie w wymiarze społecznej nauki Kościoła. Czyli nie w wymiarze strażnika moralności osobistej. Ale w wymiarze strażnika moralności publicznej – niewątpliwie tak. Jak mogę psocić i grzeszyć – to jest moja sprawa. Ale jeśli polityk zacząłby to robić? Przecież on nawet jak śpi, to jest postacią publiczną!

– Niedobrze być politykiem w Polsce.
– No, niedobrze. Więc dlaczego aż tylu się napina, żeby się do tych elit politycznych dostać?

– Bo nic innego nie potrafią robić.
– E tam... Myślę, że jedną z głównych motywacji pchania się do polityki jest chęć solidniejszej zemsty. Bo gdy jestem zwykłym obywatelem, mogę się zemścić na sąsiedzie, pisząc donos do ZUS, że on niesłusznie pobiera rentę. A jeśli jestem politykiem, to uzyskuję niezwykle mocną gazrurkę, żeby naprawdę się zemścić na sporym gronie ludzi, których systemu wartości nie szanuję. Mogę im nawsadzać, a nawet wrzucić do więzienia, uchwalając odpowiednie prawo.

– Więc w cenie są politycy spokojni, zrównoważeni?
– Chodzi o fightera, ale spokojnego. Który walczy o to, co obiecał, ale nie wali na oślep dookoła.

– Czyli nie-Kaczyński.
– Nie Kaczyński.

– Jednym słowem, będą spokojne wybory.
– W telewizorze na pewno nie będą spokojne. Ale z pewnością nie będzie żadnych pochodów, manifestacji, palenia opon z powodu złości czy nieakceptowania jakichś kandydatów.

Prof. Janusz Czapiński, profesor na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego i prorektor Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie. Od 1991 r. prowadzi we współpracy z socjologami i ekonomistami badania poświęcone społecznym i psychologicznym problemom transformacji ustrojowej. Kierownik wieloletniego projektu badawczego „Diagnoza społeczna”.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 12:16, 20 Cze 2010    Temat postu:

A jednak ....

"Wybory nie są dla idiotów". Głosować powinno się po teście?

Czy każdy powinien mieć obowiązek głosować? A może teraz prawa wyborcze ma zbyt wiele osób? Gdy nie można pisać o kandydatach, tematem stają się same wybory.
Publicyści "Rzeczpospolitej" poruszyli temat frekwencji wyborczej. Jak wiadomo, w Polsce nie jest ona najwyższa. Dlatego Piotr Gursztyn zastanawia się, czy w naszym kraju nie powinno się wprowadzić obowiązkowego głosowania:

Dla wielu osób idea wyborczego przymusu brzmi absurdalnie. Wiemy, że taki obowiązek istnieje w Belgii, ale traktujemy to jako kuriozum. Niesłusznie – taki sam obowiązek istnieje w kilkudziesięciu krajach. (…) Skoro ten przymus obowiązuje w tak różnych krajach jak Belgia, Australia, Boliwia, Brazylia, Egipt czy Singapur, to dlaczego mówienie o nim u nas brzmi jak abstrakcja?

Decyzję o wprowadzeniu obowiązkowego głosowania w wielu krajach podjęto o zarania tamtejszych demokracji. W Polsce, rzecz jasna, byłby to skutek politycznych kalkulacji. Komu zmuszenie wszystkich obywateli do oddania głosu opłacałoby się najbardziej? Zdaniem Gursztyna, ugrupowaniu posiadającemu największe poparcie mediów oraz opiniotwórczych elit.

Zapewne właśnie z tego powodu pomysł obowiązkowego głosowania niezbyt podoba się Rafałowi Ziemkiewiczowi. Publicysta w długim tekście poświęconym wyborom opowiedział się wręcz za ograniczaniem praw wyborczych:

uważam, że prawo do głosowania powinno być obwarowane jakimś prostym egzaminem, eliminującym z tej procedury przynajmniej najbardziej skrajnych idiotów. Anxious

Amerykanie kiedyś taki test zastosowali, nader prosty − chodziło tylko o zrobienie dziurki w papierze w oznaczonym miejscu. I już samo tylko wyeliminowanie głosów tych, którzy nie mieli dość inteligencji, by sprostać tak nieskomplikowanemu wyzwaniu, zmieniło wynik, a z nim, śmiało można powiedzieć, bieg historii, na lepsze.
To nawet chwytliwe hasło: Wybory – nie dla idiotów. Ale, niestety, bez idiotów nie ma demokracji.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Śro 20:32, 26 Paź 2011    Temat postu:

Wspaniały tekst Zuzi w Salonie24 !!!!!!!

Do wierzących w politykę PO.
Wy żyjecie w Polsce, czy na fermie kurzej? Jak można akceptować słowa Premiera Tuska: "nie stawiam wam wysokiej poprzeczki", "żyjmy teraźniejszością", "ważna jest ciepła woda w kranie", "nie róbmy polityki", "polskość to nienormalność", "polityka miłości" (to jak slogan z Orwella).

Jak wy to robicie, że wam się nie zapala lampka. Kiedy Tusk dostaje medal od Merkel za specjalne zasługi dla integracji europejskiej. A równolegle pod Bałtykiem kładą rurę, bez najmniejszych protestów. U nas można budowę obwodnicy zablokować byle żuczkiem. Ginie prezydent kraju będącego w NATO, na terenie Rosji. Tusk nie podejmuje najmniejszej próby przejęcia śledztwa. Jak Wy chcecie, żeby Europa i Rosja Was szanowała? Skoro sami się nie szanujecie.

Chcecie zbudować europejskie społeczeństwo obywatelskie. Oparte na tolerancji , otwartości, multikulti.

Pytam, jak chcecie to zrobić? Skoro maturę sprowadzono do poziomu kalamburów. Wasze młode intelektualne elity, nie muszą przeczytać żadnej książki, żeby mieć średnie wykształcenie. Obniżając poziom nauki, zabieracie młodym ludziom wolność. Pozbawiacie ich narzędzi umożliwiających indywidualną ocenę zjawisk, na które składa się życie. . Jedyną bronią młodych Polaków jest cynizm, chamstwo i słowo zajebiście.

Jaki multikuturalizm chcecie tworzyć. Skoro kultura związana jest bezpośrednio z naszą historią. Minister edukacji chce wycofać ten przedmiot ze szkoły.

O jakiej tolerancji mówicie? Skoro telewizja publiczna promuje Nergala, nie zwracając uwagi na uczucia wierzących ludzi. Ciekawe, że dla Newtona i Leibniza (tworcy rachunku różniczkowego i całkowego) Biblia nie była stekiem kłamstw. A większość życia poświęcili na studiowanie właśnie Biblii. Wierzyli w Boga. Może nie calkiem chrześcijańskiego, ale wierzyli. Dali nam narzędzia, dzięki którym zmieniamy świat. A wy szydzicie ze wszystkiego i wszystkich kto wyznaje wyższe wartości.

Patriota zaraz będzie fanatycznym nacjonalistą. Wykpicie, sprowadzicie do absurdu. A patriotyzm jest biologicznie naturalny. To odpowiedzialność za moje stado, za obszar na którym to stado żyje. Pozbawiono Was edukacji, autorytetów i wmówiono, że jesteście sobą. Pozbawiono Was duszy.

Dzięki temu jesteście policzalni i przewidywalni. Jak wasz materializm. Zamieniono was elektoracie PO w izotropową, monokulturową strukturę. Reagującą jednakowo na emocjonalną wyzbytą logiki propagandę "Rudej Targowicy".

Zastanówcie się. Zobaczcie ostatnią scenę i monolog z „Misia” Bareji. Poszukajcie analogii z teraźniejszością.

Demokracja bez wartości wyższych zamienia się w cichy totalitaryzm.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Pro Rock



Dołączył: 04 Maj 2010
Posty: 278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:09, 30 Paź 2011    Temat postu: * * * * * * * * *

Czy my to jestesmy na zebraniu POP albo innego komitetu??

Zwracam uprzejmie uweage ze ponowne lamanie regulaminu przez Admina, bedzie mialo moja skuteczna odpowiedz.

z powazaniem


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pon 8:43, 31 Paź 2011    Temat postu:

Jak to mówił Forest Gump ?????
Acha .....

"Życie idioty ..... to nie bułka z masłem"

Think d'oh!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Pro Rock



Dołączył: 04 Maj 2010
Posty: 278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 15:40, 31 Paź 2011    Temat postu: * * * * * * * * * * *

No coraz ciekawsze doswiadczenia nam tu objawiasz.

Kiedys pisales jak o tobie mowili i co ciekawsze przyznawales im nawet racje. Teraz chwalisz sie zyciem, tylko prosze bez intymnych detali. Jakim jestes wszyscy wiemy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 9:36, 05 Maj 2012    Temat postu:

Szczęśliwy naród*

„…statystyczny Polak
W narodowym skeczu
Mądry jest po szkodzie
Martwi się po meczu”**


Oczom i uszom nie wierzę, gdy widzę i słyszę, że największym problemem Polaków A.D 2012 jest dość żenujące folkopolo, mające w założeniu detronizować takie pieśni jak „Rota”, pierwsza „Warszawianka”, „Pierwsza brygada”, „Pałacyk Michla” i parę innych. Że o naszym być albo nie być może zdecydować skład trybuny honorowej podczas meczu finałowego. Że…

Nic, że ceny rosną, siłą nabywcza spada, infrastruktura jest jak ser szwajcarski w którym zasadnicza treść dokonań poprzetykana jest dziurami zaniechań i niedoróbek.

Doszliśmy z Kobietą Moją Kochaną do wniosku, że ktoś musiał zdecydowanej większości naszych rodaków pąpnąć solidną porcję oksytocyny i teraz czują się oni jakby ich ktoś solidnie wyj… To znaczy jak po prawie idealnym seksie. Takim, po którym pozostaje uczucie zadowolenia, dobrze spełnionego obowiązku i co najwyżej jakieś szczegółowe „czepianki” w rodzaju „nie na tym boku” lub „nie od tej strony”. Ot choćby to kręcenie nosem na nasz nowy
„hymn”.

Obserwują ten stan zadowolenia społeczeństwa na nieustannym dorobku i przeżywającego coraz to nowe, kosztowne „konieczności dziejowe”, tak cieszącego się z faktu wywalenia tego, co wywalono i co wywala się na organizację zbliżających się igrców zastanawiam się nad wyborem mojego punktu widzenia na sprawę. Możliwości są dwie. Ta bardziej kusząca ale i bardziej kosztowna z ekonomicznego punktu widzenia, jednak dająca niepodważalne korzyści w postaci choćby chwilowego zjednoczenia, gdy znów będzie, że „wszyscy Polacy to jedna rodzina”. Polegająca na aplikowaniu Polakom kolejnych takich „okazji do dumy”. Olimpiada, letnia a po niej zaraz zimowa, finał Ligi Mistrzów cztery lata z rzędu, żeby usatysfakcjonować wszystkich administrujących naszymi świeżo wzniesionymi piramidami. A jak już obskoczymy wszelkie zmagania sportowe to może być jakaś kolejna Lollapalooza. I tak w kółko. Dostarczając do mózgów Polaków kolejne porcje oksytocyny i czyniąc z nich najszczęśliwszy naród na świecie. Radośni i dumny z tego, że świat przyjeżdża i podziwia choćby ten pokryty dyktą most na Wiśle jako ewidentny przykład geniuszu racjonalizatorskiego.



Ta druga, kosztująca co najwyżej nieco odwagi budzi o tyle opory, że byłaby w pewnym sensie czymś w rodzaju kradzieży. Próbą pozbawienia rodaków tej błogosławionej porcji hormonu, który tak dobrze im ostatnio robi. Czyniąc ich pępkiem jeśli nie świata to choć starej jego części.

Polegała by na tym, by stanąć chwacko w rozkroku, zawadiacko podeprzeć się pod boki i przemówić do Narodu tymi słowy: „Czy was wszystkich po…..ło?!!!!”

Oczywiście to się nie zdarzy. Nie dlatego, że brak mi odwagi albo fantazji. Nie dlatego też, że Naród zdecydowanie woli rozwiązania kosztowne i nieracjonalne.

Nawet gdybym stanął na Krakowskim Przedmieściu, w dodatku odziany tylko w poczucie odpowiedzialności za Polskę i Polaków, mógłbym do woli i białej kości zdzierać sobie gardło. Nikt by nie reagował. Może poza wojakami Pani Hanki, co na Krakowskie mają uczulenie. Mój event umknąłby uwadze całej reszty bo byłaby zajęta rozstrzyganiem, czy przynosi nam wstyd nasz nowy hymn czy raczej chlubę oraz oczekiwaniem na okolicznościowe bączki, długopisy, magnesy na lodówkę i całe tony podobnych dowodów naszej potęgi. Światowo wyprodukowanych w Państwie Środka. Jak Bóg przykazał…



* Tak naprawdę tytuł miał być inny. Tyle, że z takim, jaki planowałem, ten tekst pewnie by zwinięto.

** „Egzystencjalny paw”- z płyty Pidżamy Porno „Bułgarskie centrum”

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Śro 19:58, 15 Sie 2012    Temat postu:

Czym jest Polska i dokąd dryfuje? Salon24


Przychodzą takie dni, kiedy najzupełniej na zimno zastanawiam się czym jest Polska. Myślę wtedy o jej konstrukcji, o jej losach, o jej przeszłości i myślę też o przyszłości jaka czeka na ten kraj, z którym los nas tu powiązał. No i kiedy tak myślę o tej Polsce przeszłości i przyszłości to momentami ciarki przechodzą mi po plecach.

Przed oczami staje mi Polska wielokrotnie napadana, podbijana, wymazywana z map i z uporem na te mapy powracająca. Powracająca, często tak samo jak znikająca, w wyniku aktualnego, takiego a nie innego przebiegu nieustannych rozgrywek pomiędzy europejskimi drapieżnikami, choć nam się często wydaje że ta Polska wracała tylko i wyłącznie z naszej zasługi. Czego się poprzez te lata jako naród nauczyliśmy? Nauczyliśmy się stawiania oporu, walki, unikania krytycznych sytuacji a nade wszystko nauczyliśmy się egzystować tylko i wyłącznie w trudnych, okupacyjnych warunkach.

Jadę do pracy i słyszę rozmowę dwóch chłopaków, młodych informatyków na dorobku. Jeden drugiemu opowiada o ofertach pracy jakie ma, np. z Singapuru. Na razie jeszcze tu pobędę, - mówi – ale potem chyba wyjadę, bo tu jest taki syf, że... Słysze te słowa i myślę sobie, że to doskonały przykład na to, że mamy jako naród wszystko, wszystko oprócz chęci do dalszego nim bycia. Chyba.

Nie mamy i nie mieliśmy etosu. Co gorsza niczego jako naród się nie uczymy. Spójrzmy na Izrael. Kraj, którego ludność swojego czasu skazana była na etniczną anihilację. Zupełnie przypadkiem Polacy byli następni w kolejce i summa summarum kilka milionów Żydów pożegnało się z tym światem, całkiem tak samo jak i kilka milionów Polaków. Cóż zrobili Żydzi? Żydzi zadbali o swoje interesy i w końcu powiedzieli sobie – dość biegania po całym świecie, jeszcze jedna taka akcja i znikniemy całkiem. Wydreptali sobie swój kawałek podłogi, obstawili go rakietami i zbudowali wyjątkowo mocny etos państwa. Nie przejmują się opiniami ekologów ani moralistów z przeszłością w Hitlerjugend tylko każdemu kto ma jakieś „ale” podstawiają pod nos atomową piąchę. Pielgrzymki izraelskiej młodzieży jeżdżą po świecie odwiedzając groby swoich rodaków i mimo tego, że ma owa izraelska młodzież i-phone'y, ma tablety i ma buty z pumą to doskonale wie o co w tej całej zabawie chodzi. Przypominają jej o tym i politycy, i szkoła. Ok, rób sobie młody Izraelczyku co chcesz. Tylko najpierw odsłuż swoje dla kraju, odwiedź groby ofiar i w każdej chwili wiedz kto jest najlepszy. Nikomu nie przychodzi do głowy żeby na tych cmentarzach buczeć, czy żeby organizować tam polityczne pikniki.

Jednym słowem, Izrael dba o swoje narodowe interesy. Czemu my – będąc momentami w bardzo podobnej do nich sytuacji – tego nie potrafimy? Skąd bierze się ta nasza genetyczna miękkość, która za nic ma wszelkie groźne dla siebie siły? Czemu nasze podejście do Polski to zawsze musi być mieszanina auto-pogardy i patrio-fanatyzmu? Polacy mówią często że chcą wolności. Tylko od czego tej wolności chcą? Nie ma wolności bezwzględnej. Polacy mówią że chcą spokoju. Chcą tego, czego nigdy nie mieli, jest to najzupełniej zrozumiałe. Widać to po frekwencji wyborczej. Dla większości Polaków przynależność państwowa odbierana jest wciąż jako tylko pewnego rodzaju wynik przypadkowej decyzji losu.

Myślę o tym wszystkim znów, kiedy widzę jak nasze społeczeństwo jest poparaliżowane mentalnie. Nie chodzi o partię tą czy siamtą. Chodzi o to, że jeszcze parę lat temu ledwie, Polak potrafił iść do tej urny i chociaż tam dać wyraz swoim emocjom. Pal licho, że w tym amoku zamieniał AWS na SLD czy PO na PiS lub odwrotnie, a wszystko to bez żadnego ładu i składu. Jednak coś się Polakom nie podobało, czemuś byli przeciwni. A dziś? Wydają się być już całkowicie oswojeni. Nie reagują na zły stan państwa, i gładko nauczyli się w nim całkiem dobrze funkcjonować. Mając swoje ziarenko, o które dbają, kompletnie przy tym przestali zajmować się wspólnym podwórkiem. Nie chce im się nawet już iść do tych urn i ot, tak, dla zabawy nawet wysiudać z siodeł tych, którzy kłamią, oszukują i kradną w żywe niemal oczy.

Zaczyna to wszystko iść w bardzo niebezpieczną stronę. Nadal nie wiemy kim jesteśmy. Nie wiemy dokąd chcemy zmierzać, elit które powinny wiedzieć za nas lepiej żadnych nie posiadamy. Nie chcę bić w bęben ot tak dla hecy. Nic wielkiego jak sądzę w najbliższym czasie nam nie grozi. Kryzys? Zrobi się więcej ogórków na zimę, a babcia czy ciocia zaprosi na obiad i będzie dobrze. Nie takie rzeczy przeżywaliśmy.

Gorzej, że znów dryfujemy. Nie rozwijamy się, nie budujemy charakteru narodowego tylko łykamy wszystko co podsuną tandetne media, zagranica i ich cartoon network. Znów szykujemy sobie kłopoty.

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 18:46, 11 Wrz 2012    Temat postu:

Co ważniejsze? Społeczeństwo obywatelskie czy mądre elity? Salon24

Nie system wygrywa mecze, a raczej dobrzy gracze, dla których ten system jest stworzony jako narzędzie. Nie wystarczy ustawić taktycznie klubu osiedlowego tak samo jak gra Barcelona, aby ten osiedlowy klub zaczął nagle kopać piłkę jak Duma Katalonii.

Podobnie jest i w polityce. Możemy rozprawiać godzinami o najlepszym dla Polski ustroju, a i tak będzie to nieco czcza gadanina, jeśli wcześniej nie pomyślimy o przygotowaniu dobrego gruntu, na którym dopiero będzie można dokonywać jakiejś sensownej przebudowy.
Bo co nam dadzą JOW-y, skoro media lokalne i centralne obiema nogami tkwią w patologicznych nawykach?

Co nam pomoże wprowadzenie systemu prezydenckiego, skoro nadal Polacy nie będą chcieć takiej władzy masowo legitymizować, a wszystkie nowo powstałe instytucje publiczne zasiedlą ci sami co dotąd ludzie, nie umiejący pojąć, iż ich praca to służebność społeczeństwu? Trudno w tak zabagnionym krajobrazie zdecydować się, od czego zaczynać remanent.

Istnieją dwie szkoły. Jedna, która wierzy w to, że nasza klasa polityczna i urzędnicza będzie z biegiem lat się cywilizować, i kiedyś, może za dziesięć albo piętnaście lat, wreszcie doczekamy czasów, że polski premier poda się do dymisji kiedy padnie na niego jakikolwiek cień podejrzenia o udział w nieczystej grze. Druga, (do której, przyznam, ja sam raczej się skłaniam) widzi raczej nadzieję w jakiejś stosunkowo szybkiej stymulacji zwiędniętych odruchów obywatelskich.

Oczywiście, obie szkoły mogą miejscowo się na siebie nakładać, to naturalne, bo te dwa procesy mogłyby zachodzić jednocześnie. Jednak sądzę, że jeśli nie podejmiemy natychmiast jakichś mocniejszych i bardziej żwawych działań, to niestety ale nasz rozwój będzie tylko zakamuflowanym regresem. Zresztą widać to najdobitniej w przypadku mediów, które niesłychanie szybko uległy procesom gnilnym i dziś nie nadają się do niczego więcej, jak tylko do dostarczania pseudo-politycznej rozrywki.

Za co się więc zabrać w pierwszej kolejności? Czy zacząć od elit, np.za pomocą punktowego uderzenia w postaci wprowadzenia JOW-ów, (tu znów nieśmiało napomknę, że jestem za tym rozwiązaniem) i liczenie na to, że polskie społeczeństwo odbierze ten komunikat jako wezwanie do większej aktywności obywatelskiej, czy może odwrotnie - najpierw próbować grać na pobudzenie społecznych emocji, i dopiero na tej fali dokonywać koniecznych zmian na poziomie instytucji?

Uwaga, uwaga.

Mam salomonowe rozwiązanie. Gdyby tak połączyć te dwa nurty? Wykorzystując internet, spróbować stworzyć mocny oddolny ruch (początkowo mógłby on być politycznie obojętny – trzeba by to wszystko poregulować odpowiednim statutem), którego cała energia skierowana byłaby na uświadamianie społeczeństwa co do jego praw i obowiązków, wynikających z życia w kraju demokratycznym. Taki ruch, mógłby spróbować postarać się o jakieś dofinansowanie i prowadzić kampanie edukacyjne – w postaci strony internetowej, eventów ulicznych czy prostych i przejrzystych broszurek. Za pomocą tych narzędzi, można by próbować uzmysłowić ludziom jaka jest struktura dzisiejszego ustroju, jaki mamy na nią wpływ, czy wreszcie podawać ludziom proste, nie wymagające dużych nakładów czasu, sposoby na sprawowanie kontroli społecznej nad choćby lokalną władzą. Być może, za czas nie tak odległy, z takiego masowego ruchu wykształciłyby się jakieś zdrowsze niż dziś elity, które raz dobrze i zdrowo zaprogramowane byłyby w stanie wpłynąć na obraz całości systemu.


Wiem, ze brzmi to trochę naiwnie. Jednak czy naiwność czasem nie bywa najlepszym rozwiązaniem? Owszem, można czekać w nieskończoność na to, że w końcu przyjedzie jakiś polityk na białym koniu i zrobi u nas Kuwejt. Myślę, że praca o której piszę powyżej, tak czy siak nas czeka i dalsze jej odkładanie może tylko pogorszyć sprawę. Już widać efekty wieloletniego działania „mediów” zespolonych symbiotycznie z politykami, publicystami czy ekonomistami w "koalicję dobrego samopoczucia". Dzięki ich „pracy” polskie społeczeństwo coraz bardziej pogrąża się w apatii i obojętności wobec spraw toczących się ponad ich głowami, a jedynymi przejawami życia społecznego są silne (ale w gruncie rzeczy bardzo powierzchowne) wewnętrzne podziały.

W mojej opinii, jedyną naszą szansą jest, choćby okresowe, skumulowanie energii ludzi, którym jeszcze chce się popracować organicznie i pozytywnie. Musi, po prostu musi, w końcu wytrącić się z takich działań masa krytyczna, która wywrze wreszcie jakiś realny nacisk na teoretycznie demokratyczną władzę nie mającą dziś żadnego styku ze społeczeństwem.

[link widoczny dla zalogowanych]

Anxious Anxious Anxious


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez w51 dnia Wto 18:48, 11 Wrz 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 8:09, 30 Wrz 2012    Temat postu:

Rafał Ziemkiewicz [link widoczny dla zalogowanych]

Duch obywatelski, czyli drugaja put’29 wrz 2012

Są dwa znaczenia słowa „obywatel”. Zasadnicze − i tutejsze. Zasadniczo obywatel to świadomy członek wspólnoty społeczności lub państwa, mający określone uprawnienia, przyjmujący za swą wspólnotę odpowiedzialność, i, co najbardziej świadczy o jego obywatelskości, aktywnie angażujący się na rzecz wspólnego dobra.

Tutejsze znaczenie słowa obywatel wyłożył natomiast niegdyś niezapomniany Kisiel. Obywatel − to u nas „taki, który umie się obywać bez”. Bez tego wszystkiego, bez czego obywatele państw cywilizowanych obyć by się nie umieli, i czego, gdyby im próbowano zabrać, broniliby z oburzeniem.

Obywatel PRL obywał się więc bez sklepu, w którym można by normalnie coś kupić, i to to, co się akurat kupić ma ochotę, bez „polowania” na towar, stania godzinami w kolejkach, załatwiania i wielkiej łaski. Obywał się, jeśli akurat ogłoszono odpowiedni stopień zasilania, bez prądu, bez ciepłej wody, bez przyjaznego mu urzędu, bez wolności słowa, zgromadzeń i innych praw obywatelskich i osobistych. Pił wódkę o smaku karbidu, popychał gliniastym chlebem z pasztetówką o smaku szajspapieru, mieszkał kątem, kombinował i − no, właśnie, obywał się. Bo nie widział innego wyjścia, bo przywykł, bo się spodziewał, że może być jeszcze gorzej.

W dwadzieścia lat po symbolicznym oddaniu polskiemu orłu korony duch tak rozumianego obywatelstwa wracaz największym impetem. Tu trzeba oddać im wszystkim, Donaldowi Tuskowi, neo-nomenklaturze, na której opiera się jego władza, służącym jej mediom i tzw. elitom opiniotwórczym, że odnieśli sukces niewyobrażalny. Sukces, który jeszcze pięć lat temu wydawał się nie do pomyślenia.

Bo przez paręnaście pierwszych lat III RP wydawało się, że „obywatelstwo” w sensie peerelowskim się skończyło. Że Polacy chcą państwa na miarę nowoczesnej Europy, chcą być narodem jak inne, wolnym, dumnym, szanowanym, a nie trzodą niewolników. Że chcą żyć lepiej, że chcą być dobrze rządzeni, i że dostawszy narzędzia demokracji − wymuszą to.

Trzeba im oddać, wedle zasady „cesarzowi co cesarskie” − odnieśli sukces niewiarygodny.

Przyuczyli polactwo, by się wyrzekło tych marzeń, i by się znowu nauczyło obywać. Obywać bez prawdomównej, uczciwej władzy, która by się kierowała dobrem wspólnym, a nie garnięciem pod dupska dla siebie, rodzin i kumpli. Władza jest jaka jest, jak zwykle, spodziewałeś się innej? Naiwny byłeś. Trzeba się obyć.

Można się obyć się bez porządnego szpitala, bez porządnej szkoły, bez wygodnych, nie zatłoczonych i nie wykolejających się co chwila pociągów, bez sprawiedliwych sądów, sprawnej prokuratury i dającej poczucie bezpieczeństwa policji. Bez uczciwego banku, który nie okrada frajerów w biały dzień, bez mówiących prawdę telewizji, bez nadziei na lepszą przyszłość, chyba że na emigracji. Bez krztyny zdrowego rozsądku w działaniach urzędów, które europejskim wzorem potrafiły odebrać dzieci uczciwym, kochającym się i pobożnym rodzicom za to tylko, że byli biedni, a oddać je „rodzinie zastępczej” w której dzieci, wzięte dla zasiłku, katowano, aż zakatowano na śmierć. Bez odrobiny narodowej godności, gdy okazuje się, że zwłoki tragicznie zmarłych wybitnych naszych obywateli potraktowali czekiści jak padlinę, a ślady po tajemniczej katastrofie posprzątali bez ich badania, bo przyczyny tragedii starym zwyczajem ogłosili już w pięć minut po niej.

Jeśli umiemy się obyć bez rządu, bez przywódcy, który by w tym momencie odważył się bodaj szepnąć: stop, jesteśmy wolnym, niepodległym krajem, jesteśmy członkami NATO i Unii Europejskiej, a wasz prezydent kilka godzin temu deklarował gotowość utworzenia międzynarodowej komisji do zbadania wypadku, domagamy się uszanowania podstawowych zasad − to znaczy, że jako masa ponownie nabraliśmy tej umiejętności obywania się bez wszystkiego tego, co ludzie normalni uważają za elementarne. To znaczy, że oni mogą z nami zrobić wszystko. A my powiemy, że ot, pewnie deszcz pada, a ta substancja na głowie? Oj tam, oj tam, można się przecież obyć bez czystej głowy i bez zapachu świeżości.

Jeśli większość ankietowanych spodziewa się pod obecnymi rządami, że w najbliższych latach sytuacja i kraju, i ich osobista, się pogorszy, i mimo to nie domagają się zmiany tych rządów − to znaczy, że oni mogą dalej kłamać, kombinować i rozszabrowywać wspólne dobro najzupełniej spokojnie.

W porannym TVN, który włączyłem z jakiegoś bezmyślnego odruchu, powitały mnie trzy postacie ze skrzywionymi nosami, z minami, jakby w studiu pod ich stopami leżała jakaś wyjątkowo śmierdząca kupa. Dobrze odżywiony prezenter, celebrytka o twarzy z fotoszopa i pani od pisania wstępniaków u Lisa informowali z tymi wykrzywionymi nosami, że dziś w Warszawie lepiej nie zbliżać się do centrum, bo rozbijają się po nim ludzie, którzy, wyobraźcie sobie państwo, domagają się wolności! To ci dopiero, są tacy, którzy twierdzą, że w Polsce czegoś brak, a już wolności zwłaszcza! To co niby, padło morderczym sztychem z nastrzykanych warg, mają powiedzieć mieszkańcy Korei Północnej czy Kuby? Fakt, zawstydziłem się, tam się potrafią obywać dużo bardziej niż my, jeszcze przed nami długa droga.

Więc śniadaniowa trójka z TVN pokiwała głowami nad niewyobrażalnym tupetem tych, co się obyć nie potrafią, doradziła, żeby dziś w Warszawie można iść na bulwary, gdzie szykują się atrakcje sportowe, ale za to jutro, a jutro, proszę państwa, też miasto będzie zablokowane, „ale z innej, radosnej okazji” − pani prezydent urządza nam maraton!

I nie wiem dlaczego, przypomniał mi się kawał zza wschodniej granicy, opowiadany kiedyś przez rozgoryczonego białoruskiego opozycjonistę. Ten kawał wymaga drobnego przypisu, bo nawiązuje do tam znanej każdemu, a nas na szczęście nieco mniej, sowieckiej mitologii. Zdanie „my pajdziom drugoj putiom”, czyli „pójdziemy inną drogą”, wypowiada w niej młody Lenin do matki po skazaniu za próbę zamachu na cara jego starszego brata − zdaniem tym wskazując, że w swym genialnym umyśle stworzył właśnie podwaliny pod wielką oktiabrską rewolucję.

A kawał jest taki: w brzuchu u Rosji spotykają się Czeczenia i Białoruś. Czeczenia pyta współczująco: i szto, was toże Ruskie sniali? Na co Białoruś: niet, my paszli drugim putiom.

Żeby moje dzieci nie opowiadały kiedyś tego kawału o własnym kraju, kończę stukanie w klawisze i idę na ulicę, podziękować ludziom, którym chciało się ruszyć z domów, żeby słowu „obywatel” przywracać właściwie znaczenie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Pon 21:00, 29 Paź 2012    Temat postu:

Śśśśśśśśśśświetne !!!!!

Powód powodzeń PO

[link widoczny dla zalogowanych]

Powód powodzeń jest taki, że dziś ludzie nie chcą od polityków rozwiązywania problemów, brania się za bary z zagrożeniami wiszacymi nad krajem, prawdy o stanie kraju itd itd, tylko chcą, żeby im nie mącić dobrego samopoczucia.

PO mówi, że jest dobrze i że będzie dobrze - nie mąci ludziom samopoczucia.

Natomiast opozycja mówi prawdę, ale ta prawda strasznie mąci samopoczucie.
Prawda jest straszna, jeśli ktoś przyjmie ją, to będzie miał samopoczucie strasznie zmącone.

Korupcja kwitnie, sądy są złe, prokuratura też, ludzie rządowi kłamią, zatracili przyzwoitość i podstawowe zasady ludzkie aż tak, że nawet zmasowane bezczeszczenie zwłok mają za niewinną pomyłkę, wydają patriotów z Białorusi tyrankowi, każdy cenniejszy świadek popełnia tzw samobójstwo, służba zdrowia okropnieje, przerażający dług narasta, wywala się pieniądze na gadżety itd itd.

To prawda, ale to mąci samopoczucie.

Nawet gdy wszystko jeszcze się pogorszy, albo wręcz padnie, to sporo ludzi będzie wolało, by im mówiono wtedy, że jest dobrze i będzie dobrze niż żeby im mówiono, że trzeba pracy i wyrzeczeń, by kraj uporządkować, pracy i wyrzeczeń w wyniku lat wspaniałego rozwoju, zwłaszcza że za upadek nie ludzie są winni.

Wolą na gruzach (w przenośni) słyszeć, że nie są wśród gruzów, że jest dobrze i że będzie dobrze niż ciągle słuchać krakania-kwakania opozycji, jej strasznych prawd i jej lamentu bez jaj, który nic nie daje.

A lament nic nie daje, bo w wyborach nie zwyciężają partie lamentujące - nawet słusznie - i przez ten lament mącące dobre samopoczucie, tylko partie dobre, średnie lub złe, nawet okropne, niszczące wszystko, ale nie mącące samopoczucia.

Kto bowiem ma zmącone samopoczucie, ma także stres, więcej choruje, wczęśniej umiera - rzecz biorąc statystycznie, dlatego instynktownie tak wielu ludzi wybiera partie,które prawdziwie albo fałszywie, mniejsza już o to, wciąż zapewniają, iż jest dobrze.

Think Think Think


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Śro 22:38, 31 Paź 2012    Temat postu:

Czy da się podpalić Polskę? Raczej nie

[link widoczny dla zalogowanych]


„Autorytety” ze stałej listy alarmowej „Gazety Wyborczej” lamentują, że Cezary Gmyz chciał „podpalić państwo”. Co bardziej przerażeni czytelnicy „GW” (jak można wnioskować z ich komentarzy na forum gazeta.pl) są przekonani, że Jarosław Kaczyński chciał wczoraj przeprowadzić zamach stanu i (zbrojnie?) przejąć władzę.

„Autorytety” z „GW” nie pierwszy raz piszczą ze strachu i to nawet zabawne przyglądać się ich wrzaskowi (chociaż zawsze się zastanawiam – to taka gra z ich strony, czy rzeczywiście tak się trzęsą?). Niestety jednak, ich obawy są bezpodstawne – PiS i jego zwolennicy nie są siłą zdolną do „popalenia państwa”. Chociaż spalenie patologicznych struktur III RP nie jest złym pomysłem.

Lecz III RP nikt nie podpali, bo po prostu nie ma kto tego zrobić. Owszem, politycy PiS oraz ich zwolennicy często posługują dosyć ostrą retoryką – zwłaszcza po 10 kwietnia 2010. I trudno się nawet temu dziwić.

Przecież – jeśli sprawdzą się najgorsze przypuszczenia sformułowane chociażby wczoraj przez Jarosława Kaczyńskiego – to ostre słowa o współczesnej Polsce są jak najbardziej uzasadnione. Ale nie trzeba nawet wiary w smoleński zamach, aby buntować się przeciw III RP. Jest to państwo zdegenerowane, pogrążające się coraz bardziej w morzu kryzysu i patologii. Nie trzeba Smoleńska aby widzieć, że III RP nie jest niczym dobrym. Ale żadna część polskiego społeczeństwa nie jest zdolna do tego, aby mniej lub bardziej metaforycznie „podpalać”.

Widzieliśmy to chociażby wczoraj. Przez chwilę wydawało się, że obnażono prawdę o Smoleńsku. Prawdę dramatyczną. Jarosław Kaczyński – rzekomo lider znacznej części Polaków – rzucał ostre słowa. Wtórowali mu nie tylko partyjni koledzy, ale też rodziny ofiar Smoleńska. I co? I nic.

Cały spektakl rozgrywał się tylko na kilku kilometrach kwadratowych polskiej stolicy. I na ekranach telewizorów oraz komputerów. Ten teatr nie miał żadnego przełożenia na zachowania Polaków. Nikt nie wyszedł na ulice, nie było spontanicznych protestów. Ktoś może powiedzieć, że nastroje spacyfikowała konferencja prokuratury, ale inne słowa śledczych raczej nic by nie zmieniły. Nawet, gdyby pracownicy NPW wyszli i powiedzieli – tak, znaleźliśmy ślady trotylu – nie byłoby żadnej reakcji, poza kłótniami w telewizyjnych studiach.

Ale nie ograniczajmy się tylko do Smoleńska. Gdyby doszło do jakiś społecznie szkodliwych zmian np. w prawie pracy lub podatkach, reakcja społeczna byłaby dokładnie taka sama. Nie byłoby demonstracji i zamieszek, jak na południu Europy. Nie byłoby paraliżujących kraj strajków, jak w Niemczech lub Francji. Nic by nie było. Polacy wszystko by łyknęli, i co najwyżej pobluzgali w internecie.

Dlatego właśnie tak przykry jest dysonans między mocnymi (i często w pełni uzasadnionymi) słowami polityków PiS, a ich społecznym odbiorem. Owszem, można się obrażać na nieczułe społeczeństwo, ale nie zmienia to faktu, że chwilami różnica między telewizyjnym patosem PiS a nastrojami ulicy wypada po prostu śmiesznie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 10:06, 10 Lis 2012    Temat postu:

Heglowskie kąsanie rozsądku

[link widoczny dla zalogowanych]

Mam wrażenie, że czas schyłkowej III RP zostanie nazwany epoką dekonstrukcji zdrowego rozsądku.

Wniosek opieram na kilku prostych obserwacjach. Wygląda bowiem na to, że po wyczerpaniu się systemu represji wobec niezależnych (czytaj prawdziwych) dziennikarzy, po domknięciu się systemu kontroli władzy, która odtąd kontrolowana jest wyłącznie przez samą siebie, po perfekcyjnym rozwinięciu kolorowych hologramów niczym nie skrępoowanej propagandy i po domknięciu się procesu sklientyzowania szerokich kręgów społecznych – wydaje się, że dziś bez członkostwa w Podstawowej Organizacji Partyjnej Zjednoczonej Parrtii Obywatelsko Chłopskiej, nie ma widoków nawet na posadę nocnego portiera w jakiejkolwiek instytucji powiązanej z władzą – rozpoczęla się ostateczna batalia – batalia za zdrowym rozsądkiem.
Rozsądek, jak wiadomo, oparty jest na:

doświadczeniu,

praktyce

i umiejętności kalkulacji.

Wszystkie składowe zdrowego rozsądku w ciągu ostatnich dni stały się wyjatkowo niebezpieczne, ale rządowych wytwarzaczy spinu (nie mylić ze spleenem, który coraz mocniej wyziera z pustego oblicza pana premiera Donalda Tuska) zagrzewa to jedynie do walki, do heglowskiego kąsania tego co naturalnie przyrodzone i genetycznie utrwalone.

Doswiadczenie podpowiada bowiem, ze jak ktoś raz skłamie, to będzie miał tendencje do powtarzania swjego wyczynu w przyszłości. Jeżeli zatem publiczność, po raz kolejny, łapie na kłamstwie rządowego rzecznika Pawła Grasia (w dzień publikacji tekstu o trotylu nic – rankiem - nie wiedział o tekście, a jeszcze noc wczesniej pod smietnikiem doniosł mu o tym usłuźnie demokratycznie nastały właściciel „Rzeczpospolitej” pan Hajdarowicz Grzegorz), to natychmiast trzeba zakwestionować dotychczasowe doświadczenia z kłamczuchami, a w ogóle tak interpretować (pochwaleni niech będą interpretatorzy) przedszkolne wykrety Grasia rzecznika, aby ponad wszelką wątpliwość udowodnić, że jego mijanie się z prawdą jest właśnie najczystszą owej prawdy miłoscią, platonicznym karesem wobec prawdy i zachowaniem mającym w istocie prawdę ową chronić – aby się zbytnio nie zużyła.
Bo jak się o coś troszczy, to przeciez nie używa się tego zbyt często, aby się nie popsuło. Koscielnych butów nikt nie ubiera do kopania rowów i bliźnich.

Skoro już z doswiadczeniem „mamy porobione jak należy” warto zabrać się za rozmontowanie kolejnej składowej zdrowego rozsądku - za rozlupanie „praktyki”.

Jak wiadomo praktyka uczy nas szacunku wobec faktów i zdolności przewidywania ich następstw. Skoro wiadomo także, że w kręgu „pismaczków” mamy do czynienia z ostałym jeszcze jak endemit Dziennikarzem (mowa o Cezarym Gmyzie), to należy to żałosne przeoczenie natychmiast wygładzić.

Udowadniamy zatem, że Gmyz to kłamczuch, bo skandalicznie prawdy nadużywa, a w ogóle to ten Gmyz, pisząc prawdę, prowadzi do wywołania wojny z Rosją a nawet do refleksyjnego pytania powstałego w niezmożonym umyśle Pana Prezydenta – kto za tym stoi?

Taka prawda to w istocie fałsz i nienawiść, a jak wiadomo nienawiść zła jest apriori, tak więc nie może mieć nic wspólnego z prawdą, bo prawda to w końcu składowa idealnej triady – dobra, piękna i prawdy.

Tak więc zła prawda nie jest wcale prawdą, zła prawda to taka, która smuci władze, smuci i wnerwia, a jak wnerwia to, taka władza musi się leczyć i to na koszt podatników.

Wnioski płynace z praktyki są tedy wnioskami istotnymi tylko wtedy, gdy nie służą wiadomym siłom, bo inaczej to takie wnioski nie są niczym innym jak tylko szczuciem, sianiem nienawiści i działaniem w interesie wiadomych sił.

No i wreszcie najprzyjemniejsza składowa zdrowego rozsądku – umiejetność kalkulacji, przez co bardziej idealistycznie usposobionych zwana także zdolnością przewidywania.

Kalkulacja sama w sobie (o ile nie dotyczy budowy stadionów, autostrad i ekonomii w ogóle) jest władzy dobrze znana i z władzą od zarania zaprzyjaźniona.

Wystarczy więc wypreparować ze zdolności przewidywania ten szczególny profetyzm, który podświadomie informuje, za co można dostać po paluchach, a co w efekcie przyniesie słodki smak konfiturki.

Troche to wszystko zawikłane, ale w praktyce takie wywalanie na fukuyamowski śmietnik zdrowego rozsądku działa analogicznie jak słynny jamniczek Antoniszczaka – od strony buzi się podaje, a spod ogonka wyjmuje.

Jeżeli zmasowana propaganda, z użyciem znanych i lubianych, skutecznie rozprawi się z reakcyjnym w swej naturze zdrowym rozsądkiem, staniemy się krajem tajemniczo uśmiechniętych obywateli, zdradzajacych co prawda oznaki wstępnego odkorowania, ale kto powiedział, że społeczeństwu w ogóle potrzebne są zdolności myślenia?

Przecież najlepiej myśli za nie demokratycznie (czytaj – przy użyciu wszelkich możliwych mediów, aktorek, podfruwajek i celebrysiów) wyłoniony aktyw, a ze żre on kawior w imieniu swoich wyborców – cóż kochani czasy jednej „Agory” jeszcze nie minęły, a tej drugiej, zamierzchłej, już se ne wrócą.

To może jeszcze po łyczku tefauneniku?

Tylko pamiętajcie! Po pierwszym nie zagryzajcie, bo się porzygacie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Nie 13:16, 09 Gru 2012    Temat postu:

Od kilkunastu dni obserwuję serial o agencie Tomku.

CBA ani on sam nigdy nie były " postaciami z mojej bajki"

Nie mniej widzę w tej zorganizowanej akcji medialnej, jeden zasadniczy cel jakim jest .... zohydzenie i w efekcie sparaliżowanie aparatu państwowego, którego zasadniczym zadaniem jest zwalczanie korupcji w państwie zdominowanym przez platformersów.
Podobno nawet ...aferzysta z Lublina chce wnieść projekt ustawy o likwidacji CBA.
Spoglądając na reakcje bezrozumnej publiczności na licznych forach internetowych , można powiedzieć cytując znanego klasyka że ... "karpie cieszą się z nadchodzącej Wigilii"
Nie zdają sobie sprawy, że czeka tę publiczność dokładnie ten sam los.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez w51 dnia Nie 13:18, 09 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 21:11, 07 Lut 2013    Temat postu:

Dlaczego tylko 70%? Polaków zadowoonych jest z prezydentury Komorowskiego?

To mnie dziwi najbardziej.

Jak czytam, że ludziska masowo chcą się leczyć w szpitalu w Leśnej Górze, spowiadać u księdza Mateusza. Piszą protesty w sprawie śmierci Hanki Mostowiak, to nie dziwmy się, że można w tv wykreować każdego na najlepsiejszego prezydenta fszyćkich polakuf.
A takim prezydętem jest nasz chrabia Bul miłosciwie nam panujacy we fszyćkich przekaziorach.
I jak ktoś czytał "Mr Gardnera" Kosińskiego, to wie o co chodzi.

Drodzy Państwo w społeczeństwie ponad połowa nie czyta nawet instrukcji obsługi miksera, bo jej nie rozumie. Większość prasy jaką kupuje to Tiny, Sriny i inne bździny gdzie piszą o tym kto, z kim i pod kim. Ewentualnie kupują jeszcze program tv. Jak maja internet to czytają pudelka, albo onet.
Jak wracają z pracy oglądają tvn, a w samochodzie słuchają rmf-u.


No więc skąd maja wiedzieć kim jest obecny prezydent, z jakich środowisk się wywodzi i kim jest I -wsza dama?

Gdyby teraz było powstanie styczniowe, to tak samo skończyłoby jak to z 1863 roku, a tym, którzy polegliby w nim te 70% tak samo jak wtedy zdejmowaliby buty z nóg.
Wtedy ciemny był chłop pańszczyźniany. Potem zmądrzał, nawet ze swych trzewi spłodził patriotów i "elity". Teraz te "elity" zrobiły sobie swojego "chłopa pańszczyźnianego" który od rana do wieczora orze i odrabia pańszczyznę, tyle tylko, że teraz dodatkowo wmówili mu, ze jest wolny i ma się z tego cieszyć. No to się cieszy i popiera.

Z dyskusji .... [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Sob 22:39, 09 Lut 2013    Temat postu:

Z dyskusji ….. [link widoczny dla zalogowanych]



Sami na siebie głosują to mają. Skorumpowani politycznie i zaszantażowane gospodarczo kiilkaset tysięcy urzędników,cała ubecja, milicja, trepy, kryminaliści, medialiści, nauczyciele w ZNP, prawnicy, notariusze, lekarze, sądziowie, prokuratorzy, i co najważniejsze biznesmeni, korporacje zagraniczne i można tak wyliczać do rana a na koniec dodajmy rodziny i rodziny tych rodzin i w postępie geometrycznym albo jaki sobie kto zażyczy powstaje nawet więcej niż 25%. To betonowy elektorat Platformy aObywatelskiej.

Nie betonowy ideologicznie, bo jak wiemy ale nie rozumiemy, jest to "partia" miłości kochających inaczej i bezideowej. Kochającej nie w potocznym sensie, tylko potrzebującej, łaknącej... Mówiąc krótko, wszyscy, którzy lubią coś podwędzić komuś a najlepiej z budżetu Państwa, który jest studnią bez dna, odnawialną w zasobach co rok i bez przerwy przez nieszczęśników znad Wisły sponsorowanej. Genialny majstersztyk kreatorów rzeczywistości szkolonych w GRU i MOsadzie.

Samiśta se wybrali tego kancera i ze wstydu nad tą nastajaszczą oszybką będą te barany, pardon owieczki na tę platformę głosować dalej, żeby się ten interes życia nie urwał. Ot wyboru już żadnego nie będzie, jak się będzie chciało mieć pracę i życie w bezmyślnym spokoju.

A jak już wszystko ukradną i sprzedadzą a budżet upadnie i państwo zbankrutuje, to zajmą miejsca syndyków i w szmpańskim nastroju zatopią Rzeczypospolitą w odmętach strutego Bałtyku.

Ale zaraz, przecież nie zarżną dojnej krowy. Hmm...wiem! Skolonizuje nas jakiś przyjacielski sojusznik i eksperymentu ciąg dalszy o) Uff, no nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Jest nadzieja!
Musimy tylko przebrać się za PeOwców i kosić szmal po cichutku, nie ujawniając się. Jak Walenrod. A jak przyjdzie im podłożyć nogę, to bez krępacji trzeba to zrobić i zakopać głeboko 6 stóp pod ziemią. Przyjdą następni ale może nie będą udawać rodaków.

d'oh! d'oh! d'oh!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Śro 18:06, 20 Lut 2013    Temat postu:

Genderjugend

[link widoczny dla zalogowanych]

Ktoś powiedział o nich, że to dzieci z dobrych domów buntujące się za pieniądze rodziców. Nie do końca prawda, zwłaszcza z tym buntem. Byłoby to mocno absurdalne zjawisko, coś na kształt organizacji pozarządowych, co to egzystują dzięki rządowym dotacjom, ale z groteskową powagą utrzymujących, że są niezależne. Wiele bowiem przemawia za tym, iż te symboliczne „dzieci” raczej spełniają oczekiwania rodziców-sponsorów i za to przez nich są finansowane. W końcu kto płaci ten zamawia muzykę, jak to celnie ujął klasyk. W tym sensie to są po prostu resortowe wnuki, żeby już pozostać przy metaforze.

Robią często za tłum, nabijają frekwencję w akcjach prowokowanych przez ich rodziców i starszych kolegów. Tak było pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, gdy na komendę sprawnie wychynęli z klubów, pubów i zwyczajnych melin. Jako licealiści siedem lat temu skandowali, żeby wór z faszystowskim ministrem wrzucić do jeziora, bo taką potrzebę etapu wyartykułowali wówczas prorocy postępu. Dzisiaj starsi o zaliczone studia i doświadczenie, ale zawsze posłuszni i gotowi, zaczepieni w jakichś redakcjach i studiach telewizyjnych, być może promują tego samego człowieka, jako konstruktywną prawicę. Też z potrzeby etapu, tylko już następnego. A kiedy zmienią się okoliczności, to z identyczną skwapliwością ponownie go zgnoją.

Ich protesty są równie żarliwe, jak bolszewicka krucjata ich rodziców oraz dziadków. I równie intratne. Gdy się prześledzi zmiany programów ich kolejnych jedynie słusznych partii, to wręcz uderza umiejętność asymilacji haseł potomków do programów antenatów. Dziadkowie w imię dyktatury proletariatu mordowali wrogów ludu pracującego; rodzice w imię demokracji socjalistycznej; młodzi praktykują na wrogach postępu ludzkości, czyli przeciwnikach aborcji, eutanazji i dewiacji seksualnych. Wszystko to czynią w imię „nowoczesnej europejskiej wolności”.

I jak w poprzednich pokoleniach, także ich głównym przeciwnikiem są Bóg, naród, polskość. Natomiast pojęciem uwielbionym, co prawda zmieniającym formę, lecz nie treść, jest hasło kameleon: bolszewizm, internacjonalizm, europeizm. Rzygają natomiast Smoleńskiem, katolicyzmem, patriotyzmem. Otwarcie przyznają, a nawet się chlubią swoją dezynwolturą, że w razie czego za żadną ojczyznę, czy wartości narodowe nie będą nadstawiać głowy ani tym bardziej umierać. Od razu deklarują, że gdy się w Polsce coś ściśnie, jakiś tumult zacznie, czy też obcy jacyś się agresywnie przysuną, to oni zaraz wyjeżdżają z „tego kraju”. Żeby nie było, że nie mówili.

Są etatowymi uczestnikami wszelkich parad równości, marszów homoseksualnych, tańców wolności oraz każdej maskarady antypolskiej. Dziadkowie wielbili Stalina, rodzice Trockiego, dzieciom patronuje równie krwiożerczy Guevara. Potomek flagowej obecnie feministki usprawiedliwiał mord katyński, bo według niego sowietów nie było stać na wyżywienie 20 000 darmozjadów. Takich rzeczy nie można nauczyć się w szkole lub na uczelni, w atmosferze przyzwolenia na zbrodnię trzeba się wychować.

Powstanie Warszawskie było niepotrzebne, polskość to nienormalność, normalność to zabijanie starców i nienarodzonych dzieci. Matka, która z rozmysłem zabija półroczną córeczkę jest dla nich ofiarą. Czterdziestoletni stary byk upozowany na zbuntowanego młodzieńca, z premedytacją okradający prowadzoną przez siebie fundację, tłumaczy się z zabójczą infantylnością, że to woda sodowa uderzyła mu do głowy i przepalił mu się bezpiecznik przyzwoitości. Obsceniczny błazen rzygający nihilizmem był dla nich wzorem przez długie lata, dopóki nie upadł na głowę i nie ugryzł ręki, która go karmiła.

Kończą bardzo imponujące w ich mniemaniu kierunki - politologię, integrację europejską, florystykę i gender studies. Zdobywają równie egzotyczne sprawności społeczne, jak historyk idei, filozof przyrody, socjolog wartości albo lider opinii. Ważne dla nich, żeby te dyplomy nic nie znaczyły, niewiele mówiły i do niczego konkretnego nie zobowiązywały. Tego bowiem unikają niczym diabeł święconej wody. Wszak konkret ich zabija. Z wiekiem rośnie ich kawiorowa wrażliwość społeczna na wzór rodziców i starszych kolegów.

Obejmują więc posady w organizacjach pozarządowych, fundacjach, agencjach państwowych. Celebrują, zasiadają, są wyrazicielami, zajmują stanowiska w jedynie słusznych sprawach, a nade wszystko hołdują postępowi ludzkości. Nie znoszą sprzeciwu, ponieważ każdy sprzeciw to faszyzm. Zresztą to nie ma znaczenia - dzisiaj co prawda należy do nich jedynie słuszność, ale jutro cały świat.

Z czasem dorabiają się osiągnięć i wynajdują różne wynalazki społeczne. Dziadkowie wynaleźli schizofrenię bezobjawową; rodzice spółkę jednoosobową i homofobię. Wnuki już mają na koncie transfobię, dyskryminację pozytywną oraz przejezdność ustawową. A w głowach mają płeć.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Czw 20:51, 28 Lut 2013    Temat postu:

Pilnuj swojej jaskini!

[link widoczny dla zalogowanych]

Męczy mnie taka wizja

Jest oto wielka Góra, cała poryta jaskiniami. Na dole jakieś parszywe dziury, im wyżej tym bardziej wygodne i urządzone, na samej górze te najlepiej wypasione i pełne luksusu.

U podstawy góry tłoczą się ludzie, usiłują wepchnąć się do tych jaskiń, bo tam w środku jednak trochę cieplej, jakiś ogień się pali, warzą strawę. Oczywiście przy tym ogniu ci najważniejsi, oni rządzą w tej jaskini, oni dzielą żarcie. Im bliżej wyjścia, tym warunki gorsze, zimno, zawiewa – ale jednak dach nad głową jest i jakieś resztki zawsze dotrą w końcu.

Te jaskinie są ze sobą połączone - i góra/, i na boki. Ci, którzy rządzą ogniem, pilnie nasłuchują jednocześnie – czekają na szansę, żeby załapać się na lepszą jaskinię. Ci przy wejściu cały czas w gotowości – żeby przesunąć się bliżej ognia. Ci na zewnątrz próbują się wpychać, jak mogą – do środka. I tak to się dzieje aż do samej góry > nieustanne czekanie na okazje, żeby się lepiej załapać. Ci na górze mają wszystko, dostają opłaty za korzystanie z jaskiń, w zamian ponoć bronią bezpieczeństwa tej Góry. Ponoć...

Nieustająco trwa walka o lepsze miejsce – przy pomocy przepychanek, wojen podjazdowych, intryg i podarków. Są jaskinie buntowników i jaskinie pragmatyków, nory biedaków i komnaty bogaczy – wszyscy tkwią w tym systemie.

A teraz wyobraźcie sobie, że nagle zmienia się sama góra Góry, ci, którzy rządzą, a każdy z nich wszak powiązany z własną siatką zaopatrzeniowo – rozdawniczą. Zaczyna się ruchawka niesamowita! We wszystkich jaskiniach wre, wszystkie sieci powiązań trzeba posprawdzać, powiązać porwane, stworzyć nowe! To dla jednych nieszczęście, ale dla innych szansa dorwania się do ogniska, albo do lepszej jaskini – ach, jaki twórczy zamęt! Ile ciosów poniżej pasa, ile wojen podjazdowych!

Jest tylko jeden problem > co zrobić, jeśli ci na górze Góry nie wchodzą w układ??? Cały system zaczyna nawalać, nic już nie jest pewne i bezpieczne, strach zagląda w oczy coraz większy! Ale luzik, trochę to trwa zazwyczaj, niemniej w końcu któryś z nowych się połasi, spokojna głowa – trzeba tylko wytrwale pracować, donosić, opłacać, straszyć. No i znowu zapanuje stary porządek, a jak tam który za bardzo nie pasuje, to się go przegoni.

Wszyscy siedzicie w tych jaskiniach, po prostu wszyscy!

Jedni w prawicowych, inni w liberalnych, a jeszcze inni w lewicowych – i wszyscy mają te korytarze w górę i na boki i swoich jaskiniowych guru. Na tym polega ten system. Kolejne próby usprawnienia działania i lepszego zarządzania Górą są śmiechu warte – to tylko kilka nowych korytarzy do wykucia i kilka starych do zamurowania, nic się nie zmieni.

A dookoła Góry piękne polany i mnóstwo miejsca do życia – każdy sobie własny szałas postawić może, swobodnie się z sąsiadami zaprzyjaźnić albo nie. Ale to jest nie do wyobrażenia!! Mieszkaniec szałasu jest WYKLUCZONY! Jest poza hierarchią, jest anarchistą, niebezpiecznym buntownikiem.


Kelus mi się przypomniał – ponoć ma już 70 lat, mój Boże! Siedzi od lat w szałasie, o nic nie zabiega, a ludzie dalej słuchają jego piosenek i tęsknią... za czym? Przecież to jest na wyciągnięcie reki, ta polana, ten szałas, ta wolność.

Zależność od jaskiń jest tylko w Twojej głowie.


PS. Wiadomość z ostatniej chwili!

Ponoć grupka ludności z niższych jaskiń postanowiła sobie urządzić zgromadzenie z okazji dnia Żołnierzy Wyklętych. I to tuż obok wejścia do jednej z jaskiń władzy (czyli Pałacu Kultury w Warszawie)!! Straszna anarchia...

Za wynajęcie kawałka placu kazali zapłacić, i to całkiem sporo – wszak plac publiczny jest nie dla ludzi! No, a wyświetlenie filmów o Żołnierzach Wyklętych zostało zabronione – uznano, że to podpada pod ogródek piwny, a w tym miejscu żadnego ogródka postawić nie wolno....

I oto mamy cudną wprost ilustrację problemu – nie ma sensu naprawiać Góry, naprawdę! Trzeba ją mijać z daleka.

A od na ze wsi, gdzie oczywiście dowolnie możemy sobie wyświetlić, co chcemy, byle nie pornografię i byle dać znać sołtysowi – pozdrowienia ślemy do Stolicy i jej wspaniałej Prezydent - Bóg zapłać za troskę, żeby przypadkiem filmy o Żołnierzach Wyklętych do głowy nie uderzyły biednym jaskiniowcom. Wszak to gorsze od piwa!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
w51
Administrator


Dołączył: 23 Maj 2007
Posty: 5481
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwice

PostWysłany: Wto 22:00, 28 Maj 2013    Temat postu:

Polskę tanio sprzedam

[link widoczny dla zalogowanych]

Projekt ustawy posłów PO dotyczący rozliczeń czasu pracy jest naprawdę nowoczesny. Postulat, by pracownicy zagranicznych firm pracowali w dni ustawowo wolne od pracy z uwagi na to, że gdzie indziej pracują, jest piękną pieśnią internacjonalistycznego umiłowania pieniądza. Kapitał wszak nie ma ojczyzny, więc i my możemy się wyrzec swojej. By żyło się lepiej, w tym wypadku akcjonariuszom owych firm.

Można popatrzeć na tę kwestię nieco humorystycznie. Skoro bowiem mamy pracować – a mamy, bo przecież większość naszych miejsc pracy nie należy do rodzimych właścicieli – na przykład w polskie Święto Niepodległości, to może na przykład pracownicy brytyjskiego z pochodzenia Tesco nie będą pracowali w ichniejsze bank holiday? Kto chce, niech sprawdzi, co za zwierz. Najczęściej cztery razy w roku, co na pewno nie ucieszy naszych ekspertów w rodzaju pana Mordasiewicza, który uważa, że taki poniedziałek wielkanocny psuje nam PKB straszliwie. Mamy też do dyspozycji inne kraje, jak świat długi i szeroki. Może pracownicy takiej Biedronki również będą mieli kalendarz z ojczyzny swego pana i władcy? Albo pracownicy Orange, którzy za pracujące Boże Ciało będą mogli 14 lipca świętować zburzenie Bastylii? A to przecież dopiero początek.

No dobrze, pożartowaliśmy, ale problem jest poważny. Co gorsza, to jest problem zupełnie nierozwiązywalny za pomocą ustaw i przepisów. To problem polskiej mentalności, która w cudzoziemskim – a ściślej mówiąc: zachodnim – człowieku widzi kogoś, do kogo trzeba się łasić za wszelką cenę. Mnie w szkołach uczono, że podobno kiedyś jakiś Polak powiedział, że rzeczą bezcenną jest honor. Od tego czasu minęło jednak tyle lat, że najstarsi górale jedynie pamiętają znaczenie tego słowa. Szkolna dziatwa i wykształceni z łapanki magistrowie mają często problem z zapisaniem poprawnym tego archaicznego pojęcia. I potem rezultaty widzimy na co dzień w pracy. Kto kiedykolwiek pracował w jakieś zachodniej fabryce ten wie doskonale, o czym piszę. Najgorszymi zwierzchnikami w takich miejscach są kierownicy średniego szczebla, Polki i Polacy, którzy za wszelką cenę chcą się przypodobać zwierzchnikom z centrali. W tym stają się bardziej papiescy od papieża, co niekiedy dziwi samych cudzoziemców. Czasem słychać o co bardziej drastycznych scenkach, jak historia jednego pana z podwrocławskiego LG, który przeszedł się przy taśmach i kazał iść do domu co brzydszym (w jego rozumieniu) paniom, bo przyjeżdżali goście z Korei, ale zazwyczaj panuje cisza. Nic dziwnego, bo przy rosnącym bezrobociu każdy żyje tylko myślą o tym, by pracy nie stracić.

Dużo się też mówi o słabości polityków w ogóle, o braku realnej władzy w ich ręku. To prawda, bo dziś więcej władzy mają korporacyjne molochy. Można się z tym pogodzić, można próbować z nimi walczyć, ale dobrowolne oddawanie własnych prerogatyw i wartości w ręce anonimowego tłumu akcjonariuszy, który z reguły nawet nie wie, gdzie owa Polska leży na mapie, jest kuriozalnym doświadczeniem. Cóż, nie raz w naszej historii przekonaliśmy się, że Polak potrafi. Na przykład dla pieniędzy sprzedać własną matkę. Biologiczną czy tę metaforyczną, to już bez znaczenia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ŚWIATOWID Strona Główna -> A co tam Panie ... w polityce??? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin